logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Od długiej, ciężkiej pokuty dziejowej, wybaw nas, Panie

Niedziela, 30 listopada 2014 (10:54)

Aktualizacja: Niedziela, 30 listopada 2014 (10:57)

Po wezwaniu wstawiennictwa świętych i błogosławionych oraz przyjrzeniu się ich życiu ziemskiemu błagamy o wybawienie z nieszczęść, jakie spadały, spadają bądź mogą spadać na Polskę.

Czym jest pokuta? Wiemy, że zadaje ją spowiednik jako karę za grzechy i przypieczętowanie odpuszczenia win i kary wiecznej. Kara doczesna odpuszczona zostaje jedynie częściowo, można jednak błagać o jej odpuszczenie poprzez dobrowolne pokuty i umartwienia.

Katechizm przypomina o celu czynów pokutnych, którym ma być wewnętrzne nawrócenie: „Pokuta wewnętrzna zawiera równocześnie pragnienie i postanowienie zmiany życia oraz nadzieję na miłosierdzie Boże i ufność w pomoc Jego łaski. Temu nawróceniu serca towarzyszy zbawienny ból i smutek, który Ojcowie Kościoła nazywali smutkiem duszy i skruchą serca” (KKK 1431).

Kiedy patrzy się na dzieje Polski, nasuwają się analogie z dziejami Izraela. Przy ogromie łaski Bożej i obdarowania obie te społeczności uciekały od Bożego wybrania i misji, jakie Pan historii im powierzał. Przez blisko osiem stuleci na ziemiach polskich odpowiedzialność za odrzucanie łaski ponoszą głównie królowie i książęta, którzy – choć nie można im odmówić męstwa, politycznej przezorności czy sprytu – rzadko byli prawdziwie pobożni i cnotliwi. Mimo składanego przed każdą koronacją hołdu przed grobem św. Stanisława oraz moralnej lekcji, jaką pozostawiło starcie infuły z koroną, nasi pomazańcy nie chcieli podążać drogą świętości. Jest znamienne, że jedynym kanonizowanym królem Polski pozostaje Jadwiga Andegaweńska.

Epokę elekcyjną zamykają władcy znani z rozwiązłości, zdrad, przynależności do masonerii czy wprost indyferentni religijnie. Ówczesne elity, przesiąknięte duchem oświecenia i poszukujące zbawienia bardziej w lożach aniżeli w sakramentach, nie chciały trwać przy Ewangelii. Rozbiory stały się prawdziwą pokutą za niewierność prawdzie o Bogu, Ojczyźnie i człowieku. Nawet rok 1918 nie przyniósł pogłębienia wiary i zrozumienia obecności chrześcijaństwa w Polsce. Odpowiedzialni za odrodzone państwo zezwolili na masowe zabijanie nienarodzonych, szerzyła się plaga rozwodów, prostytucji, okultyzmu i spirytyzmu.

Dzisiaj jesteśmy po hekatombie II wojny światowej i latach socjalistycznego uciemiężenia. Mamy świadomość hektolitrów przelanej krwi polskiej. Wiemy, że łaską są dla nas św. Jan Paweł II i Sługa Boży Prymas Tysiąclecia. Ani tragedia jednak, ani łaska nie przemieniły duszy Narodu. Popełniamy błędy przodków, a nawet prześcigamy ich w nieprawości, przestaliśmy chcieć być „antemurale Christianitatis”. Przyzwalamy na system niszczący moralność, demontujący prawo, zabijający pamięć.

Módlmy się, aby Chrystus, o którego panowanie społeczne tak trudno nam zabiegać, dając się zamknąć w kajdanach tolerancji i dialogu, okazywał nam nadal miłosierdzie. Niech trwa jeszcze chwila łaskawości, zanim nadejdzie osąd i pozostanie jedynie sprawiedliwość.

ks. Łukasz Kadziński

Nasz Dziennik