Tydzień temu Senat przyjął ustawę o in vitro. Patrząc z perspektywy czasu, byłby Pan skłonny stwierdzić, że tę walkę dało się wygrać?
– O zwycięstwie moglibyśmy mówić tylko wtedy, kiedy byśmy tę ustawę odrzucili. Zabrakło nam głosów senatorów Platformy Obywatelskiej. Głosowanie wysłało nam jeden znaczący sygnał, a mianowicie, że senatorowie Platformy nie są jednomyślni. Myślę, że ta wielogodzinna debata, którą media przedstawiały bardzo emocjonalnie, była w dużej mierze merytoryczna. Mimo że senatorowie Platformy próbowali, to jednak pewnych rzeczy obiektywnych, zgodnych z medycyną i zdrowym rozsądkiem nie da się zakrzyczeć. Są rzeczy niezaprzeczalne. Połączenie komórki męskiej i żeńskiej daje nam człowieka.
Ustawa trafiła na biurko Bronisława Komorowskiego. Co zrobi prezydent?
– Wiemy, że skierował do Senatu wątpliwości konstytucyjne. Dziwi czas, kiedy to zrobił, bo to było w momencie procedowania ustawy w izbie wyższej. Liczę, że chociaż jedna osoba z Platformy zachowa się na tyle racjonalnie, że tej ustawy nie podpisze. Lecz niestety głosy, które dochodzą do nas z obozu Platformy, są jednoznaczne – ta ustawa zostanie podpisana. Ewentualnie może zostać skierowana do Trybunału Konstytucyjnego, ale na to bym nie liczył. To jest sztandarowy projekt Platformy. Szczególnie mocno zależy na nim premier Ewie Kopacz, tak więc Komorowski zapewne będzie tym orędownikiem, który działa na korzyść swojej partii, a nie na rzecz dobra wszystkich Polaków.
Twierdi Pan, że te wątpliwości były tylko gestem pod publiczkę?
– Myślę, że tak było. To, co było podnoszone w liście prezydenta, czyli to, że od osób niepełnoletnich albo ubezwłasnowolnionych można pobierać komórki, to jest podnoszone, ale myślę, że w ustawie jest więcej ważniejszych rzeczy niezgodnych z Konstytucją, które powinny być podniesione. W tym liście nie zostały nawet zasygnalizowane.
A może prezydent zostawi ustawę swojemu następcy? Niepodpisanie ustawy przez Andrzeja Dudę z pewnością byłoby wykorzystane przez Platformę, która traci w sondażach.
– W mojej ocenie, to mało prawdopodobne. Ale osobiście bardzo byłbym zadowolony z takiego rozwiązania. Andrzej Duda z pewnością by jej nie podpisał i dzięki temu nie weszłaby w życie. A jak wiemy, jest to ustawa zbrodnicza. To nie jest tylko opinia Kościoła. Każdy, kto zdrowo myśli, wie, że nie można poświęcać życia innych osób dla życia jednostki. To jest pierwszy przypadek w naszej historii, kiedy parlament coś takiego legalizuje.
Wybiegnijmy w przyszłość. W następnej kadencji parlamentu ta ustawa będzie pisana od nowa czy poprawiana?
– Wszystko można poprawić, ale tę ustawę trzeba napisać od nowa. Bo czy warto poprawiać coś, co jest bardzo złe? Składaliśmy przecież swój projekt ustawy, który został odrzucony w pierwszym czytaniu w Sejmie. Mam nadzieję, że jeszcze wrócimy do naszego projektu, gdyby taka była wola wyborców. Co nie zmiania faktu, że nad nią trzeba cały czas pracować. Chciałbym, aby usiadło nad nią większe grono osób: politycy, stowarzyszenia, przedstawiciele Kościoła, i razem wypracowało takie rozwiązania, które nie budziłyby sprzeciwu żadnej ze stron.

