Komisja spraw zagranicznych europarlamentu poparła apel do Rosji o zwrot Polsce wraku rządowego samolotu Tu-154. W Pana ocenie może on jeszcze stanowić wartość dowodową czy już tylko symboliczną?
– W mojej ocenie może być dowodem nawet po wielu latach. Takie rzeczy jak odkształcenie metalu, napięcia można jeszcze badać. To następnie będzie stanowiło pomoc w określeniu, co spowodowało zniszczenie samolotu. Problem stanowi to, że z biegiem czasu wrak maleje. Był źle pilnowany i teraz brakuje wielu części. To stanowi istotny problem.
Jednak wrak ciągle pozostaje w Rosji. W opinii wielu winna temu jest bierność polskiej dyplomacji…
– Zaczęło się już na samym początku od słów: „Na wojnę z Rosją nie pójdziemy” wypowiedziane przez wielu polityków Platformy, w tym Donalda Tuska. Liczono także na empatię Rosjan. Początkowo ona była duża, ale dotyczyła tylko społeczeństwa, a nie władz w Moskwie. Pojawiały się także teorie, że katastrofa doprowadzi do pojednania polsko-rosyjskiego, na wzór francusko-niemieckiego, po II wojnie światowej. Twierdzenie to nie miało żadnych podstaw merytorycznych. Z kolei po katastrofie rozpoczęła się kampania prezydencka. Prowadzenie śledztwa przez Rosjan było na rękę polskim władzom, bo nie musiały dzielić się ze społeczeństwem wynikami śledztwa, nie musiały oskarżać, nie musiały przedstawiać dowodów. Na jesieni przyszły kolejne wybory – samorządowe – i to tylko przedłużyło tę cyniczną grę rządu. Można było zachować się zupełnie inaczej. Można było domagać się innego śledztwa na podstawie innych porozumień międzynarodowych. To spowodowałoby, że Polska byłaby dopuszczona do badań. Niestety, nie wykorzystano żadnej z możliwości.
Nie wydaje się Panu, że gdyby rządził kto inny, to Rosja też nie oddałaby wraku?
– Tak, ale gdybyśmy robili to przez takie instytucje jak NATO i Unia Europejska, to Rosja nie byłaby konfrontowana przez mały kraj, jakim jest Polska, a przez naszych sojuszników. Wtedy, jak zakładam, ta reakcja byłaby zupełnie inna.
Wyobraża Pan sobie, że Juncker rozmawia z Putinem o katastrofie smoleńskiej?
– Jak najbardziej to sobie wyobrażam. I to, że te rozmowy nie tylko prowadzi Jean-Claude Juncker, ale także Barack Obama. Niestety, nie sprawdzimy tego, czy by się tego podjęli.
Ale takim wyznacznikiem może być pogrzeb Lecha Kaczyńskiego…
– Oczywiście, część światowych przywódców nie przyjechała do Krakowa. Jednak w mojej ocenie był to efekt tego, że pogrzeb odbywał się w atmosferze dyskusji, czy Lechowi Kaczyńskiemu należy się Wawel. Tak jak widzieliśmy, to pojednanie społeczeństwa i klasy politycznej trwało jedynie kilka godzin. Pojawiły się demonstracje przeciwko pochowaniu pary prezydenckiej na Wawelu i to było dostrzeżone.
Zamiast apeli o zwrot wraku nie należałoby naciskać o śledztwo międzynarodowe?
– Prawo i Sprawiedliwość cały czas się tego domaga. Posłowie, jak i europosłowie. Wielokrotnie zwracaliśmy się o taką pomoc do europarlamentu. Osobiście należę do delegacji Zgromadzenia Parlamentarnego NATO i kilka razy na jego zgromadzeniu apelowałem o śledztwo międzynarodowe. I to zarówno do poprzedniego sekretarza generalnego, jak i obecnego. Kilka miesięcy temu podczas mojej wizyty w Waszyngtonie spotkałem się z kongresmanami amerykańskimi i również apelowałem do nich o taką pomoc. Tylko że o taką pomoc nie może apelować poseł opozycji czy grupa posłów, bo nikt nie podejmie działań. Instytucje międzynarodowe zareagują w oparciu o prośbę władz Polski. Takich starań nie ma.
Jakie były reakcje?
– Spotkałem się z pełnym zrozumieniem. Nikt nie twierdził, że nie mam racji. Nie tak dawno w kontekście zabójstwa Niemcowa zwracałem uwagę na agresywną politykę Rosji. To był przykład tego, w jaki sposób Putin rozprawia się z opozycją. Przypomnijmy sobie zestrzelenie malezyjskiego samolotu nad Ukrainą przez Rosjan. Pytałem, czy w tym kontekście nie można patrzeć również na katastrofę smoleńską. Nikt mi nie pokazywał, żebym się puknął w czoło. Twierdzono wręcz, że rzeczywiście może być coś na rzeczy. Mówiono także, że warto by podjąć sprawę przez instytucje międzynarodowe. Ale to się musi odbyć na prośbę władz w Warszawie.

