logo
logo

Zdjęcie: R.Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Zbieramy to, co premier posiał dwa lata temu

Wtorek, 30 października 2012 (15:08)

Z Andrzejem Maciejewskim, ekspertem Instytutu Sobieskiego w obszarze stosunków międzynarodowych, rozmawia Jacek Dytkowski

Najpierw Rosjanie wypuścili do internetu zdjęcia ofiar katastrofy smoleńskiej, a teraz media podają, że polscy biegli wykryli we wraku materiały wybuchowe. Czy rząd Donalda Tuska jeszcze panuje nad śledztwem smoleńskim?  

- To, co się dzieje, jest pokłosiem tego, co zostało posiane przez ostanie dwa lata przez rząd i obecnego – z wielkim bólem muszę powiedzieć - polskiego premiera. Ale w tym całym dramacie stawiam bardzo konkretne pytanie: Gdzie są polskie służby specjalne? Ponieważ wszystko, ostatnie dwa lata i cała ta katastrofa z 10 kwietnia 2010 r. pokazują, że w naszym kraju nie działa nic takiego jak zabezpieczenie kontrwywiadowcze. Nie istniało ono w czasie katastrofy smoleńskiej, przed nią i po niej.

Co konkretnie ma Pan na myśli?

- Sytuację, gdy rządowy samolot remontowany jest Rosji w zakładach lotniczych w Samarze i nie jest zabezpieczony kontrwywiadowczo. Powinny tam być polskie służby pilnujące dzień i noc maszynę, bo na tym to polega. Jeżeli działania polskich służb są bezradne w kwestii, co się dzieje z polskim prezydentem Lechem Kaczyńskim, jak wygląda jego bezpieczeństwo, to znaczy, że mamy tu ogromny dramat.

 

O czym to świadczy?

- O tym, że polskie służby wymagają nie tyle już odpolitycznienia, ile odpartyjnienia. Ponieważ dzisiaj mamy taką sytuację, że nie działają one w interesie państwa polskiego, które jest bezradne. Chociażby ostatnia sytuacja z upadłością Amber Gold, w wyniku której ucierpiało finansowo wielu ludzi, pokazała, że ono nie funkcjonuje. Nie ma przeciwdziałania i zabezpieczenia. Toczy się tylko gra na zasadzie: co na to premier Donald Tusk, prezydent Bronisław Komorowski, czy i w kogo dana sprawa uderzy.

 

Premier Donald Tusk nie próbuje opanować sytuacji…

- Zwróćmy uwagę, że przez ostatni tydzień szef rządu „bryluje”, pojawia się notorycznie codziennie w telewizji i przecina wstęgę lub robi konferencję prasową. Natomiast kiedy pojawia się autentyczny problem, znika na dwa dni razem z rzecznikiem Pawłem Grasiem. Tak było w czasie katastrofy smoleńskiej. Czas powiedzieć szefowi rządu, że nie nadaje się do pełnienia swojej funkcji i reagowania w sytuacjach kryzysowych i problemowych. Przez ostatnie 5 lat polski rząd zrobił wszystko, żeby ukręcić głowę Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Idąc dalej tropem służb specjalnych, należy stwierdzić, iż ta patologia, jaką jest teraz korupcja, rozwinęła się do karkołomnych gabarytów. Nie wiadomo, czy ktoś nad tym panuje. Korupcja pojawia się na każdym szczeblu, od gminnego po wojewódzki i centralny. Pokazuje to, że państwo polskie jest w bardzo złym stanie. Mówienie o tym, że odnosimy jakieś sukcesy i zdaliśmy egzamin, jest niestety porażką.

 

Premier zarzekał się, że wybór konwencji chicagowskiej jako podstawy prawnej dla śledztwa smoleńskiego był optymalnym rozwiązaniem. Teraz polscy prokuratorzy muszą weryfikować ustalenia rosyjskie. Nie wiadomo, w których grobach spoczywają szczątki ofiar...

- To są wszystko konsekwencje tego całego bałaganu i bezwładu państwa polskiego. Mogę zrozumieć, że w Rosji jest bałagan – bo taka jest specyfika tego państwa, co sobie może niezupełnie uświadamiamy. Natomiast obecna sytuacja ze śledztwem smoleńskim potwierdza, że niczym się nie różnimy od Rosjan. Państwo, które ma aspirację być liderem w Europie w sensie gospodarczym, politycznym, militarnym, okazuje się wydmuszką.

 

Dziękuję za rozmowę.

Jacek Dytkowski

NaszDziennik.pl