Jarosław Kaczyński oczekuje zwołania nadzwyczajnego posiedzenia Sejmu, podczas którego prokurator generalny miałby przedstawić informację dotyczącą doniesień o znalezieniu przez biegłych śladów trotylu na wraku Tu-154M w Smoleńsku.
- Wysoko prawdopodobna jest hipoteza o zabójstwie Remigiusza Musia, technika pokładowego Jaka-40 - ocenił prezes PiS Jarosław Kaczyński, obecny na posiedzeniu parlamentarnego zespołu ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej. Zaznaczył, że należy uczynić wszystko, aby śledztwo w sprawie śmierci Musia miało "charakter taki, jaki mieć powinno" tzn. - jak mówił Kaczyński - aby została założona hipoteza zabójstwa. - Bo zabójstwo jest tutaj wysoce prawdopodobne - powiedział.
Kaczyński ocenił, że śmierć "chorążego Musia staje się wydarzeniem jeszcze bardziej istotnym w świetle kontekstu, o którym dowiedzieliśmy się dzisiaj".
- Zamordowanie 96 osób, w tym prezydenta RP, innych wybitnych przedstawicieli życia publicznego, to jest po prostu niesłychana zbrodnia. Każdy, kto choćby tylko poprzez matactwo czy poplecznictwo miał z nią cokolwiek wspólnego, musi ponieść tego konsekwencje, w tym kierunku będziemy działali - zaznaczył szef PiS.
Jarosław Kaczyński oczekuje zwołania nadzwyczajnego posiedzenia Sejmu, podczas którego prokurator generalny miałby przedstawić informację dotyczącą doniesień "Rzeczpospolitej" o znalezieniu przez biegłych śladów trotylu na wraku TU-154M w Smoleńsku.
Konieczna dymisja szefa BOR
Aby wyjaśnić przyczyny katastrofy pod Smoleńskiem, konieczna jest dymisja obecnego szefa BOR gen. dyw. Mariana Janickiego – podkreślił były zastępca szefa biura ochrony rządu płk Tomasz Guziński.
- Apeluję, aby zdymisjonowano obecnego szefa BOR, ponieważ w związku z tym, co się dzieje, jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że zamach się odbył, w związku z tym należy tę sprawę wyjaśnić, ale nie pod obecnym kierownictwem – wyjaśnił płk Guziński.
Zaapelował do gen. Janickiego, aby wypowiedział się na temat dokonywanych czynności przed lotem z 10 kwietnia 2010 roku. – W jaki sposób zostały dokonane sprawdzenia? Gdzie samolot stacjonował do momentu wylotu? I ostatnie pytanie: skąd przyleciał i czy po przylocie z poprzedniego dnia został sprawdzony pod względem pirotechnicznym? – mówił były zastępca szefa BOR.
Według płk. Guzińskiego, były szef BOR - gen. Gawor - zarzucał mu, że upolitycznia swoje wypowiedzi dotyczące katastrofy smoleńskiej. – Zarzucał mi, iż w BOR nie dokonano żadnej negatywnej czynności w związku z tym, że nie było tam na miejscu żadnego zamachu – wyjaśnił.
Pilot Jaka-40 potwierdził zeznania Musia
Porucznik Artur Wosztyl, pilot Jaka-40, który godzinę przed Tu-154M wylądował na lotnisku Siewiernyj w Smoleńsku, potwierdził, że słyszał padające z wieży komendy zejścia do 50 metrów.
- Potwierdzam jego zeznania [chorążego Remigiusza Musia – red.], natomiast nie w całości, bo nie wszystko słyszałem. Nie słyszałem korespondencji z Iłem-76, którą słyszał śp. Remek Muś, który akurat był w kokpicie w tym czasie. Jestem w stanie potwierdzić element jego wypowiedzi w przesłuchaniu, który dotyczył stricte tupolewa i jego podejścia do lotniska w Smoleńsku, do wysokości decyzji. W tej materii jak najbardziej to wszystko, co zostało powiedziane, potwierdzam. Stwierdziłem również rozbieżności pomiędzy tym, co usłyszałem. Nie jestem człowiekiem, który by pomylił 50 metrów ze 100 metrami. Dlatego zdziwiło mnie, że w ogóle tego nie było w stenogramie – dodał.
Winni ci, co nie żyją
Ewa Błasik, wdowa po gen. Andrzeju Błasiku, podczas posiedzenia zespołu wyjaśniła, że kolejny raz polskie państwo zawiodło w wyjaśnianiu katastrofy lotniczej.
Jak dodała, od 25 lat nie wiedziała, jak pomóc mężowi, żeby „pokazał całemu światu, jak komisje w Układzie Warszawskim po II wojnie światowej funkcjonują”. – Zasada jest niepisana, ale jedna. Winni są ci, co nie żyją – zaznaczyła.
