logo
logo

Zdjęcie: Marek Zygmunt/ Nasz Dziennik

Od 5 lat jesteśmy oszukiwani i obrażani

Środa, 8 kwietnia 2015 (04:17)

Aktualizacja: Środa, 8 kwietnia 2015 (12:03)

Z posłem  Jackiem Światem, mężem  Aleksandry Natalli- Świat, która zginęła pod Smoleńskiem, rozmawiam Marek Zygmunt 

W mediach pojawiła się opinia biegłych powołanych przez Prokuraturę Wojskową, z której to, co działo się w kabinie pilotów, znacząco odbiega od wcześniejszych ustaleń ekspertów. Śledztwo czeka prawdziwy wstrząs?

 – Mamy tutaj do czynienia z typową propagandową „wrzutką”. Nikt przy zdrowych zmysłach nie uwierzy, że przypadkiem, na kilka dni przed piątą rocznicą katastrofy smoleńskiej, w środku kampanii wyborczej, pojawiają się przecieki z prokuratury z jakimiś wymysłami. To oczywiste, że chodzi o podrzucenie tematu zastępczego odwracającego uwagę od kampanii wyborczej i spadających notowań Komorowskiego. Chodzi zapewne również o podgrzanie emocji, o to, by pokazać, że z jednej strony mamy awanturników, a z drugiej strażnika nie tylko żyrandoli, ale i zgody i spokoju.

Prymitywizm tej propagandy jest porażający. Obóz władzy pokazał, że nie cofnie się przed niczym, by uratować skórę. Dlatego wierzę, że nikt rozsądny nie da się sprowokować, a obchody rocznicowe będą miały spokojny i godny przebieg. To najlepsza odpowiedź kłamcom, oszustom i ludziom dopuszczającym się największej możliwej podłości – budowania władzy na trumnach niewinnych ofiar.

 

Co my dzisiaj, po pięciu latach wiemy na temat tej katastrofy, najtragiczniejszej w dziejach polskiego Narodu ?

– Wiemy przede wszystkim, że oficjalne dokumenty – raporty  Anodiny i komisji Millera – to stek bzdur. Mamy o to pierwszy w dziejach raport o wielkiej katastrofie lotniczej zrobiony przy biurku. Bez badania oryginałów czarnych skrzynek, kadłuba, dostępu do ważnych dokumentów, nawet bez rzetelnej dokumentacji miejsca tragedii. Nie przeprowadzono niezbędnych testów, obliczeń symulacji komputerowych. Jeżeli coś było symulowane, to jedynie dochodzenia Komisji i prokuratury.

Czy nie jesteśmy w punkcie wyjścia?

– I tak, i nie. Z punktu widzenia zasad prowadzenia dochodzeń w takich sprawach jesteśmy w punkcie zero. Właściwie trzeba by wszystko przeprowadzić od nowa. Punkt po punkcie. Począwszy od precyzyjnej dokumentacji uwzględniającej  to, co odkryli po wielu miesiącach archeolodzy albo ludzie z zewnątrz, np. uczestnicy Rajdu Katyńskiego. Należałoby przeprowadzić analizę dokumentacji medycznej. Potrzebne są badania wraku, choćby na obecność śladów materiałów wybuchowych. Potrzebne są drobiazgowe badania wraku samolotu, by odtworzyć  mechanizm i kolejność jego rozpadu. Oczywiście niezbędne jest przebadania czarnych skrzynek. W tej chwili bowiem dysponujemy bodaj dziewięcioma kopiami, które różnią się znacznie czasem zapisu i nijak do siebie nie pasują. No i trzeba wystąpić do służb NATO i rządów krajów prowadzących działania wywiadowcze o udostępnienie ewentualnych zdjęć czy nagrań.

Jednocześnie nie jesteśmy w punkcie wyjścia, ponieważ praca niezależnych badaczy i dziennikarzy śledczych ujawniła wiele tajemnic i przyniosła bogaty materiał naukowy. Coraz więcej dowodów wskazuje na zamach i tę wersję należałoby przebadać w pierwszej kolejności.

Jak Pan ocenia postawione w śledztwie tezy? 

