logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: arch/ Inne

Zwycięży nasza święta Sprawa

Poniedziałek, 19 stycznia 2015 (10:56)

Dzisiaj przypada 70. rocznica ostatniego rozkazu komendanta głównego Armii Krajowej.

Spośród wielu dramatycznych dokumentów, obrazujących tragedię Polski roku 1945 – pozornie wyzwolonej, a w rzeczywistości, z woli aliantów, ograbionej, okrojonej terytorialnie i wydanej na łaskę i niełaskę Związkowi Sowieckiemu – zwraca uwagę ostatni rozkaz komendanta głównego Armii Krajowej, gen. dyw. Leopolda Okulickiego „Niedźwiadka”. Dokument wielkiej wagi, ponadczasowy, napisany pięknym językiem. Gdyby go nazwać testamentem zniewalanej na nowo Polski, nie byłoby w tym cienia przesady.

Do kogo generał kierował ten rozkaz? Niewątpliwie do oficerów i żołnierzy Armii Krajowej? Przede wszystkim do nich. W końcu był to regularny rozkaz wodza naczelnego sił zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej na terenie okupowanego kraju do podkomendnych. AK była siłą zbrojną Polskiego Państwa Podziemnego. Jednak współodczuwająca lektura tego dokumentu po 70 latach uświadamia nam z całą mocą, że nie chodziło tylko o akowców i o wojskowy rozkaz. To było przesłanie do wszystkich Polaków – świadomych sytuacji kraju i pozbawionych złudzeń, co do intencji Sowietów.

Rozkaz „Niedźwiadka” datowany jest na piątek, 19 stycznia 1945 roku. Dwa dni po wkroczeniu wojsk sowieckich do wykrwawionej i zburzonej przez Niemców Warszawy. 180 dni po zapowiadanym przez Radio Moskwa „wyzwoleniu” Warszawy i wezwaniu warszawiaków do walki z Niemcami!

7 miesięcy jak 7 lat

Stwierdzenie, że ta kończąca się wojna była dla Polaków wielką traumą, brzmi jak banał. A jak ją nazwać z perspektywy życia generała Leopolda Okulickiego? Komendant główny ZWZ w sowieckiej zonie okupacyjnej, więziony przez NKWD we lwowskich Brygidkach już w roku 1941, na Łubiance, potem w Lefortowie. Uratowany przez gen. Władysława Andersa, który osobiście upomniał się u Sowietów o dzielnego oficera. Szef sztabu jego armii. Organizator poszukiwań „zaginionych” polskich oficerów, bo jeszcze nikt nie znał wtedy słowa Katyń. Organizator komórki historycznej w armii, dokumentującej martyrologię Polaków na nieludzkiej sowieckiej ziemi. Ewakuowany z tysiącami polskich tułaczy do Persji. Wydawało się, że już na zawsze uratowany z opresji sowieckiej. Generał Anders już w 1942 roku wydał mu opinię, o jakiej każdy żołnierz mógłby marzyć: „W najcięższych chwilach, kiedy 7 miesięcy współpracy można śmiało policzyć za 7 lat, płk Okulicki wykazał tyle niespożytej energii i hartu ducha oraz tyle żołnierskich zalet, jak poprzednio w wojnie 1939 i w ZWZ. Ani na chwilę nie zawiódł mego całkowitego zaufania, był wzorem lojalności służbowej i odwagi cywilnej”.

 Dla Polski i dla syna

Ale on się nie rozglądał za nagrodami za dotychczasowe zasługi i za cierpienia. Jest komendantem bazy dla cichociemnych we Włoszech, ale nie szuka pracy, szuka walki. Zgłasza się na szkolenie i sam staje się cichociemnym. W nocy 22 maja 1944 r. ląduje ze spadochronem w kraju. Już nie pułkownik, lecz gen. bryg. „Kobra”. Miał już wtedy 46 lat, mógł spokojnie służyć na wysokim stanowisku w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie. Po co to wszystko robił? Może chciał być żołnierskim wzorem dla ukochanego syna? Zbigniew był jeszcze nastolatkiem, gdy ojciec ruszył w 1939 na wojnę. Polskie gimnazjum skończył w Palestynie. Został żołnierzem 2 Korpusu Polskiego. Jako sierżant podchorąży 1 pułku artylerii lekkiej zginął pod Ankoną 8 lipca 1944 r. Miał lat 20… Ojciec boleśnie przeżyje śmierć jedynego syna. Ledwie dwa i pół roku później podąży za nim – tyle że męczeńskim szlakiem: jeszcze raz przez Lefortowo, Butyrki i Łubiankę.

W Powstaniu Warszawskim

Okulicki był zakonspirowany, ponieważ gen. Tadeusz Komorowski „Bór” mianował go zastępcą komendanta głównego AK. W razie aresztowania lub śmierci „Bora” miał przejąć konspirację na terenie kraju, miał stanąć na czele organizacji NIE.

„Bór” poszedł do niemieckiej niewoli, Okulicki, używający teraz pseudonimu „Niedźwiadek”, został komendantem głównym AK. Ewakuował się ze stolicy na fałszywych papierach, w grupie ludności cywilnej, poprzez obóz w Pruszkowie. Zakonspirował się w okręgu kieleckim AK, w Częstochowie.

