logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Senatorowie PO ulegną presji?

Piątek, 10 lipca 2015 (04:09)

Z Czesławem Ryszką, senatorem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Środowa dyskusja w Senacie dotycząca projektu ustawy o in vitro wzbudziła wiele emocji. Senatorowie zgłosili szereg poprawek. Co budzi najwięcej wątpliwości senatorów?

– Tych wątpliwości jest wiele i wszystkie dotyczą najbardziej negatywnych zapisów tej ustawy, m.in.: o eugenice, surogacji, selekcjonowaniu zarodków czy możliwości adopcji przez pary homoseksualne. Przede wszystkim mylący i niezgodny z treścią jest już sam tytuł proponowanej przez rząd ustawy, który nie ma nic wspólnego z leczeniem niepłodności. Dlatego zaproponowaliśmy, żeby zamiast „o leczeniu niepłodności” nosiła ona tytuł „o medycznie wspomaganej prokreacji”. Kolejna poprawka mówi o tym, żeby metoda in vitro była dostępna tylko dla małżeństw. Okazuje się bowiem, że zapisy ustawy są tak niejasne i skomplikowane, że mogłyby na niej skorzystać nawet pary homoseksualne. Wykreśliliśmy także możliwość wynajęcia surogatki, a więc tzw. macierzyństwa zastępczego, kiedy kobieta, która przyjmuje do swojej macicy zapłodnioną metodą in vitro komórkę jajową innej kobiety, która sama nie może zajść w ciążę. Co niezwykle istotne, zdefiniowaliśmy zarodek jako organizm ludzki. Poczęcie ma miejsce w momencie połączenia się żeńskiej komórki rozrodczej i z męską, czego w ustawie niestety nie ma. Wczoraj przedstawiciel resortu zdrowia, choć nie powiedział tego wprost, to de facto uznał zarodek jako zlepek komórek. Również w prześmiewczym tonie z ust wielu senatorów słychać było, że jak to mają zygotę traktować jako człowieka. To tylko pokazuje, w jaki sposób do tak ważnych spraw podchodzą politycy ugrupowania rządzącego.

Jedna z poprawek zgłoszonych przez PiS mówi o dopuszczeniu do utworzenia tylko dwóch zarodków, które muszą zostać zaimplementowane do macicy kobiety…

– To bardzo ważna poprawka, która dopuszcza do zapłodnienia tylko dwóch komórek jajowych i oba te zarodki muszą być wszczepione do macicy. To wykluczałoby zamrażanie czy pozostawianie zarodków ludzkich do dalszych nazwijmy to kombinacji. Ponadto niezwykle niebezpieczne jest to, że zaproponowana ustawa dopuszcza również pobieranie plemników od nieletnich chłopców. Dlatego nasza poprawka ma postawić temu procederowi tamę.

To tylko dowodzi, że cały ten projekt powinien trafić do kosza…

– W tej chwili w Polsce mamy wolną amerykankę, jeżeli chodzi uregulowanie tych kwestii. Stąd politycy PO próbują usprawiedliwić to zaniechanie tym, że będą głosować za tą ustawą. Proszę jednak zwrócić uwagę, że ta obecna wolna amerykanka, w której nie ma żadnych eksperymentów na ludzkich zarodkach nie jest aż tak zła jak zapisy ustawy o in vitro forsowanej przez platformę.   

PO twierdzi, że wielu Polaków czeka na metodę o in vitro…

– Owszem jednym z argumentów podczas wczorajszej burzliwej debaty były wyniki ankiety przeprowadzonej przez „Gazetę Wyborczą”, gdzie bodajże 78 proc. Polaków opowiedziało się za metodą in vitro, a więc za tym „szczęśliwym” obdarzeniem potomstwem niepłodnych małżeństw. To jednak zwykła manipulacja w stylu tego medium, bo gdyby postawione pytanie brzmiało inaczej i odnosiło się do faktu, a więc sztucznego czy medycznego wspomagania prokreacji, byłoby doprecyzowane i brzmiało, mówiąc brutalnie: czy jesteś za tym, żeby urodził się jeden człowiek, a kilkoro jego braci czy sióstr zostało zabitych, to zaręczam, że odpowiedź respondentów byłaby zupełnie inna. Dlatego nazwa ustawy „o leczeniu niepłodności” jest szatańskim pomysłem, zwyczajnym mydleniem oczu i wprowadzaniem w błąd, stąd ma tak wysokie poparcie Polaków.

Wątpliwości mają też senatorowie PO, a przynajmniej część z nich. A zatem wynik dzisiejszego głosowania niekoniecznie jest już przesądzony…?

– PO owszem ma przewagę liczebną, ale nie wszyscy senatorowie zagłosują za tą szkodliwą ustawą. Z tego co wiem, to pięciu, może sześciu senatorów Platformy na pewno będzie głosowało przeciw tej ustawie. Jednak żeby odrzucić ten projekt, potrzeba tych głosów ok. 15.

