Paweł Wojtunik nazywa ujawnione nagrania ze spotkania z Elżbietą Bieńkowską absurdalnymi, bzdurnymi i wbrew temu, co słychać na taśmach” twierdzi, że nigdy nie mówił o tym, jakoby były szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz nakazał spalenie budki strażniczej przy Ambasadzie Rosji w Warszawie.
- Myślę, że opinia publiczna za sprawą publikowanych stenogramów sama zdołała sobie wyrobić zdanie i doskonale wie, jak wyglądała ta rozmowa. Zaprzeczanie oczywistym faktom podważa wiarygodność Pawła Wojtunika. Jak słyszymy, w czasie tej rozmowy szef CBA był bardzo swobodny, język, jakim się posługiwał, był bardzo luźny, dość komunikatywny, również przekaz był jasny. Wynikało z niego wprost, że Paweł Wojtunik doskonale wie, z czyjej inicjatywy doszło do podpalenia budki strażniczej pod rosyjską ambasadą. Jednak to nie wszystko, bo Paweł Wojtunik podczas tej rozmowy ujawnia również wiele innych rzeczy. Ma przy tym świadomość, jak korupcja zżera państwo polskie, korupcja na szczytach władzy, korupcja na szczytach obecnego obozu rządzącego. Świadomość tego ma nie tylko szef CBA – służby, która winna walczyć z korupcją, ale ma również świadomość tego ówczesna wicepremier Elżbieta Bieńkowska. Komentarze komentarzami natomiast stenogram jest jednoznaczny i nie pozostawia złudzeń. Zaprzeczanie oczywistym faktom podważa wiarygodność Pawła Wojtunika. Zresztą prawdę powiedziawszy, nie dziwię się, bo cóż mu w tej sytuacji pozostało, jak wobec oczywistych faktów zaprzeczać. Te fakty są druzgocące i jedyna najprostsza i najbardziej prymitywna forma obrony to jest nie przyznawać się i iść w zaparte.
Wojtunik, mając taką wiedzę i jakiekolwiek wątpliwości co do postawy Sienkiewicza, nie powinien nadać sprawie bieg i zgłosić ten fakt do prokuratury?
– Poza wszelkim sporem Paweł Wojtunik jest funkcjonariuszem publicznym i to wysokim rangą, przysługuje mu tytuł ministra, bo tak nazywa się szefów urzędów centralnych. Jest szefem najważniejszej służby, jeżeli chodzi o zwalczanie korupcji i jeżeli funkcjonariusz tej rangi dysponuje taką wiedzą, a nie podejmuje czynności, to poza wszelkim sporem nie dopełnia obowiązków służbowych.
Za to uważa siebie i Bieńkowską za ofiary przestępstwa i zapowiada złożenie doniesienie do prokuratury na to, że był podsłuchiwany…
– Ten scenariusz się powtarza – jak pamiętamy – nie po raz pierwszy. Widać w ocenie tych rzekomo pokrzywdzonych większe niebezpieczeństwo jest w tym, że społeczeństwo dowiedziało się o tym, co wiedzą funkcjonariusze publiczni, o tym co myślą i jakie działania podejmują bądź nie podejmują niż interes państwa polskiego. W ocenie Pawła Wojtunika społecznie niebezpieczne jest to, że Polacy usłyszeli, jak pracują funkcjonariusze państwa. Niewątpliwie nielegalne podsłuchiwanie jest czynem zabronionym, ale jest zdecydowanie czynem lżejszej kategorii w odniesieniu do tych przestępstw, o których w tej rozmowie wypowiada się Paweł Wojtunik. Tamte przestępstwa są ścigane z urzędu, natomiast przestępstwo nielegalnego podsłuchiwania jest przestępstwem ściganym na wniosek, co oznacza, że państwo jako takie nie widzi w tym wielkiego zagrożenia, a zatem nie podejmuje czynności w przypadku nielegalnego podsłuchu. Dopiero na wniosek strony, która czuje się pokrzywdzona, aparat państwowy, aparat ścigania może podjąć stosowne działania. W odniesieniu do przestępstw korupcji istnieje obowiązek ścigania z urzędu. To pokazuje, z jakimi zdarzeniami mamy do czynienia. W związku z tym Paweł Wojtunik chce podejrzenie o popełnieniu przestępstwa korupcji, przestępstwa nakłaniania do popełnienia przestępstwa w przypadku podpalenia budki strażniczej przysłonić czynem, który godzi w jego osobiste dobra, a nie w dobra państwa polskiego.
Mamy do czynienia ze świadomą próbą bagatelizowania poważnego przestępstwa i przerzucenia odpowiedzialności niejako na boczne tory?
– Jeżeli chodzi o nielegalny podsłuch, to dotyka on osób, które zostały nagrane, natomiast treść rozmowy dotyka istotnych interesów państwa polskiego. Stanowi zagrożenie funkcjonowania państwa polskiego, dlatego ta kategoria czynów, o których jest mowa w rozmowie Pawła Wojtunika z Elżbietą Bieńkowską, są to, jak wspomniałem, przestępstwa ścigane z urzędu. Również niereagowanie przez szefa CBA na wiedzę o tym, że takie przestępstwa mają miejsce, a więc niedopełnienie obowiązków służbowych, jakie ciążą na funkcjonariuszu publicznym, jest również przestępstwem ściganym z urzędu. Widać tu najlepiej, z jakimi czynami mamy do czynienia. Paweł Wojtunik własną sprawą, bo to godzi w jego prywatne interesy, próbuje przysłonić interesy państwa, przysłonić korupcję, przysłonić to, co się dzieje na szczytach władzy, przysłonić faktyczne zagrożenia, a jednocześnie nie dostrzega tego, że to on jako funkcjonariusz publiczny nie wywiązał się z obowiązków, jakie na nim ciążyły i ciążą.
