logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

„Imperium Burego” nie do ruszenia?

Wtorek, 9 czerwca 2015 (19:24)

Z Kazimierzem Moskalem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Panie Pośle, czy poseł PSL Jan Bury swoimi anonimami dotyczącymi CBA chciał wyprzedzić, jak sam to określa, „mocne uderzenie” w jego osobę?

– W moim przekonaniu, Jan Bury swoim nieetycznymi działaniami chciał przede wszystkim przerwać działania CBA eliminujące nadużycia i nieprawidłowości na styku polityki i biznesu w ramach tzw. imperium Burego.

Jak funkcjonuje to „imperium”?

– Polega to na patologicznym mechanizmie zdobywania władzy, uczestniczeniu w sprawowaniu i korzystaniu z dobrodziejstw władzy publicznej przez wąskie grupy interesu związane z posłem Burym. Można tylko domniemywać, jakimi wynaturzeniami i nadużyciami może się to przejawiać. Już kilka lat temu organy ścigania i CBA podjęły działania mające na celu walkę z licznymi przejawami „psucia państwa” przez Jana Burego. Ostatnio CBA weszło na bardzo ważny trop mogący zachwiać pozycją i przyszłością Jana Burego oraz PSL. Chodzi o sposób zdobywania głosów wyborców w wyborach. Sukces wyborczy daje zawsze możliwość uczestniczenia i korzystania z dobrodziejstw sprawowania władzy publicznej. Działania CBA wyraźnie pokazały przestępczy mechanizm zdobywania poparcia – za alkohol i pieniądze, których nigdy nie brakuje aparatczykom PSL, m.in. poprzez liczne synekury mające konkretny wymiar finansowy czy możliwość zawłaszczania środków publicznych. Brak poparcia społecznego, wprawdzie uzyskiwanego za alkohol i pieniądze, mógłby zachwiać funkcjonowaniem, a niewykluczone, że nawet doprowadzić do upadku tego patologicznego imperium. Krąg podejrzanych ciągle się poszerzał o kolejne obszary i osoby spod znaku zielonej koniczynki. Dlatego Jan Bury w akcie desperacji utraty swojej władzy – możliwe, że przy wsparciu parasola ochronnego pewnych służb – posunął się do próby dekonspiracji i destabilizacji funkcjonowania  CBA. Akt ten jest w najwyższym stopniu niedopuszczalny i karygodny.

Z czego wynika określenie „baron”, jak w niektórych kręgach na Podkarpaciu nazywany jest Jan Bury?

– Do tej pory Jan Bury był osobą uchodzącą za polityka mogącego w życiu biznesowo-politycznym na Podkarpaciu – zresztą nie tylko na Podkarpaciu – niemal wszystko. Jako członek Krajowej Rady Sądownictwa wpływał na funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości. Powszechnie przypisuje mu się m.in. możliwości załatwiania milionowych dotacji (za takie działanie podejrzany jest także były dyrektor jego biura poselskiego, a teraz „biznesmen”), możliwości związane z ochroną osób dopuszczających się nieprawidłowości, możliwości związane z inicjowaniem uciążliwych kontroli różnych instytucji państwowych. To sprawia, że w pewnych kręgach nazywany jest „baronem”.

Wspomniał Pan, że w tzw. układzie podkarpackim, na czele którego ma stać poseł Jan Bury, przewijają się nazwiska i ludzie różnych profesji. Jak daleko to sięga?

– „Układ podkarpacki”, „ośmiornica podkarpacka”, „Podkarpacka Sitwa Ludowa”, „imperium Burego”, „mafia podkarpacka” – to tylko niektóre nazwy sieci powiązań, zależności  oraz patologicznej aktywności polityczno-biznesowej Jana Burego i wąskich grup interesu z nim związanych. Osoby funkcjonujące w różnych instytucjach publicznych w dziwny sposób są powiązane i wspierają działalność Burego. Są to m.in. przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości, np. sędziowie pośrednio w swoim awansie uzależnieni od członka Krajowej Rady Sądownictwa Jana Burego, organów ścigania: policji i prokuratury, a także Najwyższej Izby Kontroli, spółek i agencji rządowych, jak NFZ, Urząd Kontroli Skarbowej i wielu innych.

