Śledztwo w sprawie afery Amber Gold poprowadzi Prokuratura Okręgowa w Łodzi.
Prokurator generalny Andrzej Seremet poinformował wczoraj, że "czynności tego śledztwa mogłyby być sabotowane przez niektórych uczestników tego postępowania", choć kilkadziesiąt godzin wcześniej zapewniał posłów SLD, że nie widzi "obiektywnych powodów do uznania, że prowadzący i nadzorujący to śledztwo prokuratorzy nie są w swoich działaniach bezstronni". W czwartek przeniesienie śledztwa postulował Jarosław Kaczyński. Wcześniej apelowała o to Solidarna Polska. Problem ten podnosiły także osoby poszkodowane przez Amber Gold. Dzień wcześniej media ujawniły zdjęcia z meczów Lechii Gdańsk, na których Donald Tusk, sędzia Ryszard Milewski i prokurator Dariusz Różycki wspólnie dopingują drużynę.
Lepiej późno niż wcale
Seremet w czwartek przez kilka godzin naradzał się z gdańskimi prokuratorami na temat śledztwa.
- Kierując się dobrem śledztwa, uważając, że atmosfera, która nagromadziła się wokół tego postępowania, wokół osób je prowadzących, stała się do tego stopnia nieznośna, że czynności tego śledztwa mogłyby być sabotowane przez niektórych uczestników tego postępowania, podważana wiarygodność prokuratorów, a to nie jest atmosfera, która sprzyja dobru śledztwa - oświadczył szef Prokuratury Generalnej.
Gdańscy śledczy zdali mu relację z czynności, które są podejmowane w tej sprawie, zapoznał się z planem śledztwa.
- Wobec tego dzisiaj podejmę decyzję o przeniesieniu tego śledztwa do Prokuratury Okręgowej w Łodzi - zapowiedział Seremet, deklarując równocześnie, że kilku prokuratorów, którzy dotychczas zajmowali się śledztwem, zostanie delegowanych do łódzkiej prokuratury. Mają "zapoznać prokuratorów z Łodzi ze zgromadzonym materiałem dowodowym, by sprawnie mogli przejąć prowadzenie tej sprawy".
Zdaniem Arkadiusza Mularczyka (SP), decyzja Seremeta jest dobra, ale spóźniona.
- Powinno się to stać znacznie wcześniej. Skala zaniedbań, zaniechań, niekompetencji, która graniczy z podejrzeniem o stronniczość niektórych urzędników wymiaru sprawiedliwości, prowadziła do wniosku, że ta sprawa powinna zostać przeniesiona poza Gdańsk. Mówię tutaj nie tylko o prokuraturze, ale także o sądzie - podkreśla Mularczyk.
W jego ocenie, sprawa jest wielce kłopotliwa dla wielu osób na Pomorzu, a prokuratorzy będą się bali, by komuś się nie narazić. Podobnego zdania jest Andrzej Duda (PiS). - To dobra decyzja, ale zbyt późno została podjęta. Szkoda, że musieliśmy czekać na nią do czasu, gdy pojawił się materiał filmowy z trybuny stadionu Lechii Gdańsk - przypomina.
Co ciekawe, SLD zwróci się do Seremeta o wyjaśnienie decyzji o przeniesieniu. Jak się okazuje, Dariusz Joński otrzymał właśnie od prokuratora generalnego pismo z 3 października, w którym ten uzasadnia, dlaczego to właśnie gdańska prokuratura powinna prowadzić śledztwo.
- Jestem tym bardziej zdziwiony, że prokurator Seremet uzasadniał, iż "na obecnym etapie postępowanie jest prowadzone w sposób prawidłowy i brak obiektywnych powodów do uznania, że prowadzący i nadzorujący to śledztwo prokuratorzy nie są w swoich działaniach bezstronni, zwłaszcza że do chwili obecnej nie ujawniono powiązań biznesowych i osobistych pracowników jednostek organizacyjnych prokuratury okręgu gdańskiego z Marcinem P. - mówił.
Co takiego wydarzyło się w ciągu kilku godzin, że śledztwo zostało przeniesione do innego miasta. Czy więc, jak sugeruje Andrzej Duda, powodem wczorajszej decyzji prokuratora generalnego była publikacja zdjęć z trybuny VIP-owskiej stadionu Lechii Gdańsk z 8 sierpnia 2010 r., 17 października 2010 r. i 1 kwietnia 2011 roku. Widać na nich polityków PO i premiera Donalda Tuska, a w bliskim sąsiedztwie sędziego Sądu Okręgowego w Gdańsku Ryszarda Milewskiego, a także m.in. szefa gdańskiej prokuratury okręgowej Dariusza Różyckiego. Zdaniem Seremeta, nie miało to znaczenia dla jego decyzji, a film nie jest dowodem na istnienie gdańskiego układu czy sitw.
- Ludzie, którzy pełnią jakieś funkcje, spotkali się na meczu drużyn, które lubią, i co z tego ma wynikać? - pytał.
Jak mówi, po ujawnieniu zdjęć rozmawiał z prokuratorem Różyckim. Ten miał go zapewniać, że Donalda Tuska widział w życiu tylko dwa razy, w tym raz na stadionie. W ocenie Arkadiusza Mularczyka, wyrozumiałość prokuratora generalnego przy interpretacji tych zdjęć jest podyktowana prawdopodobnie osobistą obawą, że szef rządu nie przyjmie jego sprawozdania z działalności.
- Prokurator generalny jest w trudnej sytuacji, bo to od premiera zależy podjęcie tej decyzji. A przypomnę, że kwestia przyjęcia sprawozdania nie została do dziś załatwiona i pan Seremet stał się zakładnikiem Donalda Tuska - ocenia poseł.
Skąd ta zwłoka?
Do tej pory prokuratura nie przesłuchała żony Marcina P. Katarzyny Plichty.
- Nie jest prawdą, że nie można jej odnaleźć - deklaruje Seremet, który zapewnia, że śledztwo prokuratury ma na uwadze wszystkie fakty i okoliczności sprawy. Czy również w jej przypadku nie okaże się, że przesłuchanie i ewentualne postawienie jej zarzutów będzie o wiele tygodni spóźnione? Zdaniem Arkadiusza Mularczyka, może tak być, a sama Katarzyna Plichta ma czas na budowanie linii obrony męża.
- Nie znam materiałów tego śledztwa. Zakładam jednak, że działalność pani Plichty jest w jakiś sposób monitorowana przez prokuraturę. Wątpię, by ona sama nie wiedziała, czym zajmuje się jej mąż, i można zakładać, że działali wspólnie i w porozumieniu, wiedząc o większości spraw - ocenia poseł Solidarnej Polski.
Jak dodaje, brak wezwania jej na przesłuchanie jest jeszcze jednym dowodem na to, że śledztwo w sprawie Amber Gold może być prowadzone niewłaściwie.

