logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Smoleńsk elementem gry

Piątek, 24 lipca 2015 (12:45)

Z Andrzejem Melakiem, prezesem Komitetu Katyńskiego i bratem tragicznie zmarłego 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku Stefana Melaka, rozmawia Rafał Stefaniuk

 

Sąd Najwyższy stwierdził, że śledztwo smoleńskie jest prowadzone bez nieuzasadnionej zwłoki. Oddalił w ten sposób skargę bliskich ofiar katastrofy na działania Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

– W żaden sposób nie podzielam tej opinii, ani nie mogę się z nią zgodzić. Jednak to sąd wydaje orzeczenia, a nie ja. Odczucia moje i pozostałych rodzin są takie, że wszystko jest prowadzone tak, jak nie powinno. Ta przewlekłość jest tak wyraźna, że Sąd powinien to zauważyć. Niestety nie podzielił naszego stanowiska, a opowiedział się po stronie prokuratury. Nie przyjmuję tego werdyktu z należytym uszanowaniem i zrozumieniem.

Sprawa smoleńska została określona najważniejszym śledztwem w kraju. Może powodem tak powolnego działania prokuratury jest troska o dokładne przeprowadzenie śledztwa?

– To śledztwo jest chyba najgorzej prowadzonym. Zachowanie naszego państwa od prezydenta, premiera, poprzez rząd, sądy i prokuraturę zmierzały do tego, by wszelkie działania przesuwać w czasie, a przy tym nic nie odkrywać. Nie zachowano żadnych procedur, które obowiązują w tego typu śledztwach. Najlepszym przykładem jest zestrzelenie malezyjskiego samolotu nad Ukrainą. W ciągu pół roku mimo prowadzonej wojny Holendrzy uzyskali wrak. Ten demonstracyjnie przejeżdżał, ku naszemu pohańbieniu, przez polską ziemię i napawał nas smutkiem, goryczą i rozczarowaniem wobec tego, co robią nasze władze. To pokazuje, jaki prestiż ma polskie państwo. A jakie jest państwo, takie są wszystkie jego elementy, w tym sądy i prokuratura.

Wnioskował Pan o ekshumację brata i to spotkało się z odmową. Jaki powód podano?

– Wszystko to, co mi przedstawiono, jest prozaiczne. Twierdzono, że zdarzało mi się nie podawać faktycznych przyczyn, dla których ekshumacja miała by być przeprowadzona. Twierdzono, że trwałoby to za długo, bo 5 lat trzeba czekać na opinię genetyczną itd., itd., itd. To jest machina, która ma wielkie środki i dobrze wykształconych ludzi, ale skierowana jest przeciwko tym, którzy są poszkodowani. Oczywiście wszystko w kwestii formalnej jest tam zachowane, stwarza pozory, że działa jak trzeba, a gdzie w tym wszystkim jest człowiek.

I przez 5 lat nie spotkał się Pan ze zrozumieniem ze strony wymiaru sprawiedliwości czy władz państwowych?

– Nie. Tam wszystko z góry zostało ustalone i wszelkie działania muszą być takie, jak wymaga tego oficjalnie podana wersja wydarzeń.

Zbliżają się wybory i z pewnością sprawa katastrofy stanie się elementem kampanii wyborczej. Jak Pan odbiera to, że najtragiczniejsze zdarzenie w historii najnowszej Polski wykorzystuje się do partyjnych interesów?

– To wszystko, co się dzieje, to jest to dobrze obliczona i z premedytacją przeprowadzona akcja. Porusza się ją wtedy, kiedy ze względów praktycznych i PR to jest konieczne. To jest zaczerpnięte z podstawowych metod do wprowadzania innych w błąd. Bezwzględnie wykorzystuje się Smoleńsk, aby coś ugrać. Robi się to bez względu na nasz ból, straty, traumę itd. My jesteśmy pionkami w tej grze i tak jesteśmy traktowani. Nie jesteśmy obywatelami, którym należy się szacunek i prawda, tylko przeciwnikami z którymi trzeba stoczyć walkę, wykorzystać i wykorzystać dla siebie.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk

NaszDziennik.pl