logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Co prezydent wie w sprawie SKOK Wołomin?

Sobota, 21 marca 2015 (18:35)

Aktualizacja: Niedziela, 22 marca 2015 (08:18)

Z mec. Bartoszem Kownackim, posłem PiS, członkiem sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Kiedy w piątek z mównicy sejmowej domagał się Pan odpowiedzi na pytanie dotyczące relacji prezydenta Komorowskiego z twórcą SKOK-u Wołomin Piotrem Polaszczykiem i innymi żołnierzami byłych WSI powiązanych z aferą Fundacji Pro Civili, a później z fundacją SKOK-u, marszałek Radosław Sikorski wyłączył mikrofon...

– Z informacji medialnych wynika, że osoby te bywały w Pałacu Prezydenckim, przynosiły wino i kwiaty i najprawdopodobniej kontaktowały się z prezydentem Komorowskim, a przynajmniej tak opowiadali. Jest to bardzo niepokojące i jeżeli zostałoby to potwierdzone, to byłoby to niebywale bulwersujące i tak na dobrą sprawę dyskredytowałyby osobę prezydenta Bronisława Komorowskiego. Rzeczywiście coś może być na rzeczy, skoro posłowie Platformy Obywatelskiej widząc, że zaczynają padać niewygodne pytania dotyczące prezydenta, z paniką w oczach, jakby instruują czy wręcz nakazują marszałkowi Sikorskiemu wyłączenie mikrofonu. Ten posłusznie wykonał polecenie, co pokazuje, że w tej sprawie Platforma rzeczywiście może mieć coś do ukrycia. Chodzi zapewne o to, aby media nie dowiedziały się, o co chodzi i co tak naprawdę wydarzyło się w SKOK-u Wołomin, podobnie zresztą jak w wielu innych sprawach, w które uwikłana jest partia rządząca. Kiedy poseł opozycji żąda zwołania Konwentu Seniorów, żeby Sejm zajął się tą sprawą, to próbuje się te działania lekceważyć, wyłączyć mikrofon i udać, że sprawy nie było. Proszę też zwrócić uwagę, że marszałek Sikorski w ogóle nie poddał mojego wniosku pod głosowanie, co świadczy, że PO boi się tej sprawy i usiłuje ją zamieść pod dywan.   

Szefowa prezydenckiego biura prasowego Joanna Trzaska-Wieczorek zaprzecza, jakoby prezydent Komorowski znał i spotykał się z Piotrem P.

– Warto zastanowić się, dlaczego ta odpowiedź pada dopiero wczoraj, skoro ta informacja funkcjonuje w przestrzeni publicznej już od paru dni. Nie wiem, być może przeglądano księgi wejść i wyjść, sprawdzając czy nazwisko danej osoby nie zostało odnotowane. Chcę jednak dodać, że w Pałacu Prezydenckim równie dobrze można pojawić się bez odnotowania tego faktu, wystarczy do tego wola gospodarza czy innych prominentnych osób. Jest to też pytanie o wiarygodność osób, które podawały taką informację. Osobiście mogę tylko dodać, że z informacji i wiedzy, jaką posiadam na te dane powoływali się żołnierze byłych WSI. Być może uważali, że jest to coś, co ich nobilituje, a zarazem uzdalnia czy daje większe gwarancje do tego, aby dany proceder uprawiać, a być może jest to prawdą. To wszystko jest do sprawdzenia i skonfrontowania. Oczekiwałbym, aby na piśmie bądź osobiście prezydent Komorowski jednoznacznie powiedział tak lub nie. Niech powie, że nie zna tych osób, nie było ich u niego i nie kontaktował się z nimi. Przecież nie jest nigdzie powiedziane, że prezydent z Piotrem P. czy innymi osobami powiązanymi z Pro Civili czy SKOK Wołomin spotykał się w Belwederze czy Pałacu Namiestnikowskim, ale mogło to być w zupełnie innym miejscu. Jednoznaczne stwierdzenie ucięłoby spekulacje. No, chyba że jest inaczej, wówczas Bronisław Komorowski będzie milczał.   

W jednej ze swoich wypowiedzi stwierdził Pan, że gdyby instytucje państwa działały sprawnie, do wyłudzenia w SKOK Wołomin nie doszłoby. Na czym polegała niesprawność tych działań?

