logo
logo
zdjęcie

Dr Hanna Karp

Medialny parasol

Poniedziałek, 22 grudnia 2014 (02:00)

Prezydent Bronisław Komorowski składał zeznania w sprawie, która funkcjonuje w obiegu publicznym pod nazwą „afery marszałkowej”. Rozprawa odbyła się w bardzo nietypowych okolicznościach – rolę sali sądowej pełniła jedna z sal Pałacu Prezydenckiego. Obecni dziennikarze i publiczność uzyskali na tę okoliczność specjalne przepustki. Bezpieczeństwa w sali Pałacu Prezydenckiego pilnowali funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu.

Prezydent RP odpowiadał na pytania, w tym strony oskarżonej – dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego. Strona oskarżona i obrońca oskarżonego wykazali, że prezydent przed prokuraturą zeznawał różne rzeczy – choć było to zaledwie w miesięcznych odstępach czasu. Okazało się także, że nic już właściwie nie pamięta. Aż w końcu poprosił o uniemożliwienie oskarżonemu stawiania pytań. Uznał, że pytania insynuują jego zaangażowanie w zdobycie aneksu raportu ds. likwidacji WSI.

Oskarżony w sprawie dziennikarz prosił sąd o konfrontację pomiędzy prezydentem Komorowskim a rzecznikiem premiera Donalda Tuska Pawłem Grasiem i Krzysztofem Bondarykiem – ówczesnym szefem Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, oraz Leszkiem Tobiaszem. Okazało się bowiem, że prezydent inaczej pamiętał spotkanie z nimi. Przypomnijmy, że jeden z nich, Leszek Tobiasz, zmarł nagle w nietypowych okolicznościach (podczas bankietu). Od nietypowych okoliczności w całej sprawie aż się roi. Sąd ostatecznie zaczął uchylać pytania do Komorowskiego całymi seriami, m.in. o oficerów służb, z jakimi Komorowski spotykał się jeszcze w 2000 roku, gdy był ministrem obrony narodowej w rządzie Jerzego Buzka.

Całe wydarzenie jest bezprecedensowe. W każdym europejskim kraju media prześcigałyby się w jego relacjonowaniu. Zdobywano by nowe szczegóły zeznań i okoliczności towarzyszące sprawie. Opinia publiczna miałaby na bieżąco możliwie wielką ilość danych i informacji. Dlaczego? Dlatego że dotyczy głowy państwa i spraw drażliwych, mianowicie domniemanych nielegalnych i sprzecznych z prawem spotkań i powiązań urzędującego prezydenta z oficerami służb, którzy prowadzili nielegalne działania. Taka sprawa i takie podejrzenia praktycznie w Stanach Zjednoczonych mogłyby doprowadzić do impeachmentu i przedterminowych wyborów prezydenckich.

A jak jest w Polsce? Następnego dnia po zeznaniach prezydenta w mediach dominującego nurtu zapadła profesjonalnie brzmiąca, grobowa cisza. Żadna z dziennikarskich gwiazd nawet nie zająknęła się na temat spotkania w Sali Muszlowej Pałacu Prezydenckiego. Za to w centrum wydarzeń – jako obiekt medialnego linczu – ustawiono poseł PiS, prof. Krystynę Pawłowicz. Czym zawiniła? W godzinach nocnego posiedzenia Sejmu posilała się sałatką! Tembr i ton medialnego lamentu ustawiono tak, by brzmiał jak news o końcu świata… A co z zeznaniami prezydenta Bronisława Komorowskiego? O tym wciąż cicho – jak na bantustan przystało.

Dr Hanna Karp

Autorka jest medioznawcą i wykładowcą Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.

Aktualizacja: Poniedziałek, 22 grudnia 2014 (12:30)

Nasz Dziennik