logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

PO - PSL to grabarze polskich lasów

Wtorek, 30 czerwca 2015 (09:00)

Z Grażyną Zagrobelną, przewodniczącą Krajowej Sekcji Pracowników Leśnictwa NSZZ „Solidarność” i wiceprzewodniczącą Krajowego Sekretariatu Zasobów Naturalnych Ochrony Środowiska i Leśnictwa NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Wniosek o przeprowadzenia debaty sejmowej w sprawie ogłoszenia referendum dotyczącego przyszłości Lasów Państwowych i polskiej ziemi koalicja PO – PSL utopiła zresztą jak wiele innych ważnych spraw. Czy to koniec walki o lasy?

– Wprost przeciwnie, walka o lasy cały czas się toczy. Wydaje się, że czasy rządów PO – PSL odchodzą powoli w przeszłość, a wraz z tą koalicją także kończą się złe czasy dla polskich lasów. Na razie jako Krajowa Sekcja Pracowników Leśnictwa NSZZ „Solidarność” będziemy jeszcze występować do obecnej marszałek Sejmu o przyspieszenie rozpatrzenia wniosku o przeprowadzenie debaty sejmowej w sprawie ogłoszenia referendum dotyczącego przyszłości Lasów Państwowych. Czy będzie to skuteczne? Nie sądzę!

Dlaczego blisko trzem milionom obywateli, którzy złożyli podpisy, odmawia się prawa głosu?

– Tego nie rozumiem, zresztą chyba nie tylko ja, ale także wszystkie te osoby, które podpisały się pod wnioskiem o referendum, oraz wielu innych Polaków, których ten rząd notorycznie lekceważy. PO – PSL chcą na zasadzie „na złość babci odmrożę sobie uszy” pokazać swój sprzeciw i niechęć wobec PiS, które jest za referendum i ochroną polskich lasów. Tak naprawdę rząd i parlamentarzyści koalicji występują przeciwko Polakom. Z jednej strony mamy mieć w trybie ekspresowym przygotowywane referendum w sprawie jednomandatowych okręgów wyborczych, a z drugiej sprawa Lasów Państwowych czeka w sejmowej zamrażarce pilnie strzeżona najpierw przez marszałek Ewę Kopacz, później przez Radosława Sikorskiego, a teraz przez marszałek Małgorzatę Kidawę-Błońską, którzy dbają, aby nie ujrzała prędko światła dziennego. Jeżeli mamy mieć referendum dotyczące JOW-ów, to niby dlaczego nie można połączyć tych dwóch spraw i za jednym zamachem przeprowadzić referendum także w sprawie przyszłości Lasów Państwowych? Byłoby to racjonalne, bo pozwoliłoby uniknąć dodatkowych kosztów. To, z czym mamy do czynienia, jest irracjonalne i wygląda nie tylko na złośliwość, ale nawet na polityczną schizofrenię. Jak bowiem wytłumaczyć fakt, że premier Kopacz pociągiem zaczyna objeżdżać Polskę, aby rzekomo wsłuchiwać się w głos Polaków, a z drugiej strony lekceważy głos blisko trzech milionów tych samych obywateli, którzy chcą referendum? Mam nadzieję, że ta władza nie będzie już w stanie niczego popsuć jeszcze bardziej.   

Jak dziś po nałożeniu haraczu wygląda sytuacja Lasów Państwowych?

– Koalicja PO – PSL z jednej strony zapewnienia, że „nie ma planów prywatyzacji polskich lasów”, a z drugiej konsekwentnie prowadzi do bankructwa Lasów Państwowych. Mamy zatem do czynienia z grabieżczą polityką władzy, która nie ma pomysłu na Polskę, a patrzy jedynie, komu zabrać, żeby tylko załatać dziurę budżetową, co pokazuje chociażby skok na otwarte fundusze emerytalne, a teraz na Lasy Państwowe. Jednocześnie robi wszystko, żeby nie stracić w sondażach. Tymczasem rzeczywistość w Lasach Państwowych wygląda tak, że zamiast gwarancji bezpieczeństwa, co pozwoliłoby na prowadzenie zrównoważonej gospodarki leśnej, musimy płacić w 2014 i 2015 roku haracz w łącznej wysokości 1,6 miliarda złotych, a od przyszłego roku będziemy zmuszeni płacić do budżetu 2 proc. swoich przychodów. Na razie w Lasach Państwowych nie jest najlepiej, ale katastrofy jeszcze nie widać. Płacimy daninę z tego, co wypracowaliśmy w minionych latach, ale kiedy to się wyczerpie, wówczas zacznie się tragedia. Ograniczenia i nałożone restrykcje sprawią, że od przyszłego roku będziemy płacić większy haracz dla państwa niż wynik, jaki będziemy w stanie osiągnąć.

