Stany Zjednoczone wesprą armię ukraińską bronią defensywną, ma to być nowoczesny sprzęt rozpoznawczy i transportowy. Jaki sygnał w związku z tym płynie do Rosji?
– To bardzo dobra wiadomość z naszego punktu widzenia. Zaangażowanie się Stanów Zjednoczonych wyraźnie po stronie ukraińskiej pokazuje Putinowi, że jego działania napotykają na barierę, której pokonać nie jest w stanie. Nie jest najważniejsze to, ile sprzętu i jakie uzbrojenie trafi na Ukrainę, ale istotne jest to, że zaangażowana w ten konflikt po stronie ukraińskiej jest potęga Stanów Zjednoczonych. To jest potencjał, którego Rosja w żaden sposób nie może zlekceważyć, a tym bardziej się przeciwstawić.
Czy taka decyzja administracji Baracka Obamy świadczy, że wobec nieskutecznych działań, żeby nie powiedzieć, pozorowanych działań UE, Stany Zjednoczone zaczynają przejmować inicjatywę w konflikcie na Ukrainie?
– To ciekawy wniosek, który oczywiście można wysunąć, ale moim zdaniem jest on zbyt daleko idący. Pierwsza kwestia dotyczy sytuacji w samym Waszyngtonie. Mianowicie od dłuższego czasu można zaobserwować, że amerykańscy generałowie prezentują dość trzeźwe poglądy w sprawie tego, co można zrobić na odcinku ukraińsko-rosyjskim. Skądinąd wiem, że była nawet wywierana presja na prezydenta Baracka Obamę i jego otoczenie, które dotychczas było skłonne do raczej miękkich poczynań w stosunku do Rosji, aby Stany Zjednoczone wykazały większą stanowczość i więcej zdecydowania. Sądząc po decyzji o wsparciu armii ukraińskiej bronią defensywną, ta presja wreszcie zaczyna odnosić skutek. Republikanie mają większość w Kongresie Stanów Zjednoczonych, co także nie pozostaje bez znaczenia w udzieleniu tego typu wsparcia. Tyle tylko, że chwiejny prezydent Obama zawiesił decyzje Kongresu, które przez jakiś czas nie były realizowane. Obama wstrzymał też wyjazd instruktorów na Ukrainę. Teraz pojawia się informacja o wsparciu Ukraińców bronią defensywną. To tylko potwierdza to, co powiedziałem wcześniej, że ta presja na administrację Obamy co do bardziej stanowczego działania w końcu przynosi efekt.
Czy można jednak mówić o pewnym przełomie?
– Trudno powiedzieć. Nie wiemy bowiem, na ile prezydent Obama utrzyma się w tym kursie. Biorąc pod uwagę wojnę, która toczy się między „gołąbkami pokoju” na Wschodzie, a „jastrzębiami” na Zachodzie, to „gołąbki” są niestety bardzo aktywne. Trudno zatem rozstrzygnąć, czy bardziej aktywna postawa Stanów Zjednoczonych oznacza tylko chwilową tendencję, czy możemy mówić o przełomie.
Wsparcie militarne Stanów Zjednoczonych może być zapowiedzią, że kolejnym krokiem będzie wysłanie na Ukrainę broni ciężkiej?
– Opowieści o broni defensywnej, prawdę mówiąc, śmieszą mnie. Broń, jak sama nazwa wskazuje, służy do obrony, z kolei żeby się bronić, trzeba też atakować. Oczywiście, że aby Ukraina mogła sobie poradzić w starciu z przeciwnikiem, musi mieć ciężkie uzbrojenie. Kamizelki kuloodporne czy małe drony Raven, które mogą startować wprost z ręki operatora, tu nie wystarczą. Proszę też zwrócić uwagę, że strona rosyjska czy tzw. rebelianci rosyjscy są wyposażeni w środki, które praktycznie doprowadziły do unieruchomienia lotnictwa ukraińskiego. Ten przykład świadczy wyraźnie, że same dozbrojenie armii ukraińskiej w jak to się określa – broń defensywną – to stanowczo za mało.
Czy w tej sytuacji Zachód nie jest wciąż krok za Putinem?
– Z pewnością tak. Putin sprawuje władzę w sposób autorytarny i nie musi z nikim konsultować swoich decyzji czy działań. W przypadku Zachodu mamy do czynienia z rządami demokratycznymi, które uwzględniają zarówno głos opinii publicznej, negocjacje z innymi państwami itp. Z tych powodów można powiedzieć, że rzeczywiście państwa zachodnie w stosunku do działań Rosji i autorytarnej władzy Putina są krok w tyle, a kto wie, czy nawet nie kilka kroków.
Jak skomentuje Pan informację jednego z ministrów Kremla, który twierdzi, że Rosja może rozmieścić broń nuklearną na Krymie?
