logo
logo

Zdjęcie: / Nasz Dziennik

Niekonstytucyjny cios w rodzinę

Poniedziałek, 23 marca 2015 (14:27)

Z dr. Markiem Dobrowolskim, konstytucjonalistą z KUL rozmawia Paulina Gajkowska

Prezydent, podpisując ustawę wyrażającą zgodę na ratyfikację konwencji przemocowej, jednocześnie przychylił się do opinii wskazujących na jej konstytucyjność. Jaka jest Pana opinia na ten temat?

– Konstytucja RP w kilku artykułach wyraźnie odwołuje się do płci rozumianej w tradycyjny sposób, czyli w rozumieniu biologicznym, jeśli już posługujemy się żargonem współczesnym czy nawet językiem konwencji przemocowej. Natomiast dokument, o którym mówimy, odwołuje się do płci definiowanej jako płeć społeczno-kulturowa, czyli wprost do ideologii gender. W tym punkcie widzę pierwszą poważną niezgodność konwencji z polską Konstytucją. W dokumencie Rady Europy jest tylko jeden przepis, w którym jest mowa o płci biologicznej, w pozostałych pojawia się wyraz „gender” rozumiany jako płeć społeczno-kulturowa. W związku z tym konwencja jednoznacznie rozróżnia i rozdziela aspekt biologiczny i kulturowy męskości i kobiecości, co jest tożsame z posługiwaniem się retoryką ideologii gender.

Druga sprzeczność to kwestia standardowych i niestandardowych ról płciowych, przy czym konwencja nie definiuje konkretnie, co to oznacza. Konwencja zawiera zobowiązanie do promowania ról niestandardowych i zwalczania ról standardowych. Bez trudu można wskazać, iż te standardowe związane są z tradycyjnym modelem ról kobiety i mężczyzny w rodzinie. Z kolei Konstytucja RP, definiując małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, otaczając opieką i ochroną nie tylko rodzinę jako taką, ale także macierzyństwo i rodzicielstwo, bazuje na tradycyjnym modelu rodziny i pełnionych w niej ról i zadań.

Pozostaje również kwestia bezstronności światopoglądowej. Ewidentnie przepisy konwencji przemocowej wynikają z konkretnej koncepcji filozoficznej, opartej na walce płci. We wstępie do konwencji czytamy, że to mężczyźni przez wieki uciskali kobiety. Na tej bazie są formułowane przepisy. Natomiast bezstronność światopoglądowa zadeklarowana w Konstytucji ma gwarantować, że państwo nie będzie opowiadać się po stronie żadnego światopoglądu.

 

Paradoksalnie, za neutralność światopoglądową uznawana jest współcześnie ideologia ateistyczna.

Jeśli chodzi o sam ten zapis, czyli art. 25 ust. 2, w którym mowa jest o bezstronności światopoglądowej, on ma pewną konkretną proweniencję. Podczas prac nad Ustawą Zasadniczą pojawiały się głosy, aby zapis ten mówił właśnie o „bezstronności”, a nie „neutralności”, która ma jednoznacznie negatywne nacechowanie kojarzące się jeszcze z systemem komunistycznym. Natomiast przepis tak czy inaczej ma być stosowany i każde zjawisko światopoglądowe ma być w świetle tego artykułowane, analizowane. W kilku artykułach Konwencji Rady Europy jest wprost odwołanie do koncepcji genderowych, które są konkretnym światopoglądem. Należy jednak spojrzeć na to wszystko w szerszej perspektywie, a mianowicie w kontekście tego, co robi obecny rząd i na co zgodę wyraża prezydent. Widać, że jest to spójna wizja konsekwentnie realizowana przez Platformę Obywatelską. Ustawa o in vitro, o związkach homoseksualnych, pigułce „dzień po”, jak również propozycje wprowadzenia edukacji seksualnej od najmłodszych lat – widać w tym wszystkim kalkulację polityczną i realizację założeń konkretnej ideologii. Oczywiście, z tymi wszystkimi działaniami nie może zgodzić się spora, katolicka część społeczeństwa. Można wyrazić nadzieję, że realizacja ideologii wrogiej polskiemu społeczeństwu spotka się z odpowiednią reakcją podczas wyborów.

 

Konwencja – według opinii prawników – nie jest również potrzebna, dlatego że w polskim prawie istnieją już zapisy chroniące ofiary przemocy.

Zdecydowanie tak. Wszystkie rozwiązania, które mają za cel walczyć i przeciwdziałać przemocy wobec kobiet, są znane systemowi prawa w Polsce. Dlatego trzeba powiedzieć, że intencją, z jaką konwencja jest wprowadzana, nie jest ochrona kobiet wbrew temu, co się mówi w dyskursie publicznym. Tak jak powiedziałem, jest to decyzja o charakterze politycznym. Być może również chodzi o naprowadzenie kampanii wyborczej na tory dyskusji światopoglądowych, które – jak wiadomo – są nośne medialnie. Nie zmienia to jednak faktu, że konwencja budzi poważne wątpliwości co do zgodności z polską Konstytucją.

Dziękuję za rozmowę.

 

Paulina Gajkowska

NaszDziennik.pl