Wciąż też nie wiadomo, jaki będzie werdykt Trybunału Konstytucyjnego…

– Czekamy na werdykt Trybunału Konstytucyjnego na wniosek PiS o uznanie niekonstytucyjności przyjętej w błyskawicznym tempie i podpisanej przez prezydenta Komorowskiego nowelizacji ustawy o lasach. Nie przesądzając werdyktu, wiele jednak wskazuje, że urzędnicy państwowi będą się starali zrobić wszystko, żeby pokazać, iż nikt nie złamał prawa, podczas gdy prawo zostało ewidentnie, i to kilkakrotnie, złamane łącznie z Konstytucją. Stąd proces się ślimaczy, a dla nas sprawa jest bardzo ważna, my nie mamy czasu. Jeżeli bowiem to złe, haraczowe prawo nadal będzie obowiązywać, to w przyszłym roku w Lasach Państwowych zacznie się prawdziwa bieda.

Do czego może doprowadzić polityka obecnego rządu w sprawie lasów?

– Nie trzeba się znać na ekonomii, żeby stwierdzić, że to prosta droga do bankructwa. Efekt finalny może być taki, zresztą cała sprawa zmierza w kierunku doprowadzenia do finansowej zapaści Lasów Państwowych i pokazania społeczeństwu, że oto leśnicy nie potrafią gospodarować, a skoro tak, to trzeba to wszystko zlikwidować. Zmierza to do sytuacji, kiedy z lasów zamiast prowadzenia racjonalnej gospodarki, z której słyną pokolenia leśników, a efekty widzą wszyscy, zacznie się czerpać i sprzedawać drewno tylko po to, żeby zapłacić haracz. Takie działanie już w punkcie wyjścia zawiera błędy, bo rynek też ma swoją chłonność i jeżeli się nasyci, to cena drewna spadnie i trzeba będzie go sprzedać znacznie więcej, żeby móc spełnić wymóg płacenia daniny. Owocem takiej polityki z przystawionym do głowy pistoletem może być z jednej strony destabilizacja i zniszczenie zasobów leśnych a z drugiej pokazanie społeczeństwu, że leśnicy źle pracują, że nie potrafią gospodarować, a w związku z tym lepiej będzie lasy oddać w prywatne ręce. Mam jednak nadzieję, że ta grabież zostanie zastopowana i po jesiennych wyborach takiego myślenia ze strony rządzących już nie będzie. Natomiast wszystko, z czym mieliśmy do czynienia przez ostatnie osiem lat, i to nie tylko odnośnie do Lasów Państwowych, zostanie zapisane w annałach jako przykład nieudolności i złej polityki władzy i jako przestroga, że tak robić nie należy.    

Pieniądze pozyskane z drenażu Lasów Państwowych miały pójść na remont i modernizację dróg. Czy wiadomo coś na ten temat?

– Przymierzamy się, żeby to sprawdzić, bo na razie nic nie wiemy, czy i gdzie poszły pieniądze z daniny, jaką płacą Lasy Państwowe. Podejrzewam, że od rządzących raczej niewiele się w tej sprawie dowiemy, dlatego przy pomocy Komisji Zakładowych NSZZ „Solidarnośc” będziemy sprawdzać, czy i ewentualnie gdzie były prowadzone remonty i modernizacje dróg. Nie wyprzedzając faktów, mam wątpliwości, czy cokolwiek zostało zrobione, bo znając zamiłowanie do PR, ta ekipa już dawno chwaliłaby się z dokonań. Stąd obawiam się, że 800 milionów złotych daniny za ubiegły rok i taka sama kwota w tym roku poszły czy pójdą do wspólnego worka, którym PO – PSL chce załatać dziurę budżetową.  

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

Aktualizacja 30 czerwca 2015 (09:39)

NaszDziennik.pl