Powiedział Pan wcześniej, że nad wielowymiarową działalnością gospodarczą posła Burego i jego interesami rozpięto parasol ochronny. Na czym polega ta ochrona?

– Osoby „ zainstalowane” w rożnych instytucjach państwowych, mając niezłe synekury, będąc „swoimi, zasłużonymi i zaufanymi”,  mają być wdzięczne i powinny należycie dbać o interes mocodawcy. Perłą w imperium Burego jest firma Makarony Polskie SA.  Z jednej strony dba się o kierowanie strumieni pieniędzy i zawieranie kontraktów na wskazane firmy, np. Makarony Polskie, gdzie akcjonariuszem jest m.in.  sam Jan Bury i jego małżonka, będąca równocześnie pracownikiem ARR i do 2013 r. zasiadająca w radzie nadzorczej Makaronów Polskich. Przykładem mogą być także kontrakty ARR z firmą Makarony Polskie w 2009 r. na ponad 15 mln zł, w 2010 r. na ponad 14 mln zł, w 2011 r. na ponad 28 milionów, a w 2012 r. na ponad 16 mln zł. Agencja Rezerw Materiałowych podległa ministrowi gospodarki w listopadzie 2013 r. zawarła kontrakt z Makaronami Polskimi na ponad 9 milionów, a Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości podległa ministrowi gospodarki dofinansowała  firmę Makarony Polskie na ponad 3 mln zł i na ponad 11.

To prawdziwa sieć…

– To jeszcze nie wszystko, bo z drugiej strony osoby zasiadające  w instytucjach kontrolnych, np. Główny Inspektor Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych, podległy ministrowi rolnictwa, zamiast dbać o interes konsumentów, broni interesu firmy Makarony Polskie, która wprowadziła do obrotu artykuły o kwestionowanej jakości. Możliwa do wymierzenia kara wynosiła ponad 13 mln zł, ale ze względów formalnoprawnych postępowanie administracyjne zostało umorzone.

Podobnie jest z innymi aferami związanymi z prminentnym parlamentarzystą w obszarze rolno-spożywczym, w energetyce, ochronie zdrowia. Instytucje państwowe są bierne i bezsilne. Pytanie dlaczego?

Jak to jest, że ludzie związani z Burym padają pod ciosami prokuratorskich zarzutów i choć jego nazwisko przewija się w wielu sprawach, to on sam trzyma się wciąż na nogach?

– Skorumpowany system jest widoczny gołym okiem, ale pytanie brzmi: kto go chroni? Kolejne pytanie brzmi: czy system demokratycznego państwa prawa ma służyć obywatelom czy też wąskim grupom interesu, jak w tym wypadku? Odpowiedź na te pytania jest kluczowa. Dopóki nie ma prawomocnego wyroku, Jan Bury jest niewinny, nawet jeżeli gołym okiem dostrzegamy patologie.

Od lat śledzi Pan działalność posła Jana Burego, wielokrotnie mówił Pan też o jego rozmaitych powiązaniach. Złośliwi mówią nawet, że ma Pan na tym punkcie obsesję…?

