logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

O bezpieczeństwo energetyczne musimy zadbać sami

Środa, 4 marca 2015 (03:25)

Z Piotrem Naimskim, posłem PiS, wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Nadzwyczajnej do spraw energetyki i surowców energetycznych, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Informację przedstawioną podczas wtorkowego posiedzenia sejmowych Komisji Infrastruktury, Komisji Spraw Zagranicznych oraz Komisji do spraw Unii Europejskiej przez przedstawiciela rządu PO – PSL na temat Unii Energetycznej można uznać za satysfakcjonującą?

– Trudno być usatysfakcjonowanym tym, co mówił wiceminister gospodarki Tomasz Tomczykiewicz. Ogólnie streścił komunikat Komisji Europejskiej zawierający założenia tzw. Unii Energetycznej. Działania podjęte przez Komisję Europejską pod hasłem „Unia Energetyczna” to kroki będące jedynie rozwinięciem tego, co w unijnym prawie już obowiązuje. Owszem, to dobrze, także dla Polski, że przygotowuje się plany działań na wypadek zakłócenia dostaw surowców energetycznych i energii. Problem tkwi natomiast w tym, że to, co szumnie nazywa się Unią Energetyczną, tak naprawdę nie daje możliwości decyzyjnych w chwili rzeczywistego kryzysu. Za bezpieczeństwo energetyczne krajów członkowskich odpowiadają rządy i to rządy muszą podjąć decyzję o uruchomieniu działań przygotowywanych na wypadek kryzysu. Zatem potrzebny jest międzyrządowy mechanizm podejmowania solidarnych wspólnych decyzji.

Czy projekt Unii Energetycznej przewiduje taki mechanizm?

– Niestety, projekt Unii Energetycznej w ogóle tego nie przewiduje i to, według mnie, jest jednym z głównych mankamentów tego pomysłu. Jednocześnie do niego zostały włożone elementy wspierania polityki klimatycznej. Łączenie polityki klimatycznej z polityką energetyczną w Europie jest błędem. Niebezpieczne jest także to, że w tym projekcie zostało odwrócone stanowisko w sprawie użycia węgla jako źródła energii. W pierwotnych projektach, także rządu Donalda Tuska, postulowano „rehabilitację” węgla, tymczasem w komunikacie KE mamy zapisy, które będą utwierdzały proces dekarbonizacji, czyli wykluczenia węgla z gospodarki europejskiej. Wracając jednak do pana pytania, Europa potrzebuje mechanizmu, który umożliwiałby wspólne działanie w przypadku odcięcia dostaw źródeł energii do któregoś z krajów członkowskich, ale projekt Komisji takiej możliwości niestety nie zawiera.

PiS proponowało taki mechanizm, co się z nim stało?

– Owszem, w 2006 r. proponowaliśmy zawarcie Europejskiego Traktatu Bezpieczeństwa otwartego dla chętnych krajów członkowskich UE i NATO. Proponowane wtedy przez PiS porozumienie międzyrządowe miało być uzupełnieniem wobec możliwości UE. Dawało to realną możliwość solidarnego reagowania w sytuacjach kryzysowych. Niestety, poczucie zagrożenia przerwaniem dostaw rosyjskiego gazu nie było wtedy powszechne w Europie i projekt odłożono na półkę. Niemniej jednak w nowych okolicznościach, w sytuacji nowych zagrożeń być może jest dobry czas, aby do tych założeń i mechanizmów solidarnościowych, opartych na porozumieniu międzyrządowym, a nie wspólnotowym, powrócić i po te propozycje sięgnąć.

Jak w ten klimat zagrożeń energetycznych wpisuje się raport NIK dotyczący Gazoportu w Świnoujściu?

– Raport NIK dokumentuje cały szereg zaniedbań, nieprawidłowości, złych decyzji i błędów popełnionych przez rząd koalicyjny PO – PSL, poszczególnych ministrów gabinetu Donalda Tuska, w szczególności zaś ministrów Skarbu Państwa i ministrów gospodarki. Raport jest miażdżący także dla spółek Skarbu Państwa, takich jak Gaz-System czy PLNG. Zarówno właściciel, jak i inwestor budowy Gazoportu w Świnoujściu nie potrafił bądź nie chciał doprowadzić tej inwestycji do zakończenia w przewidywanym w projekcie terminie. Rząd nie potrafił się porozumieć z wykonawcą, nie potrafił bądź nie chciał wymusić takich działań, które byłyby zgodne z umową zawartą z konsorcjum, w którym wiodącą rolę pełni włoski Saipem. Znaczące opóźnienie realizacji tej inwestycji jest wypadkową właśnie tych zaniedbań. Raport NIK nie daje przepisu na rozwiązanie tej kwestii. Deklaracje publiczne składane przez szefa resortu Skarbu Państwa, ministra Karpińskiego, który mówi, że w zasadzie nie jest ważne, kiedy Gazoport zostanie oddany do użytku, świadczą o braku odpowiedzialności w rządzie PO – PSL. Po podpisaniu aneksu do umowy o dostawy gazu skroplonego z Kataru, który przewiduje przesunięcie terminu dostaw, minister Karpiński uznał, że już nie trzeba się spieszyć. Takie działanie, a właściwie brak jakichkolwiek działań, jest groźne dla bezpieczeństwa naszego kraju.

W poniedziałek usłyszeliśmy także o próbach zatajenia raportu NIK…      

– To jest osobna sprawa, bardzo niepokojące zjawisko źle świadczące o kondycji polskiego państwa. NIK jest niezależnym organem, który nie może podlegać jakimkolwiek naciskom. Jeżeli zostałoby udowodnione, że na prezesa NIK były wywierane naciski ze strony rządowej, żeby nie upubliczniał raportu, to mielibyśmy do czynienia z działaniami kryminalnymi.

Okazuje się również, że inwestycja, która miała nas, przynajmniej w pewnym zakresie, uniezależnić od dostaw gazu z kierunku rosyjskiego, jeszcze bardziej oddala nas od tego bezpieczeństwa. Jak bardzo…?

– Niemożność dokończenia tej inwestycji świadczy, po pierwsze, o marnej kondycji państwa polskiego pod rządami Platformy Obywatelskiej. Po drugie, jest to niewątpliwie bardzo groźne, bo zbliżają się terminy negocjacji czy renegocjacji nowych dostaw i będzie karygodne, jeżeli w sytuacji konieczności nowych zakupów Polska znów będzie skazana na monopol rosyjskiego Gazpromu i władzy na Kremlu. Bezpieczeństwa energetycznego nie zapewni Polsce tzw. Unia Energetyczna. Musimy o nie zadbać sami. Gazoport w Świnoujściu jest do tego niezbędny, a politycy PO i PSL lekceważyli to przez prawie 8 lat.

Czy w tej sytuacji zasadne nie byłoby powołanie komisji, która sprawdziłaby kulisy tych wszystkich zaniedbań? 

– PiS postulowało powołanie takiej komisji, ale przy sprzeciwie koalicji rządzącej, która ma przewagę, obawiam się, że jest to niestety niemożliwe.

Dziękuję za rozmowę. 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl