Nowym ministrem zdrowia został prof. Marian Zembala, wieloletni współpracownik prof. Zbigniewa Religi. Co do osobistych zalet prof. Zembali żadnych wątpliwości nie mam. Jest znakomitym kardiochirurgiem, a co za tym idzie – autorytetem w swojej dziedzinie. Jakim będzie ministrem zdrowia, w tym momencie trudno jednoznacznie stwierdzić. Ale można próbować wyciągać pewne wnioski.
Po pierwsze, zasiadał w radzie naukowej przy ministrze Bartoszu Arłukowiczu, i to przez trzy lata. To znaczy, że ocierał się o politykę. Jednakże przez ten czas w sposób wyraźny nie zaznaczył się w kreowaniu jakichkolwiek trendów.
Po drugie, nie przedstawił jeszcze jakiegokolwiek planu działania. Nie wiemy więc, co chce zmienić i co uważa za istotne.
Po trzecie, czas. Mamy przecież cztery miesiące do wyborów parlamentarnych. W tym czasie dwumiesięczne wakacje parlamentarne. Wakacje pomagają, ale nie w tym przypadku.
Przed prof. Zembalą stoją zadania, które w tym czasie są nie do zrobienia. To nie jest kwestia nowych przedsięwzięć, ustaw, ale uporządkowania tego, co jest teraz. Około dwóch miesięcy zajmie mu audyt tego, co się dzieje w ministerstwie, jakie jest prawo czy jak wygląda funkcjonowanie NFZ. Pamiętajmy, że jeszcze w tym roku musi być rozpisany konkurs na świadczenia zdrowotne w NFZ. Roboty więc ma dużo.
Skoro prof. Zembala ma za mało czasu, aby zaprowadzić zmiany, bo potrzeba zmian jest wielka, to co chciała osiągnąć Ewa Kopacz tą nominacją? Celem była poprawa wizerunku rządu. Kopacz chce pokazać, że w jej otoczeniu znajdują się jeszcze autorytety. Merytorycznie ta nominacja przed pewną zmianą rządu po jesiennych wyborach nie daje nam nic. A powiem więcej: wizerunkowo też za dużo nie da. W zasadzie nie da nic.
Dlaczego więc prof. Zembala odpowiedział „tak” na propozycję premier, skoro Platforma tonie? Myślę, że wyszło na jaw to, że nie jest zbyt wytrawnym politykiem, z całym szacunkiem dla jego osiągnięć medycznych. Jest także człowiekiem ambitnym i chce naśladować swojego nauczyciela, prof. Zbigniewa Religę… Może to stwierdzenie jest zbyt złośliwe… Ale ja racjonalnych przesłanek decyzji prof. Zembali nie znajduję.