Wiele wskazuje, że premier Ewa Kopacz, choć nikt tego oficjalnie nie potwierdza, przedwczoraj podczas spotkania z senatorami PO udzieliła reprymendy zwłaszcza tym, którzy mogliby się wyłamać…

– W kuluarach można usłyszeć, że premier dała senatorom z klubu PO do zrozumienia, jakie są jej oczekiwania i że chciałaby, aby wynik głosowania nie był zaskoczeniem. Kto natomiast zagłosuje przeciwko tej ustawie, to w jesiennych wyborach nie znajdzie się na listach kandydatów Platformy do Senatu. Sugestia jest bardzo wyraźna. Zatem mówienie o tym, że w tej sprawie wśród senatorów Platformy nie będzie obowiązywała dyscyplina partyjna, że nikt nie będzie wchodził w ich sumienia, jest zwyczajnie nieprawdą.      

Mamy zatem do czynienia z czymś w rodzaju dobrowolnego przymusu, ale czy dla senatorów PO ważniejsze okaże się sumienie, czy miejsce na liście wyborczej?

– Premier Kopacz wyraźnie stwierdziła w jednej ze swoich wypowiedzi, że każdy reprezentant PO nie został wybrany do Senatu po to, aby reprezentować swoje własne sumienie, ale po to, żeby reprezentować interesy wyborców. Wielu senatorów z pewnością podda się tej presji, bo w wypadku zakończenia politycznej kariery senatora nie będą mieli do czego wracać. Dotyczy to zwłaszcza tych senatorów, którzy zasiadają w Senacie kolejną kadencję. Np. lekarz, który pracuje w Senacie dwie kadencje i nie praktykuje, może mieć poważne trudności. Tym bardziej kłopoty z powrotem na dawniej zajmowane stanowiska mogą mieć inni politycy, którzy byli powiedzmy: dyrektorami czy kierownikami różnych urzędów czy instytucji, a ich miejsca w tzw. międzyczasie zajął już ktoś inny. Nie ukrywajmy – wielu też przyzwyczaiło się do stylu czy poziomu życia oraz całego tego splendoru, jaki towarzyszy funkcji posła czy senatora i byłoby im trudno zrezygnować z całej tej otoczki, także medialnej. Jeżeli chodzi o sumienie, to przecież wszyscy, a przynajmniej zdecydowana większość senatorów twierdzi, że są ludźmi wierzącymi, oczywiście przystępują do Komunii św., co nie przeszkadza im wcale głosować przeciw takim ustawom. Mało tego, wielu mówi, że uszczęśliwia niepłodne małżeństwa. To tylko pokazuje, że można swoje sumienie zagłuszyć.    

Głos Episkopatu Polski nie będzie miał znaczenia dla senatorów PO?

– Trudno wnikać w sumienia innych. Skoro jednak władze Senatu – odnosząc się do komunikatu Episkopatu – traktują go jako instrukcję i twierdząc, że biskupi nie będą decydować senatorom, jak mają głosować, to tylko pokazuje atmosferę, jaka panuje w obozie rządzącym. Niestety głos Episkopatu nie ma znaczenia dla wielu senatorów. Kiedy podczas dyskusji powoływaliśmy się na wcześniejsze dokumenty biskupów polskich o in vitro, to pojawiały się nawet głosy, że nie będą nas biskupi pouczać.

Prezydent Komorowski, który wcześniej zapowiadał, że ustawę poprze, teraz podobno ma wątpliwości co do jej konstytucyjności…

– Owszem, prezydent Komorowski przysłał list do marszałka Borusewicza, jak gdyby ostrzegając nawet, że nie podpisze tej ustawy, jeżeli nie będzie ona zgodna z Konstytucją.  Przypomnę, że Sąd Najwyższy już wcześniej zakwestionował zgodność tej ustawy z Ustawą Zasadniczą. Ta niezgodność wynika z faktu, że Konstytucja chroni życie. Jeżeli nasza poprawka przeszłaby, co do czego z uwagi na arytmetykę senacką i wywierane naciski na senatorów PO mam spore wątpliwości, a mianowicie, że zarodek w tym najwcześniejszym stadium zostanie potraktowany jako organizm ludzki, to tylko potwierdziłoby, że cała ta ustawa jest niekonstytucyjna. Nie powinno być żadnych wątpliwości, że niszczenie czy zamrażanie ludzkich zarodków na wiele lat to wszystko przeczy konstytucyjnej ochronie życia.  

Jak ocenia Pan list prezydenta Bronisława Komorowskiego?

– Nie sądzę, żeby prezydent zmienił zdanie w tej kwestii. Jeszcze kilka dni temu prezydent Komorowski zapowiadał, że podpisze tę ustawę, jak tylko do niego trafi. Natomiast ktoś musiał mu zwrócić uwagę, że poszczególne zapisy tego projektu ustawy mogą być niekonstytucyjne, stąd taka, a nie inna reakcja. Myślę, że chodzi tu o to, o czym rozmawialiśmy wcześniej, a mianowicie o kwestię ochrony życia. List ten marszałek Borusewicz przekazał do senackiej Komisji Zdrowia.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl