Kilka dni po zamachach we Francji możemy już powiedzieć, co najbardziej zawiodło?
– Spójrzmy na to, że francuskie służby dysponowały informacjami o zamachowcach. Oni mieli już wcześniej związki z Al-Kaidą, z Państwem Islamskim, zamieszani byli w szereg przestępstw i byli za to karani. Niedopuszczalne jest, żeby służby takich ludzi spuszczały z oczu. Zaniechanie jest więc główną przyczyną. Mówienie przy tej okazji przez przedstawicieli służb zachodnich czy też polskich, że potrzebne są większe uprawnienia, jest bezsensowne. Służby powinny korzystać z tych możliwości, które już mają, i robić z nich właściwy użytek. I to tak naprawdę zawiodło.
Więc co należało zrobić?
– Ludzie, którzy przygotowali zamachy we Francji, to nie byli profesjonaliści. Można było więc prowadzić nasłuch, szereg analiz czy grę operacyjną. Można próbować było wejść w to środowisko. Metodologia działania służb jest duża. Tylko że służby w ostatnich latach bardziej koncentrują się na podsłuchiwaniu i podglądaniu obywateli. Odnotowują informacje, a nie analizują i nie wyciągają wniosków w celu przewidzenia kolejnych kroków, które mogą się stać. Jak się okazuje, łatwiej jest na masową skalę prowadzić inwigilację obywateli, utrudniając im życie na lotniskach czy w muzeach, niż brać na celownik tych, których powinni.
Jakie wnioski Polska może wyciągnąć z tych wydarzeń?
– Wydarzenia z Francji nie mogą ograniczyć się tylko do udziału w marszach. Potrzebne jest stworzenie systemu działania służb. W Polsce dalej mamy problem z koordynacją służb. Tak naprawdę każda z naszych służb, a jest ich kilka, jest państwem w państwie. Mamy kilka instytucji zajmujących się zwalczaniem terroryzmu, a nie mamy instytucji wiodącej. To w sytuacji kryzysu doprowadzi do paraliżu decyzyjnego i braku odpowiedzialności. A na pewno jeden będzie obarczał winą drugiego. Zbyt często także obserwujemy syndrom „silni, zwarci i gotowi”, co było szczególnie widoczne podczas Euro, kiedy to ogłoszono, że zamachowcy się nas tak bali, że postanowili nie przyjeżdżać. My nie jesteśmy pierwszoplanowym celem, ale jeżeli chcemy być bezpieczni, to musimy uczyć się od tych, którzy mają doświadczenia z terroryzmem. Musimy wprowadzać wszelkie rozwiązania w życie, a nie skupiać się na udziale w marszach.
A jak wielkie jest zagrożenie atakami terrorystycznymi w naszym kraju?
– Tak naprawdę nie ma czegoś takiego jak europejski system bezpieczeństwa. Bezpieczeństwo jest ciągle kwestią wewnętrzną państw. I spójrzmy, Wielka Brytania, Hiszpania czy nawet Niemcy mają problem z terroryzmem wewnętrznym. U nas nigdy tego nie było. Na plus dla bezpieczeństwa jest to, że nie mamy zjawiska wielonarodowości czy wielokulturowości. Jednakże coraz więcej zdarzeń o oddziaływaniu międzynarodowym odbywa się w Polsce. Mimo że jesteśmy drugo- czy trzeciorzutowym celem, to jednak tym celem jesteśmy. Musimy liczyć się z tym, że mogą wystąpić ataki na cele w Polsce. Szczególnie wtedy, kiedy będziemy gospodarzami szczytów organizacji międzynarodowych czy gdy będziemy organizatorami wydarzeń sportowych. Jeżeli nasze braki i pomyłki będą podpowiadać terrorystom, że „w Polsce jest łatwiej”, to możemy się tym celem stać.
Niedawno dokonano ataku hakerskiego z Korei Północnej na Stany Zjednoczone. Możemy spodziewać się wzrostu częstotliwości tego typu ataków?
– Dokładnie tak. Już śp. gen. Franciszek Gągor widział potrzebę, aby na to zagrożenie gotowe było wojsko. On też z prezydentem Lechem Kaczyńskim stawiał na siły specjalne. Patrzył więc szeroko na wyzwania XXI wieku i poszukiwał adekwatnych odpowiedzi. Obecnie w wielkim stopniu w instytucjach administracji państwowej opłaca się tłumaczy przemówień czy osoby od kreowania wizerunku, a zapomina się o tym systemie, który musi być silny. Szczególnie system informatyczny. Dobrzy informatycy odchodzą z instytucji publicznych i przechodzą do firm prywatnych, które są lepiej płatne.
Czym charakteryzuje się wojna w cyberprzestrzeni?
– Sposobów działań wojny w cyberprzestrzeni jest wiele. Za pomocą ataków hakerskich można spokojnie zakłócać działania administracji czy systemów bankowych. Paraliż systemu finansowego może być ogromnym problemem. Wystarczy także zablokować elektrownię. Na ten temat powstało wiele scenariuszy filmowych i w żadnym stopniu nie jest to dalekie od rzeczywistości. Im bardziej rozwinięte społeczeństwo, tym bardziej poziom wrażliwości na tego typu niebezpieczeństwo jest większy. Stąd też z takimi zagrożeniami trzeba się liczyć i robić wszystko, żeby się uodpornić. Do tego jeżeli dołożymy pojedyncze bądź skoordynowane ataki osób będących w różnych miejscach, a zwerbowane do ataku za pomocą chociażby internetu, to mamy obszar chaosu, wielopunktowych uderzeń na systemy informatyczne na różnych poziomach. To wszystko może doprowadzić do chaosu, paniki czy rozpaczy, a więc wszystkiego tego, czym karmi się terroryzm.
Prezydent Komorowski zapowiedział powstanie doktryny cyberbezpieczeństwa Polski.
– Powstał już Strategiczny Przegląd Bezpieczeństwa Narodowego i co? Jest... fajny dokument, trudno się z nim nie zgodzić, jak się go czyta. I co dalej? I nic. Ale dobrze, że dokument jest. W Strategię Bezpieczeństwa Narodowego wpisano wszystko to, co można wpisać. Stała się więc zbiorem pobożnych życzeń, a nie spójnym dokumentem, który rzeczywiście wskazywałby priorytety w polityce bezpieczeństwa. Teraz powstanie kolejna doktryna. Jest to dowód na to, że w administracji prezydenta są dobrzy naukowcy, tylko problem jest w tym, żeby najlepszą teorię rząd przekuł później na konkretne czyny. Taki mamy system w Polsce, że jeżeli się narodzą świetne myśli, to rząd powinien być pierwszym, który się tym zajmie. Warto więc na poziomie opracowywania konsultować doktrynę z praktykami, aby nie był to kolejny wspaniały dokument, których nie brakuje, ale żeby te zapisy realizować w praktyce.