– Odnośnie do kariery Jana Burego nie mam obsesji śledzenia „ jego osiągnięć”. Jest to moja powinność poselska wynikająca m.in. z interwencji obywatelskich i realizacji oczekiwań oraz próśb wyborców, zresztą nie tylko z Podkarpacia. Ubiegając się o mandat poselski, deklarowałem, że swoje działania podporządkuję zasadom otwartości i uczciwości życia publicznego. Temu zobowiązaniu w trakcie swojej działalności parlamentarnej staram się być wierny, niezależnie od konsekwencji. Wielokrotnie, kierując się ważnym interesem publicznym, a nie interesem wąskich grup – z mównicy sejmowej, poprzez kierowane do rządu interpelacje i pytania – zwracałem uwagę na nieprawidłowość, nieuczciwe postępowanie różnych instytucji oraz osób na styku polityki i biznesu. Kierowane do prezesa Rady Ministrów oraz ministrów rządu RP pytania miały na celu wyjaśnienie licznych, niepokojących informacji pojawiających się w przestrzeni publicznej. Zresztą seria artykułów prasowych, internetowych, wielokrotnie opisywała „niejasną” działalność posła Jana Burego wykorzystującego w prowadzonych prywatnych interesach powiązania osobisto-rodzinno-partyjne. I takim procederom należy się przeciwstawić.

O czym Pana zdaniem świadczy histeryczne zachowanie Pawła Wojtunika, który poskarżył się premier Kopacz?

– Upubliczniona interwencja szefa CBA Wojtunika u premier Kopacz świadczy o bezsilności oraz bezradności CBA wobec Jana Burego, a może i jego „parasola ochronnego”. Dziwić może też publiczna korespondencja. Premierowi podlegają wszystkie służby. Walka z psuciem państwa wymaga właściwej postawy oraz skutecznych i zdecydowanych działań, tak ze strony służb, jak i premiera. Bierna postawa premier Kopacz jest zaskakująca. W takim przypadku trudno mówić o odpowiedzialności i bezpieczeństwie państwa.

Chciałbym Pana spytać także o decyzję o wycofaniu się z życia politycznego Zbigniewa Rynasiewicza. Czy jest to dla Pana zaskoczenie?

– Rezygnacja Zbigniewa Rynasiewicza z funkcji wiceministra i posła, zwłaszcza w tym czasie, jest dla mnie zaskoczeniem. Przecież do końca kadencji Sejmu zostało tylko kilka miesięcy. Dziwić może natomiast to, dlaczego teraz, a nie wcześniej, kiedy pojawiła się na horyzoncie „afera podkarpacka”, dochodzi do tej rezygnacji. Rok temu, mając na uwadze  przejrzystość życia publicznego, jako posłowie PiS apelowaliśmy do podkarpackich liderów PO i PSL Rynasiewicza i Burego o zawieszenie lub ich rezygnację z pełnionych funkcji publicznych i politycznych, ale wtedy nie było żadnej reakcji.

A zatem decyzja Rynasiewicza o wycofaniu się z życia politycznego może mieć drugie dno?

– Jest oczywiste, że niedotrzymanie kontraktu ze społeczeństwem na okres pełnienia funkcji poselskiej jest czymś niezwykłym. Czy ta ekstraordynaryjna rezygnacja jest wynikiem tylko problemów osobisto-rodzinnych? Mam poważne wątpliwości, ale z pewnością prawdziwe przyczyny zna sam zainteresowany.

Z lidera sondaży PO spadła na trzecie miejsce. Czy ta formacja tonie…?

– Po ostatnich sondażach trudno wyrokować, czy PO już tonie. Wiele wskazuje na to, że ludzie mają dość afer, arogancji oraz buty władzy i lekceważenia ich problemów. Wybory prezydenckie wyraźnie pokazały, że Polacy chcą zmiany w podejściu do problemów zwykłych ludzi. Nawet medialna nagonka, socjotechnika i straszenie PiS-em nie pomogły i kandydat Platformy przegrał. Jeżeli PO nie dostrzeże, że trzeba wsłuchiwać się w głos ludzi i sprawować władzę w ich interesie, to na nic ich różne hejterowskie przedsięwzięcia i inne „ambitne” działania. Tak czy inaczej ta formacja jest na równi pochyłej. Najbliższe miesiące mogą się okazać dla PO końcem jej wielkości. Czy uda się działaczom PO odwrócić trend? Z pewnością nie będzie to łatwe zadanie przekonać społeczeństwo, że dopiero teraz, po porażce wyborczej, zmieni się ich sposób uprawiania polityki i sprawowania władzy. Ale to już problem PO.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl