logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Waszyngton odpowiada na zaczepki Moskwy

Wtorek, 16 czerwca 2015 (04:21)

Aktualizacja: Wtorek, 16 czerwca 2015 (14:15)

Z dr. hab. nauk wojskowych, prof. Akademii Obrony Narodowej, Romualdem Szeremietiewem, byłym wiceministrem obrony narodowej, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Czy rozmieszczenie w Europie Wschodniej ciężkiego uzbrojenia, w tym amerykańskich czołgów i bojowych wozów piechoty, to dobry pomysł?

– Bez wątpienia jest to dobry pomysł. Po pierwsze dlatego, że jest to konkretny krok na drodze do usunięcia dwoistości, jaka istnieje w Sojuszu Północnoatlantyckim odnośnie do podziału na państwa pierwszej i drugiej kategorii. Oficjalnie nikt tego nie mówi, ale nie jest żadną tajemnicą, że terytoria państw, które jako ostatnie w kolejności weszły w szeregi NATO, które choć są równoprawnymi członkami Sojuszu, jednak nie mają zapewnionych takich samych parametrów bezpieczeństwa jak państwa, które są w tym gronie od dawna. Chodzi tu przede wszystkim o system baz NATO-wskich, a więc system realnego wsparcia terytoriów, które zgodnie z tym, co Sojusz głosi w wypadku zagrożenia, mają być bronione. Podejrzewaliśmy i chyba nadal podejrzewamy, że skoro w Polsce czy innych państwach wschodniej flanki NATO takich baz nie ma, to może to oznaczać, że Sojusz – zakładając konieczność reakcji – może reagować nie tak skwapliwie jak wówczas, gdy ma do czynienia z agresją na terytorium, na którym takie bazy wojsk NATO-wskich się znajdują. Pierwszym elementem, jaki się pojawia w tej informacji, jest sprzęt, który można przywieźć, ale powszechnie panuje przekonanie, że będzie to coś więcej.       

Obecność amerykańskiego sprzętu wojskowego byłaby gwarantem bezpieczeństwa dla Polski czy może zamiast militarnego ma bardziej znaczenie polityczne?

– Oczywiście jest to przede wszystkim działanie o charakterze politycznym. Proszę pamiętać, że używanie wojska czy w ogóle środków militarnych jest elementem prowadzenia polityki przez poszczególne państwa. Przykładem może być Rosja, która uczyniła z tego oręża coś, co można określić mianem live motive, jeśli chodzi o politykę. Nic zatem dziwnego, że NATO odpowiada w podobny sposób i pokazuje, że potrafi zareagować na zaczepki także środkami militarnymi.    

Czy jednak ta metoda militarnego odstraszania nie jest już przeżytkiem?

– Widać nie jest, skoro jest wciąż w użyciu. Tam, gdzie chodzi o bezpieczeństwo, żeby odstraszyć przeciwnika przed atakiem na dane terytorium, jednocześnie nie zaczynając z nim wojny, dozwolone jest stosowanie wszystkich możliwych środków.  

Rozmieszczenie ciężkiego sprzętu i czołgów to kres tego, co Amerykanie mogą zaoferować, i czy są jakieś szanse na stałe stacjonowanie wojsk amerykańskich w Europie Wschodniej?

– To najlepiej wiedzą sami Amerykanie. Dotykamy tu kwestii kierunku polityki zagranicznej, jaki obiorą Stany Zjednoczone. Mogą to być różne rozwiązania, np. pamiętamy reset w polityce wschodniej i próby porozumienia się i dopuszczenia przez Amerykanów Rosji do rozstrzygnięć w skali globalnej. Jak dobrze wiemy, Rosja wybrała własną drogę i nie chciała skorzystać z tego resetu, niemniej jednak takie próby czy zamiary po stronie Waszyngtonu były. Niedługo będzie zmiana gospodarza w Białym Domu i jeżeli prezydentem Stanów Zjednoczonych zostałby polityk Partii Republikańskiej, to niewykluczone, że polityka, którą próbował realizować prezydent Barack Obama, pójdzie w odstawkę. To z kolei oznaczałoby większe zaangażowanie Stanów Zjednoczonych – również militarne – w utrzymanie statusu zwłaszcza w Europie Środkowej. W związku z tym możliwe są dalsze kroki, także dotyczące utworzenia baz na terenie Polski i innych krajów NATO w Europie, które czują się zagrożone tym, co robi Rosja. Niemniej jednak na pytanie, jak to będzie wyglądało, w tej chwili trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Niemniej jednak z naszej strony powinniśmy robić wszystko, aby takie bazy u nas powstały.

Choć Rosja na razie milczy, to prokremlowskie media oceniają, że rozmieszczenie amerykańskiego uzbrojenia w Europie Wschodniej może być początkiem zimnej wojny. Czy to oznacza, że Moskwa nie pozostanie bierna?

– Jeżeli Rosja będzie chciała rozpocząć zimną wojnę, to proszę bardzo. Nie jest to jednak zależne od nas. Przecież to nie kto inny jak Rosja jest inicjatorem, a mówiąc wprost – prowodyrem całego zamieszania, z jakim dziś mamy do czynienia. Jak dobrze wiemy, NATO nie zamierzało budować nowych baz itp., jednak rosyjska polityka i zagrożenie ze strony Moskwy – które jak może wyglądać, szczególnie my, Polacy, dobrze znamy z nie tak odległej przecież historii – wymuszają pewne środki ostrożności. Skoro udało się nam wyrwać z moskiewskich sideł, to zrozumiałe jest, że nie chcemy tam z powrotem się znaleźć. Tymczasem Rosja najwyraźniej znów te sidła na nas zastawia. Przybliżanie się NATO do granic Rosji w odróżnieniu od polityki Kremla nie jest efektem zapędów mocarstwowych Sojuszu, ale jest podyktowane postulatami krajów nadbałtyckich takich jak Polska, Litwa, Łotwa czy Estonia, które obawiając się Rosji, zabiegały o włączenie do Sojuszu Północnoatlantyckiego, co gwarantuje wsparcie w przypadku rosyjskiej agresji.

Podobna motywacja pojawia się dzisiaj w Kijowie…

– I dodajmy do tego, że jest to bardzo silna motywacja. Tak więc zanim Rosja rozpoczęła swoją rozgrywkę o Ukrainę, to sugestie po stronie Kijowa o tym, że kraj ten mógłby się stać członkiem NATO, były bardzo nieśmiałe i nie miały specjalnego poparcia. Tymczasem Rosja swoimi działaniami doprowadziła do tego, że ta opcja jest w tej chwili bardzo wyraźna. Warto w tym miejscu przypomnieć również, że agresywne zachowanie Rosji powoduje zmianę w myśleniu mieszkańców dotychczas neutralnej Finlandii. Nic zatem dziwnego, że władze fińskie coraz głośniej zaczynają mówić o tym, że Finlandia powinna został członkiem NATO. Mamy zatem do czynienia z sytuacją, gdzie ktoś, kto rozpętał awanturę, dziwi się, że inni na te zaczepki reagują. Gdyby Rosja była w stanie ułożyć swoje stosunki z Zachodem na takich zasadach, jak to ma miejsce np. miedzy Polską a Niemcami czy między Polską a Francją, między Niemcami a Francją czy Francją a Hiszpanią, to nikt nie zgłaszałby gotowości do budowy baz NATO na swoim terytorium i nie byłoby potrzeby rozszerzania flanki NATO. To wszystko wywołuje Rosja i jeżeli ma jakiekolwiek pretensje, to powinna je mieć przede wszystkim do siebie.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl