logo
logo
zdjęcie

Leszek Żebrowski

Bohater z plebiscytu

Wtorek, 3 marca 2015 (19:55)

Muzeum Historii Polski objęło swoim patronatem plebiscyt jednego z miesięczników na polskiego bohatera II wojny światowej. Wśród 30 „kandydatów” wytypowanych przez redakcję znalazł się gen. Zygmunt Berling.  Warto się zastanowić, czy Berling zasłużył na to, żeby w jakikolwiek sposób nazywać go bohaterem.

Był to człowiek, który zdradził swój kraj i zdradził mundur. Poszedł na współpracę z NKWD. Będąc w wojsku generała Andersa, nie wyszedł z ZSRS razem z nim. Był więc dezerterem. Zaocznie skazano go na karę śmierci. Został wydalony z wojska i zdegradowany do stopnia szeregowca.

Faktem jest, że stał na czele ludzi, dla których powierzona mu armia była jedyną szansą na wyjście z ZSRS i ocalenie życia, lecz to nie przekreśla wszystkiego, co było wcześniej. Jego czyny całkowicie go dyskredytują. Poszedł na współpracę z komuną, zdradził państwo polskie i zdradził przysięgę, którą złożył. O nazywaniu go bohaterem lub nawet sugerowaniu, że mógłby nim być, nie powinno być mowy.

Pamiętajmy jednak, że to, że Berling walczył po stronie sowieckiej, w żaden sposób go nie dyskredytuje. Dlatego że w tamtych czasach bardzo wielu ludzi walczyło po stronie sowieckiej. Kluczowe jest to, jaki miał status przed wojną, a w 1939 r. odszedł ze służby i został skazany przez sąd honorowy w związku z aferą obyczajową. Następnie, dostając się do sowieckiego obozu, zrobił to, czego zrobić nie powinien – poszedł na współpracę z wrogiem. To tak jakby polscy obrońcy września 1939 roku w obozach jenieckich poszli na współpracę z gestapo. To jest dokładnie to samo.

Widział także, co się stało z jego towarzyszami broni. Nie znamy jego roli, czy pośredniczył w  śmierci wielu oficerów polskich w sowieckich obozach. Nie wiemy, czy stosował selekcję – kto może zostać przy życiu, kto się jeszcze może przydać do stworzenia namiastki rzekomego polskiego wojska. Tego nie wiemy. Ale fakt współpracy z NKWD przekreśla go całkowicie. Zasługi walki z Niemcami w żadnym wypadku nie wybielają jego innych czynów.

Kwestią zupełnie inną jest to, czy plebiscyty tego rodzaju mają sens. To są zabawy dla ludzi, którzy lubią widowiska. Trzeba pamięć o tych, którzy przyczynili się do zwycięstwa nad Niemcami. Ludzi tych trzeba jednak honorować zupełnie inaczej. Tytuł, który padnie za sprawą przypadkowego plebiscytu, nie jest dobrą formą. Nie mam nic przeciwko plebiscytom. Można robić takie, która z celebrytek ma dłuższą grzywkę i czy się nam to podoba czy nie... Kto chce, może brać w tym udział…  ale cyrku nad trumnami bohaterów robić nie można!

Leszek Żebrowski

Autor jest publicystą historycznym.

NaszDziennik.pl