Dziś mija termin złożenia w Sejmie podpisów poparcia pod inicjatywą ustawodawczą „Stop aborcji”. Ile osób poparło ten projekt?
– Zanieśliśmy do Sejmu prawie 400 tys. podpisów, przy czym mamy świadomość, że przez najbliższe kilka tygodni podpisy będą napływać dalej. Myślę, że swoje poparcie dla inicjatywy podpisami wyraziło w sumie 500 tys. osób.
Wynik ten można uznać za satysfkacjonujący?
– Ustawodawca założył, że aby inicjatywa obywatelska mogła być rozpatrywana, to potrzebne jest poparcie min. 100 tys. obywateli. Nam udało się przekroczyć tę liczbę, i to czterokrotnie. To jest bardzo dużo. Jestem więc bardzo zadowolony, bo to także pokazuje potencjał fundacji. Podpisy zbierało tysiące naszych wolontariuszy. Oni teraz będą mogli brać udział w kampanii wyborczej i pokażą społeczeństwu, jak głosowali posłowie.
Jest Pan dumny ze swoich wolontariuszy?
– Jestem dla nich pełen podziwu.
Senacka Komisja Zdrowia zarekomendowała projekt ustawy o in vitro do odrzucenia. Światopoglądowo Platforma zaczyna pękać?
– Mam nadzieję, że to oznacza, iż senatorowie i również ci z Platformy dostrzegają, że in vitro przynosi korzyść tylko koncernom, które żerują na ludzkim nieszczęściu. Jak wiemy, ta ustawa dopuszcza zabijanie embrionów na szeroką skalę, zamrażanie embrionów, niszczenie zdrowia matek, oraz rabuje podatników z ich pieniędzy.
Decyzja Komisji Zdrowia jest dobrym prognostykiem przed podjęciem projektu przez posłów?
– Myślę, że tak. Decyzja komisji pozwala przypuszczać, że na jesieni posłowie zachowają się podobnie i opowiedzą się za życiem.
Przemysł proaborcyjny nie śpi i z pewnością nie odpuści. Organizacje pro-life czeka ciężka walka o życie nienarodzonych?
– Zdajemy sobie sprawę z tego, że to nie jest koniec kampanii „Stop aborcji”. Będziemy więc bardzo aktywni w najbliższych miesiącach. Będziemy pokazywali Polakom prawdę o aborcji. „Gazeta Wyborcza” już biadoli, że pokazywanie zdjęć dzieci zabitych w wyniku przeprowadzonych aborcji to coś strasznego. A to jest pokazanie prawdy o aborcji. Dlatego też nie dziwi mnie to, że już „Gazeta Wyborcza” zaczęła biadolenie.
Jak społeczeństwo reagowało na inicjatywę „Stop aborcji” podczas zbierania podpisów?
– Bardzo dobrze. Uczestniczyłem w wielu pikietach i obserwowałem pozytywne reakcje. Bardzo dużo zbiórek przeprowadziliśmy na ulicach z wykorzystaniem plakatów wielkoformatowych i megafonów. Ludzie sami podchodzili i chcieli udzielić swojego poparcia. Oczywiście byli też tacy, którym się to nie podobało. Oczywiście jest w Polsce niewielka grupa osób popierających aborcję. Jednak zdecydowana większość opowiada się za życiem.
Zmiana prawa to jedno, a zmiana świadomości Polaków, czym naprawdę jest aborcja, to drugie. Jak chcecie wpłynąć na tych, którzy popierają zabijanie dzieci poczętych?
– Próba przekonywania zwolenników aborcji jest nieskuteczna. Ich jest garstka i gdyby nie mocne wsparcie medialne, ich by nie było. W pierwszej kolejności trzeba trafić do tych nieprzekonanych. Sporo jest ludzi obojętnych i ich trzeba poruszyć. A najlepszym sposobem na to jest pokazanie prawdy o tym, jak aborcja wygląda.

