logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: E.Sądej/ Nasz Dziennik

Nauka ledwie dyszy

Wtorek, 2 października 2012 (05:59)

Od momentu inauguracji roku akademickiego naukowcy protestują przeciwko niskim nakładom na szkolnictwo wyższe.

Cięcia w nauce to nie tylko kiepskie wynagradzanie kadry naukowej, ale i brak funduszy na badania. W efekcie Polska cofa się coraz bardziej pod względem rozwoju naukowego w stosunku do innych krajów europejskich. To już trzecia inauguracja roku akademickiego, której towarzyszą manifestacje NSZZ "Solidarność".

Wczoraj przed gmachem Auditorium Maximum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie pikietowali związkowcy z Krajowej Sekcji Nauki "S". Przynieśli ze sobą transparenty: "Stop pozornym reformom", "Stop dyskryminacji nauki i szkolnictwa wyższego", "2008-2012 - zapaść nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce". W tym samym czasie w inauguracji roku akademickiego na UJ brał udział premier Donald Tusk.

Jak powiedział w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" prof. Edward Malec, przewodniczący Krajowej Sekcji Nauki NSZZ "Solidarność", kierownik Zakładu Teorii Względności i Astrofizyki UJ, jeden z problemów polskiej nauki to niskie płace, które powodują, że naukowcy nie koncentrują się na swojej głównej działalności, lecz szukają dodatkowych źródeł dochodu.

- Ludzie inteligentni, a tacy pracują na polskich uczelniach, nawet w trudnych warunkach potrafią znaleźć jakieś wyjście. Ale to wyjście jest takie, że cierpi całe społeczeństwo. Bo brakuje nam ekspertów, brakuje ludzi wykonujących poważne badania, a nasza pozycja i w nauce światowej, i w innowacji technologicznej ulega sukcesywnie obniżeniu - podkreślił.

Podwyżki za jeden etat

Brak zmian oznacza, że sytuacja, w której naukowcy odchodzą do sektora prywatnego, a inni pracują na wielu etatach, będzie się pogłębiać. Związkowcy podkreślają jednak, że godne uposażenia w połączeniu z możliwością rozwoju i prowadzenia badań skłonią wielu naukowców do pracy dla jednego pracodawcy.

Jak sugerują, podwyżki mogłyby też odbywać się w uzależnieniu od deklaracji, że pracownik naukowy nie podejmie pracy poza właściwą uczelnią, przy zachowaniu prawa wyboru: podwyżka i praca dla jednej uczelni albo praca na kilku etatach. Tego rodzaju rozwiązania wprowadzono np. w Portugalii i zjawisko wieloetatowości uległo tam ograniczeniu.

Profesor Malec dodał też, iż ma nadzieję, że w przyszłym roku pikiety nie trzeba będzie organizować. To zależy od tego, czy minister nauki Barbara Kudrycka i rząd podejmą poważne działania na rzecz rozwoju polskiej nauki. Warunkiem wystarczającym do rezygnacji z protestu jest przeprowadzenie zapowiadanych podwyżek. Chodzi o około 6-procentowy wzrost uposażeń.

- Jest rezerwa celowa przeznaczona na podwyżki płac w szkolnictwie wyższym i jeżeli one nastąpią, to damy minister Kudryckiej kredyt zaufania, choć mamy świadomość, że z uwagi na całokształt jej działań nie zasługuje na niego - podkreślił prof. Edward Malec.

Ale podwyżki płac to tylko pierwszy krok ku zmianom w nauce, bo niezbędne są znacznie wyższe nakłady na badania naukowe i innowacyjność. Związkowcy przywołali tu przykłady państw europejskich, które finansują naukę w o wiele większym stopniu niż Polska. My co roku na ten cel wydajemy zaledwie 0,7 proc. PKB, Szwecja - 4 proc., Finlandia - 3,5 proc., a Czechy - 2 proc. PKB.

Jednak kwestie finansowe to nie jedyne zmartwienie wykładowców akademickich. Jak podkreślają, na uczelniach rozrasta się biurokracja, która czyni z naukowców urzędników. - Postępująca zmiana organizacji pracy na uczelniach wyższych prowadzi nas do modelu kieratu biurokratycznego i "urzędniczenia" ludzi, którzy przecież powinni przede wszystkim zajmować się nauką i kształceniem - zaznaczają uczestnicy manifestacji.

Kudrycka obiecuje

W liście skierowanym do środowiska akademickiego Barbara Kudrycka zapewniła, że płace na uczelniach w 2013 roku wzrosną średnio o 9,14 proc., a do 2015 roku o 30 procent. Ponadto wyróżniające się jednostki naukowe będą mogły korzystać z dotacji na najlepsze kierunki i programy studiów oraz przełomowe badania prowadzone w Krajowych Naukowych Ośrodkach Wiodących.

Zdaniem minister Kudryckiej, zmiany, jakie przechodzą uczelnie, są szansą na podniesienie jakości kształcenia i badań. "Wprowadzane zmiany pozwalają kadrze akademickiej autonomicznie tworzyć nowe kierunki i programy studiów, które będą odpowiedzią na nieustannie rozwijającą się wiedzę oraz na oczekiwania rynków pracy.

Programy kształcenia mogą być układane wspólnie z wybitnymi przedstawicielami pracodawców, a mechanizmy komercjalizowania wyników innowacyjnych badań przyczyniać się do rozwoju gospodarki" - napisała w liście.

Naukowcy podchodzą do tych deklaracji z rezerwą, chcą najpierw zobaczyć efekty ministerialnej reformy. Jak na razie ogromnym problemem dla uczelni jest spadek dochodów spowodowany przez spadek liczby studiujących, a to jest bezpośredni skutek niżu demograficznego z początku lat 90. Choć najbardziej odczuwają to uczelnie prywatne, to kłopoty mają także te publiczne, a to dlatego, że budżetowe dotacje nie pokrywają od dawna kosztów ich funkcjonowania.

Marcin Austyn

Nasz Dziennik