– Co najmniej od 2007 r., bo z tego okresu pochodzi Raport z weryfikacji WSI, ale tak naprawdę już wcześniej poszczególne instytucje państwa miały informacje, gdzie wskazano m.in. Piotra P., ale także inne osoby, które brały udział w tym procederze. Powiedzmy sobie jasno, że to nie jest tylko Piotr P. czy kilku jego kolegów, ale w sprawę zamieszane są całe klany rodzinne: żony, dzieci. Gdyby instytucje państwa funkcjonowały w sposób prawidłowy, to spotykając nazwisko takiej czy innej osoby w radzie nadzorczej czy w jakimkolwiek organie innej instytucji finansowej, powinny natychmiast na to zwrócić uwagę. Jest nie do pomyślenia, aby taka osoba przez kilka kolejnych lat funkcjonowała i drenowała np. SKOK Wołomin czy Hydrobudowę Gdańsk, gdzie również doszło do szeregu nieprawidłowości. Jeżeli osoba, wobec której jest prowadzone postępowanie karne, która jest podejrzana o defraudację dużych kwot pieniężnych idących w setki milionów złotych, jest znana służbom, to jeżeli jej nazwisko pojawia się w innej instytucji finansowej, to niejako z urzędu powinna wzbudzić zainteresowanie tychże służb. Dodajmy jeszcze, że gdyby w 2000 czy 2001 r. pozwolono ścigać Piotra P., gdyby ówczesne WSI, które były wtedy podległe  Bronisławowi Komorowskiemu jako szefowi MON nie powstrzymały KG Policji, czyli CBŚ, to bardzo prawdopodobne, że Piotr P. usłyszałby zarzuty za swoją pierwotną przestępczą działalność. Tym samym nie miałby możliwości założenia takiej instytucji jak SKOK Wołomin.

Czyli znów wracamy do pytania nie tylko o to, kto nie dopełnił obowiązków?

– Przez ostatnie lata w Polsce rozpostarto swoisty parasol ochronny nad byłymi żołnierzami WSI.

W czym to się przejawiało?

– Raz było to dyskredytowanie raportów, które wychodziły na światło dzienne, innym razem było to masowe zawieranie ugód z byłymi żołnierzami WSI, wykpiwanie min. Macierewicza i innych członków Komisji Weryfikacyjnej. Innym razem było to wręcz żądanie ścigania członków Komisji Weryfikacyjnej. Wiemy przecież, że takie śledztwo było prowadzone, próbowano też uchylić immunitet min. Macierewicza, a wszystko to tworzyło ów parasol ochronny nad działaniami WSI. Gdyby jednak państwo ze swoimi organami zachowało się inaczej, to nie doszłoby do skandali i dramatów, jakie teraz wychodzą na jaw. Ten parasol był rozpostarty dużo, dużo wcześniej, kiedy ministrem obrony był Bronisław Komorowski.  

Czy Bronisław Komorowski jako szef MON mógł wiedzieć o tym, co robią WSI?

– To kluczowe pytanie, na które trzeba odpowiedzieć. Jeżeli nawet nie wiedział, to warto zastanowić się, czy dzisiaj w świetle tych wszystkich faktów nadal podtrzymuje stanowisko, iż były to znakomicie funkcjonujące służby działające w interesie Polski i czy nadal broniłby tych służb. Natomiast jeżeli rzeczywiście nie wiedział o tym, to z kolei świadczyłoby, że był miernym ministrem obrony narodowej i nie potrafił nadzorować tych służb. Jeżeli zaś wiedział, to dlaczego pozwolił, żeby tak funkcjonowały i dlaczego pozwolił, aby zablokowały one ściganie Piotra P.    

Chce Pan powiedzieć, że nazwisko obecnego prezydenta jest tym, które spina aferę SKOK-u Wołomin z Fundacją Pro Civili?

– Na pewno jest jednym z tych nazwisk, które się przewija, jest łącznikiem między tymi wszystkimi zdarzeniami. W najlepszym wypadku Bronisław Komorowski był nieświadomym łącznikiem. Powtórzę jeszcze raz: to Bronisław Komorowski bronił WSI, to on rozpościerał moralny parasol ochronny nad byłymi żołnierzami WSI, wreszcie to on otoczył pośrednią ochroną, nadzorując WSI, które nie pozwoliły ścigać Piotra P. Nie mówię, że było to świadome działanie Bronisława Komorowskiego, bo póki co nie ma na to dowodów, aczkolwiek brak kategorycznej odpowiedzi prezydenta na zadane pytania oraz brak jednoznacznego wytłumaczenia tych okoliczności niestety sprawia, że można mieć wątpliwości i zastanawiać się, co jest zwykłą nieudolnością, co błędem, a co działaniem innego rodzaju.

Zgodzi się Pan ze stwierdzeniem Waldemara Pawlaka, że KNF wykazywała szczególną gorliwość, rzucając się na małe instytucje, a przymykała oczy czy też nie ruszała dużych?