Przypomniała rozsyłany po katastrofie SMS, w którym twierdzono, iż „winni są piloci, bo zeszli we mgle poniżej 100 metrów, do ustalenia pozostaje, kto ich do tego skłonił”. Ewa Błasik zauważyła, że nie udało się przeforsować opinii, iż to śp. prezydent Lech Kaczyński zmusił pilotów do lądowania. Dlatego – podkreśliła wdowa po dowódcy Sił Powietrznych – ustalono, że to gen. Błasik naciskał na załogę TU-154M.
– Cynicznie, perfidnie przez tyle miesięcy wmawiano nam, że był w kokpicie. Pułkownik Wiesław Kędzierski - z moich odczuć - rozpoznał głos, którego nie było. Teraz nie ma odwagi się przyznać przed prokuraturą do tego czynu – zaznaczyła.
Ewa Błasik podkreśliła, że płk Kędzierski wydawał jej polecenia przez adiutanta gen. Błasika po rozpoznaniu głosu. Jak dodała generałowa, zalecał on, by „nie wypowiadała się w mediach i mówiła, że nie zna się na lotnictwie i nie udzielała żadnych wywiadów”.
Dodała, że w jej odczuciach i w odczuciach jej męża komisje należy nazwać mafią. – Próbuje nam się wmawiać inną prawdę. Ogromnie cieszę się, że w końcu możemy mówić prawdziwie, co się mogło stać i dochodzić prawdę – zauważyła.
Jednocześnie podkreśliła, że jej mąż do końca swojego życia nie wierzył w raport po katastrofie CASY. – Mówił, że nie znamy tak naprawdę przyczyn katastrofy CASY, gdzie zginęli pod Mirosławcem jego uczniowie. Nie miał żadnego wsparcia. Minister obrony narodowej był zainteresowany zdjęciem ze stanowiska mojego męża, a nie dojściem do prawdziwych przyczyn katastrofy – zaznaczyła.
Wstydźcie się!
Na posiedzeniu zespołu obecni byli także inni przedstawiciele rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej m.in. Ewa Kochanowicz, Władysław Protasiuk, Andrzej Melak, Alicja Zając.
Wdowa po rzeczniku praw obywatelskich Januszu Kochanowskim zauważyła, że dzisiejszemu posiedzeniu zespołu towarzyszy ogromne zainteresowanie mediów.
- Właściwie jestem wściekła, ponieważ każdy z państwa od dnia katastrofy miał to przed oczyma. Mieliście przed oczyma ten samolot, który zleciał z wysokości kilkunastu metrów i ośmielaliście się nam wmawiać, że to jest normalna katastrofa lotnicza, że to brzoza załamała skrzydło. To oburzające, to haniebne, powinniście się wstydzić! – powiedziała Ewa Kochanowicz.
Natomiast mec. Piotr Pszczółkowski, reprezentujący rodzinę prezydenta Lecha Kaczyńskiego, zauważył: - Pojawiają się nowe i to w ustach najwyższych urzędników państwowych kłamstwa i informacje mające na celu zakłócić prawdę. Mowa tutaj o wojnie, o pozostałościach trotylowych sprzed siedemdziesięciu lat.
Potrzeba ochrony pilotów Jaka-40
W trakcie posiedzenia zwrócono się z apelem o objęcie ochroną porucznika Wosztyla. Stanisław Zagrodzki, kuzyn śp. Ewy Bąkowskiej działającej w Stowarzyszeniu Rodzin Katyńskich, wyjaśnił, że w minioną niedzielę ujawniono w internecie wszelkie dane dotyczące pilota Jaka-40.
– Zamieszczono pełne teksty jego zeznań z danymi osobowymi, z numerem dowodu osobistego, z numerem telefonu, z adresem i wszystkimi danymi umożliwiającymi odnalezienie Artura u nas w kraju. Jest to rzecz o tyle niebywała, że dotychczas wszystkie służby pracowały, by takie rzeczy się nie ujawniły - powiedział Zagrodzki.
Jednocześnie zauważył, że „dziwny jest także zbieg okoliczności, że taka »wrzutka« zeznań z pełnymi danymi osobowymi pojawia się w niedzielę, w dzień po tragicznej śmierci chor. Remigiusza Musia”.
- W związku z tym ja, jako członek rodziny, zwracam się tu do wszystkich parlamentarzystów i również do dziennikarzy o to, by wywierali maksymalny nacisk, aby zapewnić Arturowi maksymalne bezpieczeństwo w naszym państwie. To nie jest już normalne. To samo dotyczy drugiego pilota jaka, ponieważ jego dane również zostały umieszczone i odtajnione – podkreślił Zagrodzki.

