Jak ocenia Pan politykę rządu koalicji PO− PSL w sprawie roszczeń odszkodowawczych wobec Niemiec?
– Obecne władze Polski, niestety, nie podejmują tematu nierozliczonych roszczeń i odszkodowań oraz repatriacji wojennych od strony niemieckiej. Ta indolencja jest dla mnie niezrozumiała. Przypomnę, że w 2004 r. ówczesny prezydent m.st. Warszawy Lech Kaczyński oraz ja, jako przewodniczący Rady Miasta, wspólnie zainicjowaliśmy akcję szacowania strat, jakie w wyniku działań wojennych poniosła Warszawa. Ponieważ nie były to zwykłe zniszczenia, ale akcja przygotowana i przeprowadzona z premedytacją, szczególnie po Powstaniu Warszawskim, gdzie wysadzano i niszczono całe miasto kwartał po kwartale, z −nazwijmy to − niemiecką pedanterią i skrupulatnością. Akcja szacowania strat została podjęta, zresztą podobne akcje podejmowały także inne samorządy polskich miast, ale ówczesne władze RP, niestety, nie podjęły tematu, twierdząc, że kwestia ta jest zamknięta.
Teraz wiemy, że to nieprawda, a kwestia odszkodowań jest wciąż otwarta…
– Polska nigdy oficjalnie nie zrzekła się roszczeń wojennych wobec Niemiec. Dlatego kwestia niemieckich reparacji wojennych za II wojnę światową wobec naszego kraju z punktu widzenia formalno-prawnego nie jest zamknięta i strona polska jak najbardziej powinna ten temat postawić na agendzie rozmów polsko-niemieckich. Nasze straty były największe spośród wszystkich krajów Europy okupowanych przez Niemców, dlatego tym bardziej powinniśmy się domagać odszkodowań.
Grecja domaga się od Niemiec odszkodowań w wysokości 278,7 mld euro. Jaka suma mogłaby wchodzić w grę w przypadku Polski?
– Niemcom „zawdzięczamy” to, że straciliśmy 38 proc. majątku narodowego, nieporównywalnie więcej niż inne okupowane kraje Europy, takie jak np. Francja czy Wielka Brytania. Strat poniesionych podczas wojny nie nadrobiliśmy do dziś. Niepoliczalne są straty ludzkie oraz te, które wynikają z zapaści cywilizacyjnej Polski po przyłączeniu nas do bloku sowieckiego, co również jest skutkiem wojny wywołanej przez Niemców. O szacowaniu strat mówił nieżyjący już dziś prof. Alfons Klafkowski, specjalista prawa międzynarodowego z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, który bezpośrednio po wojnie wyszacował nasze straty na 480 mld dolarów. Oczywiście, jeżeli weźmiemy pod uwagę współczynnik inflacji, to ta kwota jest dziś znacznie wyższa. Należy też pamiętać, że tego typu roszczenia odszkodowawcze nie ulegają przedawnieniu, dlatego to, że od zakończenia II wojny światowej mija 70 lat, nie ma nic do rzeczy. Polski rząd jak najbardziej powinien ten temat podjąć i rozpocząć negocjacje ze stroną niemiecką. Pamiętamy, że Niemcy uchylali się od płacenia odszkodowań robotnikom za przymusową pracę, próbując ośmieszyć i zlekceważyć problem, w końcu jednak pod naciskiem opinii publicznej, wprawdzie niewielkie, ale jednak jakieś zadośćuczynienie ludziom w sposób okrutny traktowanym wypłacono.
Jak ocenia Pan wypowiedź prezydenta Niemiec Joachima Gaucka, który w rozmowie z dziennikiem „Sueddeutsche Zeitung” opowiedział się za wypłaceniem Grecji odszkodowań?
– Wypowiedź prezydenta Gaucka, który wprawdzie jest głową państwa, ale realna władza spoczywa na kanclerz Merkel, jest jednak dość ważna. Prezydent Gauck jest bezsprzecznie w Niemczech autorytetem moralnym, biorąc pod uwagę jego życiorys i sam fakt, że temat ten podejmuje najważniejsza osoba w państwie, jest w mojej ocenie znaczący. To jednocześnie sygnał, że należy w sprawie odszkodowań jak najszybciej przystąpić do działań. Każdy kraj powinien dbać o swoje interesy. Wszyscy poszkodowani otrzymali od Niemiec mniejsze lub większe rekompensaty. Natomiast Polska, która jako naród, poniosła najbardziej dotkliwe straty, nie otrzymała prawie żadnego zadośćuczynienia. Dlatego rezygnacja z ubiegania się o słuszne odszkodowania od Niemców byłaby działaniem nieodpowiedzialnym, na szkodę polskiego interesu narodowego, na szkodę Polski oraz Polaków.