– Rosja może to zrobić w każdej chwili i wcale nie musi się tym chwalić. Niewykluczone nawet, że już to zrobiła. Warto też zwrócić uwagę, że Rosja niezależnie od faktycznie podejmowanych działań militarnych używa również propagandy i straszy Zachód. Lepiej jest bowiem uzyskać efekt swoich działań, nie używając siły zbrojnej, i w ten sposób też można zmusić przeciwnika do kapitulacji czy ustępstw. Wiadomość o rozmieszczeniu czy też zamiarze rozmieszczenia broni nuklearnej przez Rosję na Krymie może być zatem elementem kampanii propagandowej, ale równie dobrze może to być prawda. Jeżeli chodzi o Kreml, to sposobów czy wariantów tłumaczenia zaistniałych faktów czy blefowania może być bez liku.
Putin działa racjonalnie, bo patrząc z boku, można odnieść wrażenie, że jest – delikatnie mówiąc – nieprzewidywalny?
– Działania Rosjan i Władimira Putina wbrew pozorom są bardzo racjonalne. Tam nie ma szaleństw, a podejmowane decyzje bynajmniej nie mogą wskazywać, że ktoś zwariował. Zaręczam, że nawet słynący z kontrowersyjnych wypowiedzi Władimir Żyrinowski jest prowadzony przez Kreml na krótkiej smyczy. Natomiast Zachód posługuje się innymi pojęciami. Zawsze podkreślam, że Rosja to inna cywilizacja, inne systemy wartości i inny punkt widzenia. To, co wydaje się jasne dla nas, nie jest już tak oczywiste z punktu widzenia Rosjan. Szkoda, że Zachód tak późno spostrzegł istniejące różnice cywilizacyjne i kulturowe chociażby z islamem. Niestety, państwa zachodnie wciąż nie chcą zrozumieć, że podobnie jest w przypadku Rosji.
Czy wzrastające napięcie może być sygnałem do zbliżających się coraz bardziej zdecydowanych działań militarnych ze strony Putina?
– Prezydent Putin cały czas idzie do przodu. Opór Zachodu mimo wszystko jest bardzo miękki. Jakie będą kroki Kremla, tego nie wiemy. Wiemy natomiast, że logika poszczególnych zdarzeń sugeruje, iż wojna prędzej czy później może wybuchnąć. Rosja z pewnością liczy się z takim scenariuszem i nie chce wojny z Zachodem, wojny z NATO, a już na pewno nie chce wojny ze Stanami Zjednoczonymi. Nie oznacza to jednak, że Putin zrezygnuje z realizacji wyznaczonych celów.
Co jest tym najważniejszym celem?
– Najważniejszym celem, jaki postawił sobie Putin, jest odbudowa wielkiego imperium rosyjskiego, imperium carów i Stalina, o czym zresztą mówił na początku swojej drugiej kadencji. Zaznaczył wyraźnie, że moskiewski rząd stracił to wielkie państwo i rząd musi przywrócić to państwo swoim obywatelom. Tej koncepcji zbudowania przez Rosję euroazjatyckiej wspólnoty geopolitycznej Putin się nie wyrzeka i powoli realizuje swoje obietnice. Przeciwnikiem na drodze do spełnienia tych imperialnych zakusów Moskwy są Stany Zjednoczone, a w Europie Polska, która związana jest partnerstwem z Waszyngtonem i staje w poprzek planom Putina. Do tego wspieramy aspiracje Ukrainy do Unii Europejskiej i NATO. Tak czy inaczej jesteśmy głównym wrogiem Moskwy w Europie. Stąd działania Rosji, aby ograniczyć naszą rolę.
Czy rzeczywiście już w kwietniu może dojść do otwartej rosyjskiej agresji na Ukrainę?
– Teoretycznie jest to możliwe, praktycznie również. Dlatego że zgromadzone siły i środki – ilość wojsk, jakie Rosja zgromadziła, i panujące warunki, a więc rozejm w Mińsku, który został tak skonstruowany, że praktycznie do niczego Putina nie zobowiązuje, to wszystko stwarza dogodne warunki do ewentualnej otwartej agresji. Tego typu agresja jest zatem możliwa do przeprowadzenia i realna.
Czy w tej sytuacji Polska jest bezpieczna? Ostatnio prezydent Komorowski, studząc emocje, powiedział, że relatywnie jesteśmy bezpieczni…
– Dopóki rosyjskie czołgi nie ruszą z Kaliningradu w kierunku Polski, to owszem, jesteśmy bezpieczni. Nie należy tworzyć atmosfery zastraszania, ale nie wolno też lekceważyć zagrożenia i usypiać Polaków. Naszym obowiązkiem jest przygotowywać się w miarę naszych możliwości, aby nieprzyjaciela odstraszyć!

