logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Eksperyment polityczny nie sprawdza się w leczeniu

Piątek, 27 lutego 2015 (18:08)

Aktualizacja: Piątek, 27 lutego 2015 (18:08)

Ze Zdzisławem Szramikiem, wiceprzewodniczącym Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Naczelna Rada Lekarska wskazuje, że przeforsowany przez ministra Bartosza Arłukowicza pakiet onkologiczny, który miał skrócić czas diagnozowania pacjentów, nie tylko nie spełnia swojej roli, ale dodatkowo działa na szkodę pacjentów nieonkologicznych, dlatego chce go  skierować do Trybunału Konstytucyjnego…

– Pakiet onkologiczny, którego nazwa brzmi bardzo poważnie, nie załatwia niczego. W Polsce brakuje spójnego systemu prawnego, który byłby pozytywnie nastawiony do człowieka – pacjenta, któremu ma służyć. Tymczasem mamy do czynienia z pseudoreformatorami, którzy rozumieją prawo jako system dyscyplinowania czy wręcz karania ludzi. Pakiet onkologiczny i kolejkowy został stworzony bez konsultacji z prawdziwego zdarzenia ze środowiskiem lekarskim i jest odpowiedzią na potrzeby polityczne, a nie zdrowotne polskich pacjentów. Dlatego Samorząd Lekarski i Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy wysyłały negatywne opinie o wielu rozwiązaniach tam zawartych. Niestety, nie zostały one uwzględnione. Sprawa została przepchnięta przez koalicję PO – PSL, która ma większość i równie dobrze mogłaby uchwalić, że 2 plus 2 równa się 18. Taka jest arytmetyka sejmowa, ale to wszystko nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, tym bardziej nie znajduje pokrycia w prawdzie, tyle że dla uchwalających chore prawo nie ma to najmniejszego znaczenia. Pakiet onkologiczny służy tylko temu, aby ukryć to, co w ochronie zdrowia jest największą bolączką, a mianowicie brak pieniędzy, i jest eksperymentem na pacjentach.

Lekarze wielokrotnie domagali się zniesienia limitów w onkologii, ale ich głosy były lekceważone…

– OZZL w 2013 r. wystąpił z taką inicjatywą czy też z apelem w sprawie zniesienia limitów w onkologii. Przewodniczący Krzysztof Bukiel wskazywał, że limity przy stale rosnącej liczbie zachorowań na nowotwory są niczym innym jak barbarzyństwem, a ludzie umierają przez źle zorganizowany, zbiurokratyzowany i niedofinansowany system ochrony zdrowia. Resort zdrowia nie mógł przejść obok tego zupełnie obojętnie. Jednak to, co stworzono, a więc tzw. pakiet onkologiczny, zupełnie rozmija się z oczekiwaniami lekarzy, a tym bardziej z oczekiwaniami i potrzebami pacjentów. I nie dość, że nie rozwiązuje to żadnych problemów w onkologii, to dodatkowo powoduje, że pacjenci z zielonymi kartami diagnostyki leczenia onkologicznego wypchnęli z kolejek pacjentów nieonkologicznych. I to właśnie jest przedmiotem skargi, jaką Naczelna Rada Lekarska kieruje do Trybunału Konstytucyjnego. Stworzono system, który zamiast ułatwiać burzy zasadę równego dostępu do świadczeń medycznych. Owszem, można dyskutować, czy w praktyce istnieje coś takiego, jak równy dostęp, ale z całą pewnością należy stwierdzić, że to, co stworzono, jest niezgodne z jakimikolwiek standardami, już nawet nie medycznymi, ale po prostu ludzkimi.

Czym zatem jest pakiet onkologiczny?

– Jest czasem tzw. świętego spokoju, jaki funduje sobie Ministerstwo Zdrowia w obliczu lawiny protestów i niezadowolenia pacjentów i środowiska medycznego ze sposobu zarządzania systemem ochrony zdrowia w Polsce. To pozorowany, zresztą nie pierwszy, ruch ministra Arłukowicza, który przykleił się do stołka i w żaden sposób nie chce przyznać się do tego, że w tej roli wypada fatalnie. Jednak gdyby to chodziło tylko o niego, to pół biedy, ale na tej bucie i urzędniczej niekompetencji resortu tracą pacjenci, ludzie chorzy, przeciwko którym się to wszystko obraca. Zamiast dołożyć pieniędzy, żeby szybciej i lepiej leczyć, to zamieszano w próżni, dodając lekarzom pracy biurokratycznej. Wychodzi na to, że teraz to nie NFZ limituje świadczenia, ale lekarze, którzy zamiast diagnozować i leczyć pacjentów nie mogą się uporać z biurokracją. Dodatkowym batem jest to, że jeżeli lekarz nie wyrobi się w wyznaczonym czasie, to fundusz nie zapłaci.

Skoro pacjent staje się zakładnikiem systemu, a lekarz urzędnikiem, to kto powinien leczyć…?  

– Doprowadzono do sytuacji, kiedy uruchamia się sprawozdawczość, a przecież nie o to chodzi. Chodzi o to, aby wykrywać w możliwie najwcześniejszej fazie chorobę nowotworową, bo tylko to daje szanse na jej wyleczenie. Potocznie uważa się, że jak są objawy, to lekarz  powinien wykazać czujność onkologiczną. To jest niestety mit. Jeżeli nowotwór daje objawy, to zazwyczaj jest już w zaawansowanym stadium. Jeżeli chcemy poprawić wyniki leczenia, to należy zacząć od badań przesiewowych, bo właśnie wtedy można wychwycić chorobę w jej wczesnej fazie. Nowotwory we wczesnej fazie są albo skąpoobjawowe, albo wręcz bezobjawowe i tylko badania przesiewowe oraz odpowiednio wczesne leczenie może dać dobre wyniki. Kiedy są objawy, to często guz jest albo nieoperacyjny, albo są już przerzuty, co też nie pozwala na jego usunięcie. Wówczas leczenie polega na poprawie jakości i wydłużenia o jakiś czas życia pacjenta. Dobrze byłoby, gdyby dziennikarze, którzy relacjonują sprawy związane z ochroną zdrowia, mniej zachwycali się na pierwszy rzut oka mądrze brzmiącymi formułkami gładko wygłaszanymi przez min. Arłukowicza, które w rzeczywistości są niemerytoryczne, ale bardziej skupili się na tym, co one wyrażają. Powtórzę jeszcze raz: nie łudźmy się, że bez wsparcia finansowego systemu, który ma choroby diagnozować i leczyć pacjentów, nie ma mowy o tym, żeby było lepiej. Od samego mieszania herbata nie będzie słodsza. Być może słupki wyliczenia, wykresy przedstawiane przez resort zdrowia będą ładnie wyglądały, ale pacjenci, którym w innych okolicznościach można byłoby uratować życie, niestety będą umierać. Hasłem pakiet onkologiczny nie da się leczyć i ratować życia ludzkiego. Nie da się też zrzucić odpowiedzialności za chory system na lekarzy.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl