Najwyższa Izba Kontroli wykazała szereg nieprawidłowości przy organizacji i obsłudze systemu informatycznego wyborów samorządowych z listopada 2014 r.
Prawdę mówiąc, spodziewałam się takiej skali nieprawidłowości, ale nie spodziewałam się, że wykaże je Najwyższa Izba Kontroli. Z dużym uznaniem muszę stwierdzić, że NIK pod kierownictwem Krzysztofa Kwiatkowskiego działa bardzo aktywnie i, co najważniejsze, sprawnie. Opublikowane raporty z kontroli NIK w ostatnim czasie, jak chociażby te z budowy terminalu gazowego w Świnoujściu, są bardzo wnikliwe i wykonane w sposób profesjonalny.
Skala nieprawidłowości wykazanych przez NIK świadczy o tym, jak chora w Polsce jest demokracja. Jak bardzo ociężałe są instytucje państwowe. Trudno sobie wyobrazić ważniejszą instytucję podczas święta demokracji, jak Krajowe Biuro Wyborcze.
Najwyższy czas, aby każdy obywatel pokusił się o refleksję. Gdy wykryte patologie będą ignorowane, pomijane jako nieistotne lub kwitowane stwierdzeniem: „to mnie nie dotyczy”, to możemy się spodziewać dalszej destrukcji życia politycznego i społecznego w Polsce. Można spodziewać się cofania się naszych zdobyczy demokratycznych, aż do ostatecznego upadku. Myślę, że Polacy jako wielki Naród, który może się bardzo szybko rozwijać, nie może pozwolić sobie na jakiekolwiek straty cywilizacyjne.
Najwyższa Izba Kontroli wykryła także wiele błędów w oprogramowaniu pomocnym przy przeprowadzeniu wyborów. Przesłano informacje na ten temat do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Nie można wykluczyć, że zachodzą podejrzenia, że ktoś mógł ingerować w system w czasie wyborów i podczas liczenia głosów.
Nie chce mi się wierzyć, że tego typu błędy są wynikiem tylko i wyłącznie niedopatrzeń czy też zaniedbań kilku osób odpowiedzialnych. Obawiam się, że potwierdzenie znajdą przypuszczenia, że taka dezorganizacja była inspirowana. Jako parlamentarzyści wielokrotnie zadawaliśmy pytania, po co przedstawiciele KBW byli kilka miesięcy przed wyborami w Moskwie. Nie uzyskaliśmy odpowiedzi na to pytanie…
Zastanawiające jest również to, dlaczego serwery należące do KBW znajdowały się w pomieszczeniach spółki, której właścicielem jest kapitał obcy. Nie ma polskiej instytucji, która ma powierzchnię 60 m2? Nie ma pomieszczenia z klimatyzacją? Bo o takie warunki chodzi.
Takie sytuacje budzą podejrzenia, które w mojej ocenie są w pełni uzasadnione. Z niecierpliwością będę czekała teraz na wyniki prac Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. A ja ze swojej strony będę zadawała pytania, jak służby radzą sobie w zbadaniu przygotowań i przebiegu wyborów samorządowych.

