Czymś najwyraźniej już nudnym i coraz bardziej irytującym – czymś, co powraca niczym bumerang raz po raz na usta przedstawicieli określonych środowisk politycznych i dziennikarskich, jest roztaczanie przed społeczeństwem widma państwa wyznaniowego.
Gdy tylko Konferencja Episkopatu Polski, jej Prezydium czy dany hierarcha zabierają głos w jakiejś doniosłej sprawie, przedstawiając nie własną, lecz oficjalną naukę Kościoła, natychmiast padają najcięższe zarzuty: naruszania Konstytucji, łamania zasad konkordatu, mieszania się nie do swoich spraw, uprawiania polityki, bezprawnego wywierania nacisku na organy władzy państwowej, a nawet roszczenia sobie przez Kościół prawa do hegemonii nad państwem. A to przecież prowadzi nieuchronnie, i to w linii prostej, do państwa wyznaniowego…
Idąc tokiem takiego rozumowania, trzeba by konsekwentnie stwierdzić, iż Jan Paweł II, Benedykt XVI czy Franciszek, głosząc naukę Kościoła w takiej czy innej kwestii (np. moralnej), wymienione „przestępstwa” popełniają w znacznie większej skali, bo swoje wypowiedzi kierują do całego świata.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