Podczas tej rozmowy Bieńkowska stwierdza, że ci, którzy godzą się na pracę za 6 tysięcy złotych, to idioci albo złodzieje…
– Ta elita, przedstawiciele Platformy Obywatelskiej ugrupowania, które od ośmiu lat rządzi Polską w sposób pogardliwy wypowiadają się o państwie polskim, w sposób pogardliwy wypowiadają się o Polakach, którym mają obowiązek służyć. Widać ci ludzie oderwali się zupełnie od rzeczywistości, od realiów życia. To najdobitniej widać w wypowiedziach urzędującego prezydenta Bronisława Komorowskiego, który wywodzi się właśnie z tego ugrupowania i z tym ugrupowaniem jest związany. Widać, że w kręgach ludzi władzy nie czuje się tego, w jakich warunkach żyją zwykli ludzie, z jakimi problemami na co dzień się borykają. O tym oderwaniu od rzeczywistości świadczy chociażby wypowiedź Bronisława Komorowskiego, który do młodego człowieka pytającego – co ma zrobić osoba, która zarabia 2 tysiące złotych i nie ma własnego mieszkania – odpowiada: to niech zmieni pracę i weźmie kredyt. Takie podejście jest tym bardziej przerażające, bo objawia sposób myślenia ludzi na szczytach władzy. Osobiście nie jestem krytyczny wobec kogoś, kto wypowie coś niefortunnego, może nieskładnie, natomiast sytuacje, o których rozmawiamy, objawiają sposób myślenia i to jest bardzo niepokojące. Od tego sposobu myślenia nie odbiega również była wicepremier Bieńkowska. Widać tym ludziom bardzo dobrze się żyje, zresztą tak głosiła to reklama wyborcza „By żyło się lepiej”, kiedy Platforma Obywatelska osiem lat temu walczyła o władzę. I rzeczywiście tym ludziom, ludziom z politycznego układu żyje się lepiej i mają za nic to, jak żyją ich rodacy – ludzie z dala od władzy, którym sami zgotowali taki, a nie inny los.
Myślę, że ta władza doskonale zdaje sobie z tego sprawę z tego, w jakich warunkach żyją ludzie, tylko ma to za nic…
– To jeszcze gorzej, bo to znaczy, że ci ludzie nie reprezentują Narodu, społeczeństwa, nie mają zwykłej ludzkiej wrażliwości i empatii. To przerażające, że można być wobec drugiego człowieka tak gruboskórnym, że można nie dostrzegać nędzy, biedy innych, a być jedynie zadowolonym z tego, że mnie się powodzi. To zwykły egoizm.
PiS domaga się specjalnego posiedzenia Sejmu w sprawie ujawnionych nagrań…
– W naszej ocenie jest to ze wszech miar zasadne. Przede wszystkim Sejm powinien się o wszystkich dowiedzieć i poznać kulisy. Oprócz Sejmu o wszystkim ma prawo się dowiedzieć również polskie społeczeństwo. Władza musi się wytłumaczyć z tego, dlaczego nie wykonuje podstawowych obowiązków, jakie nakłada na nią Konstytucja. Uważam, że okoliczności tych wydarzeń, jakie odkrywają „taśmy”, powinny być przedmiotem badania specjalnej komisji śledczej. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że przy zdecydowanej przewadze koalicji PO - PSL w tym Sejmie będzie to bardzo nierealne. Jest to klasyczny przykład naruszenia prawa, który powinien być dogłębnie zbadany. Jeżeli bowiem instytucje państwa zobowiązane do ścigania przestępstw, do ścigania korupcji z tych obowiązków się nie wywiązują, jeżeli funkcjonariusze publiczni nie dopełniają swoich obowiązków, również inne instytucje odpowiedzialne za to nie reagują w sposób należyty, to trzeba powołać komisję śledczą, bo aparat państwa nie funkcjonuje należycie. Komisja śledcza powinna to wyjaśnić i wyciągnąć konsekwencje wobec tych, którzy nie dopełniają swoich obowiązków zarówno tych, którzy nie ścigają przestępstw, o których powzięli wiedzę, jak również tych, którzy powinni wyegzekwować przestrzeganie prawa przez tych funkcjonariuszy, którzy na przestępstwo nie reagują, a powinni, bo taki ustawowy obowiązek na nich ciąży.
Tyle że w obecnym Sejmie trudno będzie o taką komisję.
– Myślę, że w następnej kadencji parlamentu będzie możliwy powrót do tej sprawy. Sądzę, że te wszystkie afery ostatnich lat, z jakimi mieliśmy do czynienia, które zostały zamiecione pod dywan, nie tylko będą mogły być, ale będą musiały być wyjaśnione. Nie upłynął jeszcze taki czas, który powodowałby przedawnienie. Cała nadzieja jest w tym, że to zło, które się wydarzyło ostatnimi laty, powinno ujrzeć światło dzienne i Naród powinien o tym wiedzieć.