– Dokładnie na tym polegały działania wobec SKOK-ów, zwłaszcza nadzór nad mniejszymi, słabszymi SKOK-ami. Natomiast największe, a przypomnę, że SKOK Wołomin był drugim co do wielkości, nie były kontrolowany z taką gorliwością. Zawiadomienie, że może dochodzić do nieprawidłowości w ramach działalności SKOK-u Wołomin, wysłano do KNF już 27 września 2012 r., natomiast skuteczne działania miały miejsce dopiero półtora czy dwa lata później. Wydaje się, że przy tak dużych pieniądzach, tego typu zaniedbania nie powinny mieć miejsca, tym bardziej że w przypadku mniejszych SKOK-ów działania były natychmiastowe. Mimo ogromnej kampanii reklamowej SKOK-u Wołomin w środkach masowego przekazu, dziwi fakt, że KNF, która miała choćby tylko uprawdopodobnioną wiedzę, nie reagowała i pozwoliła tej instytucji na prowadzenie działalności reklamowej, w pewnym sensie przyczyniając się do tego, że tysiące ludzi straciło swoje oszczędności.

Ten brak reakcji mógł być celowy?    

– Nie chciałbym wyrokować czy spekulować, z czego wynikał ten brak nadzoru. Każdy sam powinien sobie odpowiedzieć na tak postawione pytanie: co jest zwykłym ludzkim błędem, bo te też się w życiu zdarzają, a co jest świadomym działaniem. Jak bowiem wytłumaczyć fakt, że wobec małych SKOK-ów podejmowane są natychmiastowe działania naprawcze, działania kontrolne, zakazy reklamy itp., natomiast wobec dużego SKOK-u, gdzie są wielkie pieniądze, instytucji, która prowadzi zakrojoną na szeroką skalę kampanię reklamową, takich działań nie ma. Wniosek jest prosty: albo jest to nieudolność urzędników, albo coś więcej. Na to jednak każdy musi sobie odpowiedzieć sam, uwzględniając te fakty, które przedstawiamy.

Jakie jeszcze działanie będą podejmowane w celu wyjaśnienia wszystkich wątpliwości?     

– Po pierwsze, wczoraj skierowaliśmy pismo do prezydenta z prośbą o udzielenie odpowiedzi na fundamentalne pytania, które jako posłowie PiS próbowaliśmy – choć nieskutecznie – zadać z mównicy sejmowej. Liczę, że prezydent Komorowski ustosunkuje się do tego i osobiście udzieli odpowiedzi. Mamy nadzieję, że powie, co było prawdą, a co nie, wskaże, gdzie się być może mylimy, a gdzie mamy rację. Kolejne kroki są uzależnione od stanowiska prezydenta. Milczenie byłoby bardzo niepokojącym znakiem, który zmusiłby nas do dalszych działań i podjęcia badań. Nasz zespół parlamentarny ciągle działa i nie zakończył pracy. Jesteśmy jednak w bardzo niewdzięcznej roli, nie możemy bowiem powiedzieć opinii publicznej wszystkiego, o czym wiemy. To jest trudna sytuacja, bo wielu członków naszego zespołu było zasiadało w Komisji Weryfikacyjnej WSI. Posiedliśmy duży zasób wiedzy, której niestety nie możemy wykorzystać. Musimy zatem szukać innej wiedzy, chociażby w przestrzeni publicznej na podstawie medialnych doniesień, bo pewne materiały są objęte klauzulą. Zapewniam jednak, że jeżeli prezydent Komorowski nie wyjaśni tej sprawy, to będzie ona dalej przez nas podnoszona. Polacy, oddając głos w zbliżających się wyborach prezydenckich, powinni mieć pełną wiedzę na ten temat. Mam nadzieję, że tak się stanie.

Czy to oznacza, że wiedza, jaką Pan i inni posłowie z Komisji Weryfikacyjnej WSI mają, mogłaby pogrążyć pewne osoby?

– Mogę powiedzieć tylko tyle, że nasza wiedza jest znacznie szersza, niż możemy to dzisiaj zaprezentować, szersza, niż posiada przeciętny obywatel, który śledzi tę sprawę.

Zawiadomienia w sprawie niedopełnienia obowiązków oraz przekroczenie uprawnień przez KNF i jej pracowników do Prokuratury Okręgowej w Warszawie złożył poseł Przemysław Wipler

– Aż dziw bierze, że kiedy ta afera zaczynała nabierać rozmachu i było wiadomo, że w SKOK-u Wołomin dochodzi do dużych nieprawidłowości, prokuratura oraz ABW, która ma ochraniać bezpieczeństwo ekonomiczne państwa polskiego z urzędu, nie zainteresowała się tą sprawą. Chyba że ABW czy inne służby analizują postępowanie poszczególnych urzędników i nie ujawniają tych informacji. Mam nadzieję, że tak jest. Jeżeli nie, to to zawiadomienie staje się jedyną drogą, aby zmusić instytucje państwowe do działania. Pragnę jednak podkreślić, że w normalnym państwie te instytucje powinny z urzędu wszczynać śledztwo.   

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl