Tadeusz Woźniak, poseł Solidarnej Polski:
Jestem zbulwersowany tym wszystkim, co działo się w Sejmie. Solidarna Polska jako wnioskodawca projektu oczywiście głosowała za tym, by nasz projekt był dalej procedowany. Warto podjąć każde działania, by uchronić chociażby jedno życie. Wielu posłom szczególnie Platformy Obywatelskiej „złamano kręgosłupy” i ze względu na troskę o swoją dalszą karierę zagłosowali przeciwko swojemu sumieniu i temu, co tak naprawdę myślą. To jest wielki skandal. Nikt nie ma prawa wymuszać na innych ich decyzji.
To nie jedyna bulwersująca sytuacja podczas wczorajszego posiedzenia. Chcę zwrócić uwagę na sposób prowadzenia obrad przez marszałek Sejmu Ewę Kopacz (PO) oraz wicemarszałka Jerzego Wenderlicha (SLD). Posłużyli się oni manipulacją, by „zamknąć” usta posłom i zablokować jakąkolwiek dyskusję.
Z mojej wiedzy wynika, że nie ma środka odwoławczego, a co z tego wynika – Sejm jest nikomu do niczego niepotrzebny. Wystarczy, że są jakieś uzgodnienia polityczne i marszałek Sejmu czy jego zastępcy mają prawo przeforsować wszystko, co sobie zażyczą lub ktoś każe, jednocześnie zabraniając opozycji, korzystając z przynależnych jej praw.
Przykładem jest złożenie przeze mnie wniosku formalnego na podstawie art. 184 ust. 7 „Marszałek Sejmu udziela głosu poza porządkiem dziennym posiedzenia w celu zgłoszenia wniosku o odroczenie dyskusji. Marszałek Sejmu może poddać pod głosowanie wniosek, o którym mowa w zdaniu pierwszym. Przepis ust. 4 stosuje się odpowiednio”. Złożyłem go dlatego, że pani marszałek powołała się na artykuł 51, który mówi, że „Sejm w szczególnie uzasadnionych wypadkach może skrócić postępowanie z projektami ustaw oraz uchwał przez m.in. przystąpienie do drugiego czytania niezwłocznie po zakończeniu pierwszego bez odsyłania projektu do komisji”. Powiedziałem, że marszałek nie może manipulować regulaminem Sejmu, który wyraźnie mówi, że „Sejm w szczególnie uzasadnionych wypadkach”.
Poprosiłem, aby wyjaśniono posłom, z jakimi szczególnymi wypadkami mamy do czynienia. Co takiego szczególnego się wydarzyło? Jakie to są uzasadnione wypadki, bo w przeciwnym razie mamy do czynienia z samowolą marszałka. Na to marszałek Wenderlich odpowiedział mi, powołując się na drugie zdanie cytowanego już przeze mnie art. 184 ust. 7 „Marszałek Sejmu może poddać pod głosowanie wniosek” i dodał, że on „nie poddaje”.
On wyraźnie nie rozumie treści. Może poddać pod głosowanie, jeżeli się z moim wnioskiem nie zgadza, gdyż ja składałem wniosek formalny. To jest ewidentna manipulacja. Zarówno ze strony marszałek Kopacz, która nie wyjaśniła, z jakimi „szczególnymi wypadkami” mamy do czynienia, jak również marszałka Wenderlicha, który zignorował mój wniosek oraz przez dłuższy czas nie dopuszczał poseł Małgorzaty Sadurskiej (PiS) do złożenia wniosku formalnego – co jest kuriozalne. To są rzeczy niebywałe! Regulamin Sejmu jest tak skonstruowany, że tak naprawdę to dzięki łasce marszałka posłowie mogą zadawać pytania. Gdyż w myśl art. 182 Sejm może być niemy.
Po objęciu władzy przez Platformę został zmieniony artykuł, w myśl którego przy trzecim pytaniu może zadać pytanie tylko jeden poseł z jednego klubu. O tym trzeba mówić, trzeba przypominać. Nie tylko „łamią kręgosłupy” swoim członkom, ale także na wszelkie możliwe sposoby zamykają usta parlamentarzystom innych ugrupowań.

