logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Prokuratura Wojskowa kieruje się kalendarzem wyborczym?

Piątek, 27 marca 2015 (13:41)

Aktualizacja: Sobota, 28 marca 2015 (10:20)

Z mec. Piotrem Pszczółkowskim, pełnomocnikiem części rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, rozmawia Rafał Stefaniuk

Prokuratura Wojskowa przedstawiła aktualny stan śledztwa dotyczącego katastrofy smoleńskiej. Zaprezentowano wnioski z przygotowywanej przez cztery lata kompleksowej opinii zespołu biegłych dotyczącej okoliczności, przyczyn i przebiegu tej katastrofy. Miał Pan okazję zapoznać się z nią wcześniej?

– Nie. Mimo że zabiegałem o to od momentu wpłynięcia tej opinii, czyli od początku marca. Termin, który mi wyznaczono na to, to dzień dzisiejszy. Mój wniosek zmierzał do tego, abym mógł tę opinię poznać w czasie pozwalającym na poinformowanie moich klientów o jej treści. Po drugie, w czasie pozwalającym mi na podjęcie inicjatywy dowodowej, to znaczy złożenie odpowiednich wniosków celem ewentualnego uzupełnienia bądź prostowania tej opinii. Prokuratura wyznaczyła mi termin w dniu konferencji prasowej, a więc najpierw obejrzałem konferencję, a teraz zapoznam się z treścią tej opinii. Czy zrobiłbym to dzisiaj o godzinie 8.00 czy o godz. 11.00, nie ma to teraz żadnego znaczenia. Po raz kolejny muszę stwierdzić, że Prokuratura Wojskowa, chyba kierując się kalendarzem wyborczym, podejmuje decyzję, że najpierw poinformuje o treści dość istotnej opinii w tej sprawie, a potem umożliwi faktyczny wgląd w tę opinię rodzinom. Jako kpinę należy traktować to, że ten wgląd umożliwia się rodzinom maksymalnie kilkanaście minut przed konferencją. Na konferencji prasowej zwykle padają dosyć istotne informacje, oświadczenia. Podjąłem więc decyzję, że najpierw obejrzę konferencję prasową, a potem zapoznam się z treścią opinii. Czekałem na to trzy tygodnie i mogę poczekać na to kilkanaście minut dłużej.

Prokuratura zdecydowała się na postawienie zarzutów rosyjskim kontrolerom lotów…

– Jeżeli ma to być jedyny dorobek tego śledztwa, to nie jest to działanie, które robiłoby na mnie wrażenie. O tym, że kontrolerzy powinni mieć postawione zarzuty, mówi się od kwietnia 2010 roku, czyli od momentu, gdy wyszła informacja, że kontrolerzy przy złej pogodzie nie podjęli decyzji o zamknięciu lotniska. Rosyjskie przepisy kontrolerów ppłk. Pawła Plusnina i mjr. Wiktora Ryżenke obligowały. Moim zdaniem, można by było stawiać te zarzuty pięć lat temu. Natomiast gdyby to miała być jedyna refleksja prokuratury o tym, co zdarzyło się w Smoleńsku, to prokuratura jest tutaj zdecydowanie w tyle, choćby z ustaleniami dziennikarzy śledczych, takimi jak Jürgen Roth. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie będziemy mogli się zapoznać z jego publikacją przywołującą ważne kwestie z pracy niemieckiego wywiadu. Mam też nadzieję, że w postępowaniu Wojskowej Prokuratury Okręgowej ten wątek ulegnie pogłębieniu. Prokuratura Wojskowa zwracała się wielokrotnie po bratnią pomoc do organów Federacji Rosyjskiej i mam nadzieję, że zwróci się także do organów Federacji Niemiec, aby uzyskać informacje na temat tego, o czym mówi i pisze dziennikarz śledczy Roth. Gdyby jego informacje były prawdziwe, byłoby to potwierdzenie tez głoszonych przez śp. Krystynę Kamieńską-Trelę i prof. Sławomira Szymańskiego – że z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, iż na wraku tupolewa heksogen nie tylko był, ale i został wykryty. Jak wiadomo, i tej tezie Prokuratura zaprzecza.

Rosja zgodzi się na ekstradycję kontrolerów i sądzenie ich w Polsce?

– Jako prawnik jestem zobligowany do tego, aby powiedzieć, że prawo jest prawem. Jako realista jestem zobligowany do tego, żeby powiedzieć, że dotychczasowe doświadczenia w zakresie rozliczania obywateli Federacji Rosyjskiej za przestępstwa popełnione na szkodę obywateli polskich bądź na terenie Rzeczypospolitej były nieskuteczne. Działalność Federacji Rosyjskiej nie daje żadnych nadziei, aby realnie kontrolerzy ponieśli za to odpowiedzialność. Biorąc pod uwagę mój wgląd w tę sytuację, pociągnięcie kontrolerów do odpowiedzialności powinno mieć miejsce. Z tym że ma charakter incydentalny i nie powinni oni odpowiadać za nic więcej jak tylko za niedopełnienie uprawnień. W moim przekonaniu daleko idącym uproszczeniem jest teza o tym, że to ich działanie bezpośrednio spowodowało katastrofę.

Według biegłych, 10 kwietnia 2010 r. gen. Błasik mógł być w kokpicie tupolewa, ale biegli jednoznacznie tego nie stwierdzili…

– Trzeba pamiętać o tym, że ekspertyza fonoskopijna była w śledztwie wykonywana kilka razy. Myślę, że tak szacowne grono jak Instytut Ekspertyz Sądowych im. prof. dr. Jana Sehna w Krakowie to jest dla prokuratury wykładnik. Ta opinia wykluczyła te pojawiające się bezczelne kłamstwa. Ale spodziewam się, że w okresie wyborczym możemy dowiadywać się takich rzeczy. Gdybyśmy żyli na terenie Federacji Rosyjskiej, to pewnie byśmy się dowiedzieli, że słychać tam rozmowy w języku czeczeńskim. U nas możemy się dowiedzieć, że gen. Błasik jednak był w kokpicie. Takie twierdzenia to kompromitacja.

Dziękuję za rozmowę.  

Rafał Stefaniuk

NaszDziennik.pl