Po tym, jak poinformował Pan opinię publiczną o skandalicznej sprawie zablokowania przez europosłów Platformy Obywatelskiej w Parlamencie Europejskim ważnej inicjatywy dotyczącej budowy podkarpackiego odcinka szlaku Via Carpathia, ze strony obwinionych posypały się na Pana gromy…
– Uderz w stół, a nożyce się odezwą. Europosłowie Platformy doskonale zdają sobie sprawę, że ich zachowanie jest nie do obrony, dlatego przystąpili do ataku. To właśnie na ich wniosek doszło do zamknięcia cennej inicjatywy budowy drogi, która poprawiłaby dostępność komunikacyjną naszego kraju, a teraz próbują pomniejszać jej znaczenie, nie bacząc na to, że lekceważą tym samym inicjatywę obywatelską.
Politycy PO twierdzą, że petycja ta nie miała wpływu właściwie na nic i zarzucają Panu upolitycznienie kwestii budowy Via Carphatia i jej podkarpackiego odcinka S19…
– Petycja w sprawie Via Carpathia dawała możliwość kontynuowania tej sprawy na poziomie europejskim w postaci misji obserwacyjnej Parlamentu Europejskiego czy merytorycznego raportu na forum właściwej komisji PE. Dzięki temu byłoby możliwe wywieranie dalszej presji na polski rząd na rzecz budowy tej drogi.
Trzeba także zauważyć, że dzięki tej petycji poznaliśmy stanowisko komisji PE i Komisji Europejskiej w sprawie Via Carpathia. W liście skierowanym do ówczesnej wicepremier Elżbiety Bieńkowskiej przewodnicząca Komisji Petycji napisała, że droga kwalifikuje się do finansowania ze środków unijnych. Oznacza to, że UE dała nam zielone światło – warunkiem jest inicjatywa polskiego rządu, której zabrakło.
Czego obawia się Platforma, nie chcąc dopuścić, aby wspomniana przez Pana misja obserwacyjna PE zbadała sprawę na miejscu w Polsce?
– Chciałbym przypomnieć, że sprawę Via Carpathia podnosiłem w ostatnich latach w instytucjach UE bardzo często poprzez konferencje, spotkania z przedstawicielami Komisji Europejskiej i kolejnych prezydencji, a także poprzez poprawki do raportów i wysłuchania. Niestety, cały czas kluczem do sprawy pozostaje wola polskiego rządu. Dlatego też europosłowie PO tak bardzo obawiali się dalszego procedowania tej petycji i możliwości wysłania misji obserwacyjnej do naszych wschodnich regionów – wówczas okazałoby się, że właśnie brak woli rządu PO - PSL doprowadził do tak skandalicznych zaniechań i pogłębienia peryferyzacji tej części naszego kraju.
Co tak naprawdę traci Polska Wschodnia na oddalającej się wizji budowy Via Carpathia?
– W tej części Europy brakuje dobrego połączenia drogowego między północą i południem kontynentu, dlatego uwzględnienie Via Carpathia jako jednego z głównych szlaków komunikacyjnych UE na całej długości – od Kłajpedy do Salonik – jest tak ważne.
Kilka dni temu z mojej inicjatywy odbyło się w Komisji Transportu i Turystyki PE wysłuchanie publiczne na temat dostępności komunikacyjnej Europy Środkowo-Wschodniej z udziałem ekspertów i przedstawicieli wschodnich regionów UE. Wnioski są jednoznaczne – nie można mówić o rozwoju tej części Europy i wyrównywaniu różnic między wschodem i zachodem bez dobrej sieci komunikacyjnej. Stąd nasze starania o szlak Via Carpathia, która miałaby szansę stać się kręgosłupem komunikacyjnym Europy Wschodniej.
O tym, że Polska może stracić szansę na realizację tej inwestycji z pieniędzy unijnych, informował Pan rząd PO - PSL…
– Sprawę Via Carpathia można było załatwić już kilka lat temu, na etapie negocjacji rozporządzenia TEN-T, określającego najważniejsze szlaki komunikacyjne. Niestety, rząd dowodzony przez Donalda Tuska pokpił sprawę i w efekcie do 2030 r. tylko niewielka część drogi Via Carpathia na odcinku Rzeszów - Lublin może zostać gruntownie zmodernizowana. Większość szlaku jest w sieci dróg możliwych do budowy do roku 2050, co - biorąc pod uwagę niepewną sytuację gospodarczą w UE - nie daje żadnych gwarancji, że dojdzie to rzeczywiście do skutku. Co więcej, kluczowy odcinek od Białegostoku do granicy litewskiej został uwzględniony przez polski rząd w rozporządzeniu TEN-T, określającym najważniejsze szlaki komunikacyjne w UE, tylko połowicznie, co czyni tę drogę niekompletną. Tymczasem na przykład rządy Węgier i Rumunii wywalczyły uwzględnienie w TEN-T większości odcinków Via Carpathia przebiegających przez terytoria tych państw.
Niestety, przypadek Via Carpathia nie jest odosobnionym przykładem szkodliwego zachowania europosłów PO w Parlamencie Europejskim. Pokazało to także wstrzymanie się połowy delegacji PO przy głosowaniu nad rezolucją wzywającą do zapewnienia jak najwyższego budżetu UE na lata 2014-2020 lub też nad poprawkami wzywającymi do powiązania 20 proc. tych środków z walką ze zmianami klimatycznymi (PO głosowało za). Nie poparli również naszych starań o wyrównanie dopłat bezpośrednich dla rolników. Polskie społeczeństwo jest mądre i nie nabierze się na żadne gierki. Fakty mówią same za siebie, a ich ocenę pozostawiam czytelnikom.
Jak odbiera Pan tłumaczenie ze strony europosłanki PO Elżbiety Łukacijewskiej, która twierdzi, że Podkarpacie i tak jest w czołówce beneficjentów środków unijnych i to od marszałka województwa i PiS zależy, jak środki te są wykorzystywane?
– Podpieranie się podkarpackim marszałkiem Władysławem Ortylem to rozpaczliwa próba tłumaczenia skrajnej nieudolności polskiego rządu w tej sprawie. Fakty bowiem są takie, że to właśnie marszałek Ortyl przedstawił propozycję budowy jednego z odcinków Via Carpathia na południe od Rzeszowa i zaprezentował montaż tej inwestycji zgodny z wytycznymi UE. Marszałek Ortyl, który - przypomnę - był zastępcą śp. Grażyny Gęsickiej w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego, teraz pokazał obecnemu rządowi, że można doprowadzić do realizacji tej inwestycji, jeśli tylko jest polityczna wola. Tej zabrakło w ostatnich latach rządowi PO, a już najbardziej szokujące jest to, że europosłowie tej partii w PE blokują kolejne możliwe działania zmierzające do budowy tej bardzo ważnej drogi.
W Parlamencie Europejskim pracuje Pan od lat. Proszę powiedzieć, jak z Pana doświadczenia i obserwacji do narodowych interesów podchodzą eurodeputowani innych krajów?
– Parlament Europejski jest specyficznym miejscem i niejednokrotnie byłem świadkiem tego, jak posłowie reprezentujący odmienne poglądy polityczne potrafią głosować zgodnie w sprawach dotyczących ich interesów narodowych. Tymczasem w poniedziałek europosłowie PO głosowali przeciwko strategicznym interesom naszego kraju. Co więcej, próbowali przekonać do tego zagranicznych posłów z innych grup politycznych – nieskutecznie. Jak widać, przeciwko Polsce zagłosowali właśnie Polacy. Tego nie widziałem w przypadku innych krajów.

