logo
logo
zdjęcie

Leszek Żebrowski

Czekając na rozliczenie

Środa, 28 stycznia 2015 (17:31)

Instytut Pamięci Narodowej poinformował, że zidentyfikowano głowę sierż. Józefa Franczaka „Lalka”, ostatniego Żołnierza Wyklętego. Jest to bardzo dobra wiadomość. Pokazuje ona, że warto było czekać i upominać się o bohaterów. To także zwrócenie uwagi na to, jak istotne są badania i poszukiwania. Jest to nie tylko bardzo ważne dla rodzin żołnierzy podziemia antykomunistycznego, ale także dla nas wszystkich. To jest nasza tożsamość, nasza przeszłość.

Jednak przede wszystkim jest to kolejny wielki akt oskarżenia systemu, który w Polsce panował przez prawie pół wieku. Systemu zbrodniczego, który niestety jest coraz częściej traktowany jako taki normalny epizod w historii naszej Ojczyzny. Traktowany już całkowicie naturalnie. A pamiętajmy, był to system zbrodniczy, w którym zawierało się także hańbienie i profanacja szczątków ludzi, których mordowano. Obcinanie głowy jest obrzędem barbarzyńskim, a jednocześnie takim, który utrudnia identyfikację zwłok. Na tym zależało zbrodniarzom i dla nich było podstawą, by ich ofiary pozostały anonimowe. To spotkało sierż. „Lalka”.

Żołnierze Niezłomni budzą skrajne emocje w społeczeństwie. Od wielkiej aprobaty do całkowitej dezaprobaty. Nazywani są bohaterami, ale też bandytami. Podział społeczeństwa jest oczywisty. Nie doczekaliśmy się rozliczenia poprzedniego systemu, nie było ukarania zbrodniarzy. Wiedza o zbrodniczej działalności systemu nie jest upowszechniana. Próżno szukać tego w programach szkolnych. Do dziś na czele dużych partii politycznych stoją ludzie, którzy w tamtym okresie rządzili. A „emeryci” tamtego okresu, jak Wojciech Jaruzelski czy Czesław Kiszczak, byli i są traktowani jak zabytki, czyli znajdują się pod ochroną, niczym żubr w Puszczy Białowieskiej.

To powoduje, że tamta strona czuje się bezkarnie. Teraz dzieci zbrodniarzy komunistycznych bronią pamięci swoich rodziców, bo to jest jedyna rzecz, która im została. Nie chcą się przyznać do tego, jacy byli ich przodkowie. Nie chcą powiedzieć, że to były zbrodnie, które nigdy nie zostały rozliczone. To jednak musi nastąpić. Musimy doczekać się chociażby moralnego potępienia tamtego okresu.

Ludzie powiązani z tamtym systemem tego nie chcą. Dlatego będą w propagandzie stosować stalinowskie chwyty. Stale się z tym spotykam. Na podstawie starej stalinowskiej literatury uważają, że da się historię zatrzymać na etapie znanej nam z PRL, kiedy była cenzura i zakaz badań. To się już zmieniło. Te czasu już wrócić nie mogą. Można tylko ubolewać, że tak powoli od tego odchodzimy.

Odkłamywanie historii zajmie jeszcze dużo czasu. Wszystko zależy teraz od władz i od tego, w jakim stopniu będą zainteresowane prawdą. Ale na dzień dzisiejszy władze nie są zainteresowane tym tematem i robią wszystko, żeby to opóźnić, jeśli nie całkiem zatrzymać. Podobnie było z ekshumacjami i identyfikacjami. Gdy wydawało się, że to będzie prowadzone na niewielką skalę i że niewiele da się zrobić, to te pozwolenia były. Teraz widzimy, że jest coraz trudniej. Na szczęście tego procesu już zatrzymać się nie da…

Leszek Żebrowski

Autor jest publicystą historycznym.

Aktualizacja: Środa, 28 stycznia 2015 (18:24)

NaszDziennik.pl