Nie kapitulacja, lecz walka

Wiemy, że miało to dla niego duże znaczenie moralne. Pod opieką Pani Jasnogórskiej szukał ratunku dla Polski ogarniętej nowym potopem. To właśnie w Częstochowie powstał ten ostatni rozkaz. W czasach Pererelu, ale dziś także, nazywa się go „rozkazem o rozwiązaniu Armii Krajowej”. To raczej bezmyślne określenie, pochodzące z historiografii komunistycznej. Nie było żadnego „rozwiązania” ani poddania się w obliczu sowieckiego „wyzwolenia”. Wręcz przeciwnie, „Niedźwiadek” dążył do przejęcia pełnej kontroli i do skuteczniejszego zakonspirowania najważniejszych struktur AK dla potrzeb nowej organizacji NIE. Jego rozkaz dotyczył raczej tego, co dziś nazywamy „rozładowaniem lasów”. Generał „zwalniał z przysięgi” i „rozwiązywał szeregi”, by dać szansę, zwłaszcza młodzieży, na wybór takiej formy walki o Polskę, jaka by wynikała z ich sytuacji osobistej. Nie chciał sowieckich polowań i operacji przeciwko zwartym oddziałom leśnym, jak w lipcu 1944 roku w Puszczy Rudnickiej pod Wilnem. Nie nakazywał kapitulacji, lecz wzywał do „dalszej pracy i działalności”.

*  *  *

Marzy mi się polski nauczyciel, który na lekcji historii uczy polską młodzież tego rozkazu nie bacząc, czy jest on w programie jako osobna lekcja. Każe jej wpisać jego treść do zeszytów. Tego rozkazu nie da się tylko objaśnić, skomentować. Trzeba go poznać, by sobie odpowiedzieć na pytanie – jeszcze ważniejsze dziś niż w roku 1945: Czy Polska naszych czasów jest tą Polską, „o którą biliśmy się sześć lat z Niemcami”? Czy żyjemy „w wolnej i demokratycznej Polsce”? Czy zwyciężyła nasza Święta Sprawa? Niech każdy odpowie sobie sam na to pytanie w 70. rocznicę pamiętnego rozkazu.


Żołnierze Sił Zbrojnych Kraju!

Postępująca szybko ofensywa sowiecka doprowadzić może do zajęcia w krótkim czasie całej Polski przez Armię Czerwoną. Nie jest to jednak zwycięstwo słusznej Sprawy, o którą walczyliśmy od roku 1939. W istocie bowiem – mimo stwarzanych pozorów wolności – oznacza to zmianę jednej okupacji na drugą, przeprowadzoną pod przykrywką Tymczasowego Rządu lubelskiego, bezwolnego narzędzia w rękach rosyjskich.

Żołnierze! Od 1 września 1939 r. Naród Polski prowadzi ciężką i ofiarną walkę o jedyną Sprawę, dla której warto żyć i umierać, o swą wolność człowieka w niepodległym Państwie.

Wyrazicielem i rzecznikiem Narodu i tej idei jest jedyny i legalny Rząd Polski w Londynie, który walczy bez przerwy i walczyć będzie o nasze słuszne prawa.

Polska, według rosyjskiej recepty, nie jest tą Polską, o którą bijemy się szósty rok z Niemcami, dla której popłynęło morze krwi polskiej i przecierpiało ogrom męki i zniszczenie Kraju. Walki z Sowietami nie chcemy prowadzić, ale nigdy nie zgodzimy się na inne życie, jak tylko w całkowicie suwerennym, niepodległym i sprawiedliwie urządzonym społecznie Państwie Polskim.

Obecne zwycięstwo sowieckie nie kończy wojny. Nie wolno nam ani na chwilę tracić wiary, że wojna ta skończyć się może jedynie zwycięstwem słusznej Sprawy, tryumfem dobra nad złem, wolności nad niewolnictwem.

Żołnierze Armii Krajowej!

Daję Wam ostatni rozkaz. Dalszą swą pracę i działalność prowadźcie w duchu odzyskania pełnej niepodległości Państwa i ochrony ludności polskiej przed zagładą. Starajcie się być przewodnikami Narodu i realizatorami niepodległego Państwa Polskiego. W tym działaniu każdy z Was musi być dla siebie dowódcą. W przekonaniu, że rozkaz ten spełnicie, że zostaniecie na zawsze wierni tylko Polsce oraz by Wam ułatwić dalszą pracę – z upoważnienia Pana Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej zwalniam Was z przysięgi i rozwiązuję szeregi AK.

W imieniu służby dziękuję Wam za dotychczasową, ofiarną pracę.

Wierzę głęboko, że zwycięży nasza Święta Sprawa, że spotkamy się w wolnej i demokratycznej Polsce.

Niech żyje Wolna, Niepodległa, Szczęśliwa Polska!

 

Dowódca Sił Zbrojnych w Kraju

/-/ „Niedźwiadek”

gen. bryg.

Piotr Szubarczyk

NaszDziennik.pl