logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Katarzyna Cegielska/ Nasz Dziennik

Inwestować trzeba w politykę prorodzinną, a nie in vitro

Wtorek, 10 marca 2015 (19:34)

Z ks. prof. Pawłem Bortkiewiczem TChr, wykładowcą w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Rafał Stefaniuk

Rząd zajmuje się projektem dotyczącym procedury in vitro, natomiast nie podejmuje się kwestii opracowania rządowego programu leczenia niepłodności. In vitro jest więc drogą na skróty?

– Tempo prac nad tym projektem podkreśla, że rządowi zależy na coraz wyraźniejszej ideologizacji życia politycznego i społecznego. Mamy już za sobą teoretyczną ratyfikację tzw. konwencji przemocowej, która jest konwencją przemocy wobec małżeństwa. W tej chwili mamy projekt ustawy, który nie wpływa na leczenie niepłodności, tylko dotyczy reprodukcji człowieka i promowania interesów przemysłu in vitro. Trzeba to bardzo mocno powiedzieć, że ta ustawa wnoszona w bardzo szybkim tempie przez rząd Ewy Kopacz jest ustawą, która nie podejmuje zagadnienia leczenia niepłodności, tylko podejmuje promocje reprodukcji in vitro. Wbrew nasilającym się sygnałom negatywnych skutków tej procedury. Rząd ignoruje sygnały związane z błędami lekarskimi w Szczecinie i Policach, o których donoszą media. Rząd ignoruje przestrogi samych lekarzy, ignoruje sedno sprawy prof. Bogdana Chazana, jakim była kwestia konsekwencji medycznych dziecka zreprodukowanego in vitro, które zostało poczęte w sposób głęboko defektujący życie i cielesność dziecka. To wszystko zostało wymazane z przestrzeni racjonalnej dyskusji. Natomiast forsuje się projekt ustawy, która w sposób totalny ignoruje wartość ludzkiego życia, czyniąc je przedmiotem przemysłowych działań, poddanym instrumentalizacji. Nie wspomnę, że w tej sprawie ignorowany jest głos Kościoła, ale w przypadku takich osób jak Ewa Kopacz i jej ekipa trudno mówić, że choć w najmniejszym stopniu są one wrażliwe na głos Kościoła.

Według projektu metoda in vitro ma być dopuszczona do zastosowania po wyczerpaniu innych metod leczenia, prowadzonych przez co najmniej 12 miesięcy. Rozwiązanie to nazywa się kompromisem...

– Oczywiście tu nie ma mowy o kompromisie. Podkreślę, że w projekcie tej ustawy nie widzę realnych alternatyw leczenia niepłodności. Przeglądając 60 stron projektu ustawy, nie znajduję słów o intensyfikacji badań nad naprotechnologią. Nie widzę odniesienia się do związku między stopniem dzietności dzieci a polityką prorodzinną. Jest rzeczą ciekawą, że polskie małżeństwa, które podobno są dotknięte radykalną niepłodnością, w momencie w którym wyjeżdżają na Wyspy Brytyjskie, cieszą się potomstwem. To powinno dać rządowi do myślenia, że zamiast inwestowania w in vitro, czas zacząć inwestowanie w politykę prorodzinną. Nie widzę realnych działań rządu do pokonania kryzysu demograficznego, w tym także niepłodności. Natomiast gdy została odrzucona realna strona walki z niepłodnością, a zostaje podjęta reprodukcja in vitro, to trudno mówić tutaj o kompromisie. Albo jestem za życiem, albo jestem przeciw życiu. Nie ma rozwiązania pośredniego. In vitro jest niszczeniem ludzkiego życia, i to musimy nieustannie podkreślać. Niezależnie od cierpienia wielu małżeństw dotkniętych realną niepłodnością.  

Jak Ksiądz Profesor odbiera słowa prezydenta Bronisława Komorowskiego, który twierdzi, że „metoda in vitro jest opowiedzeniem się za życiem”?

– Nie wiem, czy prezydent po raz kolejny wypowiedział te słowa w „bulu i nadzieji”. Natomiast w sposób charakterystyczny łamią one reguły logiki i myślenia. Trudno jest interpretować słowa prezydenta, ponieważ one wymykają się wszelkim racjonalnym regułom interpretacyjnym. Jeżeli przyjmiemy je jako wyraz dialektyki myślenia „jestem za, a nawet przeciw”, no to to jest podkreślenie schizofrenii tożsamości katolickiej. Warto w tym momencie wrócić do listu ks. abp. Deca, który bardzo wyraźnie zaapelował w sprawie konwencji do prezydenta, aby pamiętał, że przynależność do pewnej partii i związanych z tym decyzji jest tymczasowa. Natomiast przynależność do Kościoła na mocy chrztu określa w sposób jednoznaczny tożsamość człowieka. Mówiąc wprost, prezydent Komorowski po raz kolejny potwierdza, że jest katolikiem inaczej.

Dziękuję za rozmowę. 

Rafał Stefaniuk

NaszDziennik.pl