– Oficjalny raport przedstawia tezy sprzeczne z doświadczeniem, a nawet  z podstawowymi prawami fizyki. Nie jest możliwe, żeby jedno miękkie drzewo zdemolowało potężną konstrukcję samolotu. Nie jest możliwe, żeby samolot, uderzając pod ostrym kątem w piaszczystą ziemię, i to przy niewielkiej prędkości, rozpadł się na kilkadziesiąt tysięcy kawałków. A jeżeli miałby uderzyć w ziemię tak potężnie, to jakim cudem w ziemi nie pozostał żaden ślad. Tam przecież powinien być krater na metr głęboki. I jak to możliwe, że części samolotu znalazły się kilkadziesiąt metrów przed słynną pancerna brzozą?  Jak to możliwe, że samolot na pełnym ciągu miał rzekomo przelecieć kilka metrów nad stertą śmieci i starym płotem i nie rozniósł ich w pył. Silniki odrzutowca w pełnym ciągu mogą przecież  zdmuchnąć autobus. Takich absurdów w oficjalnych dokumentach jest wiele. Oczywiście nie są poparte żadnymi naukowymi dowodami.

Prokuratura zajęła się rzekomymi przyczynami katastrofy, uznając, że jej przebieg jest udowodniony i nie podlega dyskusji. Chodzi o to, by oskarżyć tych, których nie da się pociągnąć do odpowiedzialności, czyli nieżyjących pilotów i rosyjskich kontrolerów pozostających poza zasięgiem naszego wymiaru sprawiedliwości. A potem sprawę zamknąć w pancernej szafie.  Jest tymczasem odwrotnie. Trzeba poznać mechanizm tragedii, a potem szukać winnych.

 

Są apele ze strony Parlamentu Europejskiego, który jest zaniepokojony tym, że Rosja nie chce wciąż nam oddać wraku samolotu. Czy my go kiedykolwiek odzyskamy ?

– Umiędzynarodowienie śledztwa wydaje mi się warunkiem istotnym dla rozwiązania sprawy. Zbyt wiele instytucji naszego państwa i zbyt wielu ludzi skompromitowało się. Spojrzenie z zewnątrz, wolne od nacisków, udział wybitnych specjalistów z różnych dziedzin mających doświadczenie w badaniu wielkich katastrof lotniczych, to wszystko mogłoby dokonać przełomu. Jest czymś niesłychanym, że największy opór, by nagłośnić sprawę na forum międzynarodowym, stawiają polscy politycy wywodzący się z PO. To oczywiście osłabia naszą pozycje wobec Rosji. A jeśli dodamy do tego słabą i chwiejną postawę najwyższych władz, to szanse na odzyskanie naszej własności maleją do zera.

Inna rzecz, że nie będzie łatwo znaleźć sojuszników w Europie. Przywódcy największych krajów Unii dystansowali się zawsze od sprawy Smoleńska. Kanclerz Merkel promowała Tuska, mając pełną wiedzę o roli, jaką odegrał w przygotowaniu tragicznego lotu i późniejszej farsie dochodzenia. Dziś pomagając w niezależnym śledztwie, musiałaby przyznać, że sama przez 5 lat uczestniczyła w matactwie. Niestety, analogia do kłamstwa katyńskiego nasuwa się nieodparcie.

Jednak propozycja umiędzynarodowienia śledztwa została odrzucona. Czego boją się eurodeputowani PO? Europoseł PO Julia Pitera powiedziała niedawno, że byłoby to „rozdrapywanie polskich spraw na forum międzynarodowym”!

– To jej ekipa polityczna spowodowała tę straszliwą ranę. To jej ekipa nie pozwala, by się ta rana zabliźniła. Jeśli więc padają takie słowa, to nie z dbałości o wizerunek naszego kraju, ale ze strachu przed odpowiedzialnością.

Patrząc na postępowanie prezydenta czy też rządu, czuje się Pan oszukany ?

– Gorzej. Mogę powiedzieć, że czuję się zdradzony. Nie dość tego, że administracja rządowa nie zapewniła uczestnikom delegacji, w tym mojej żonie, należytego bezpieczeństwa. Kiedy już wydarzyła się tragedia, nie zapewniono rzetelnego dochodzenia. Nie zadbano o godne traktowanie szczątków ofiar. Każda próba zadawania pytań, czy manifestowania niezgody na takie traktowanie spotyka się z propagandowym jazgotem. Od 5 lat nie tylko jesteśmy okłamywani, ale również w straszliwy sposób obrażani przez polityków rządzącej partii i popierające ich media. Pomijając cały kontekst polityczny, z czysto ludzkiego punktu widzenia rządzący dopuścili się rzeczy tak haniebnej, że zostanie to zapamiętane przez pokolenia. O Tusku i jego ekipie dzieci będą się uczyć w szkołach, tak jak dziś uczą się o targowicy.

Dziękuję za rozmowę.

Marek Zygmunt

NaszDziennik.pl