logo
logo

Zdjęcie: R.Sobkowicz / Nasz Dziennik

Bezkarne groźby

Sobota, 20 października 2012 (06:14)

Prokuratura Rejonowa Warszawa-Śródmieście odmówiła wszczęcia postępowania wobec autora e-maila z pogróżkami pod adresem o. Tadeusza Rydzyka i organizatorów wrześniowego Marszu w obronie Telewizji Trwam.

Autor e-maila wysłanego z domeny o2.pl podpisany nickiem mefisto_waw groził, że pojawi się na marszu "nie z pustymi rękami". Wiadomość zatytułował wyzywająco: "panie Rydzyk, czekamy w Warszawie". To właśnie połączenie tych dwóch komunikatów skłoniło Fundację Lux Veritatis do skierowania do prokuratury zawiadomienia o przestępstwie. Na razie jednak śledztwo w tej sprawie nie zostało wszczęte. Nie wiadomo, jakie jest uzasadnienie tej decyzji ani jakie czynności podjęli prokuratorzy, odmawiając dochodzenia. - Czekamy na razie na uzasadnienie tej decyzji. Prawdopodobnie wniesiemy na nią zażalenie - komentuje Lidia Kochanowicz, dyrektor finansowy Fundacji Lux Veritatis. Mecenas Michał Sikora potwierdza, że wniesie zażalenie na decyzję śledczych.

- Nie znamy motywów tej odmowy. E-mail został wysłany z konkretnego adresu, w związku z tym chcieliśmy, by prokuratura ustaliła, kto tę przesyłkę wysłał. Odmowa wszczęcia śledztwa zamyka nam tę drogę - komentuje mecenas Sikora.

Dwa dni przed planowanym na 29 września Marszem w obronie Telewizji Trwam na adres poczty elektronicznej Fundacji Lux Veritatis przyszedł e-mail o jednoznacznej treści: "Jeśli doprowadzi pan do zamieszek i rozlewu krwi w warszawie, to złapiemy pana (celowo pisze z małej litery) i doprowadzimy do Trybunału Stanu, i jeszcze jedno ryzykuje Pan zerwanie konkordatu, a to dlatego, że mamy pełna świadomość iż za panem stoi hierarchia Kk [Kościoła katolickiego - przyp. red.] niech pan ma tego świadomość!!!, czekamy nie z pustymi rękoma". Wobec zaistniałej sytuacji przedstawiciele Fundacji postanowili zawiadomić Prokuraturę Rejonową Warszawa-Śródmieście o możliwości popełnienia przestępstwa i wezwali ją do podjęcia odpowiednich kroków w tej sprawie. Stawką było bezpieczeństwo nie tylko o. Tadeusza Rydzyka, dyrektora Radia Maryja, ale także uczestników wielotysięcznej manifestacji, w tym wielu polityków opozycji, parlamentarzystów, dziennikarzy.

Zawiadamiający uzasadniali, że zaistniała obawa o bezpieczeństwo osób uczestniczących w marszu, a groźby miały na celu wywołanie poczucia strachu o dobro swoje i pozostałych uczestników zgromadzenia, jakie odbyło się 29 września. A w konsekwencji odwołania planowanego i zapowiadanego od dłuższego czasu marszu. Przede wszystkim wskazywano, że była to bezprawna groźba mająca na celu wymuszenie określonego działania lub jego zaniechania. Groźba, która budziła obawę, że zostanie spełniona. Jak napisano w uzasadnieniu, miała ona na celu wywołanie w ofierze skierowania jej decyzji w pożądanym przez sprawcę kierunku i "przełamanie jej oporu będącego przejawem decyzji woli przeciwnej zamiarom sprawcy".

Zawiadamiający wnosił także o ustalenie tożsamości nadawcy wiadomości e-mailowej, a w konsekwencji o jego zatrzymanie. Miał nadzieję, że prokuratura podejmie jakieś czynności sprawdzające, w tym m.in. wystąpi do Naukowej Akademickiej Sieci Komputerowej w celu udostępnienia danych osobowych nadawcy. Liczono, że prokuratura spróbuje go zidentyfikować na podstawie danych uzyskanych również od dostawcy usług poczty elektronicznej domeny o2.pl z adresu e-mailowego, z którego został wysłany list z pogróżkami.

Maciej Walaszczyk

Nasz Dziennik