logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Rocznica, która dzieli, zamiast łączyć

Poniedziałek, 31 sierpnia 2015 (16:18)

Z dr. Jerzym Bukowskim, rzecznikiem Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, rozmawia Rafał Stefaniuk

Przeżywamy 35. rocznicę Sierpnia ’80. Do udziału w oficjalnych obchodach – organizowanych przez „Solidarność”, nie zaproszono Ewy Kopacz czy marszałków Sejmu i Senatu. Dlaczego święto, które miało łączyć, dzieli Polaków?

– Nie wnikając w intencje organizatorów uroczystości rocznicowych, jest mi smutno, że Polacy są aż tak podzieleni. Ale niezaproszenie premier Ewy Kopacz oraz marszałków Sejmu i Senatu jest skutkiem trwającego od wielu lat podziału społeczeństwa, a nie jego przyczyną. Emocje są tak napięte, że obecność przedstawicieli obecnej władzy mogłaby się dla nich źle skończyć, zważywszy, jak ostatnio traktują „Solidarność”. Gwizdy i buczenia byłyby chyba bardziej dotkliwe niż brak zaproszenia. Uważam jednak, że wyjątek można było uczynić dla Bogdana Borusewicza, bo jego udział w przygotowaniu i przeprowadzeniu strajku w Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 roku nie podlega dyskusji i nie mogą tego przekreślić późniejsze zachowania polityczne.

Co jest nie tak z naszymi elitami politycznymi, że nie potrafią wznieść się ponad podziały i wspólnie oddać cześć wydarzeniom, które swój początek miały 35 lat temu?    

– Ubolewania godny podział ma wiele przyczyn, głównie natury politycznej, i sprawy zaszły tak daleko, że trudno myśleć o zjednoczeniu ponad podziałami, nawet w kolejne rocznice zrywu, który ufundowany był na pięknym słowie „solidarność”. Pokładam jednak nadzieję w prezydencie Andrzeju Dudzie, który jest człowiekiem dążącym do zgody narodowej. Oby mu się powiódł ten szlachetny zamiar, ale łatwo nie będzie.

Przewodniczący Piotr Duda, jak i Beata Szydło wytykają premier Ewie Kopacz brak woli do współpracy ze związkowcami. W Pana ocenie, mimo to, Ewa Kopacz powinna otrzymać oficjalne zaproszenie?

– Uważam, że organizatorzy mogli wybrnąć z tego kłopotu. A to poprzez, tak jak już wspominałem, zaproszenie marszałka Borusewicza jako z jednej strony postaci historycznej, z drugiej zaś wysokiego reprezentanta znienawidzonej przez dzisiejszą „Solidarność” władzy koalicji Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego.

Ewa Kopacz stwierdziła, że „Solidarność” jest zawłaszczana przez prezydenta Andrzeja Dudę. A jak Pan odbiera współpracę prezydenta z tym związkiem zawodowym?

– Prezydent RP musi współpracować ze wszystkimi organizacjami, związkami, stowarzyszeniami. Nie może nie brać udziału w tak ważnym wydarzeniu i nie ma to nic wspólnego z zawłaszczaniem przez niego „Solidarności”.

W uroczystej Mszy św. z okazji rocznicy ks. abp Sławoj Leszek Głódź mówił, że ideały „Solidarności” są ciągle aktualne. W Pana ocenie, uda się je zrealizować?

– Jestem człowiekiem nadziei, więc nie wyobrażam sobie, aby ambitne, ale zarazem bardzo oczywiste – zwłaszcza z punktu widzenia godności osoby ludzkiej – ideały „Solidarności” nie zostały wreszcie zrealizowane i to raczej prędzej niż później. Ogromną rolę do odegrania ma tu nowa głowa państwa. Andrzej Duda przeszedł znakomitą lekcję wychowawczą w harcerstwie w jednym z tych krakowskich szczepów („Wichry”), który umiejętnie oraz efektywnie kształtował charaktery młodych ludzi w oparciu o służbę Bogu, Polsce i bliźnim, co z pewnością zaprocentuje w sposobie sprawowania przezeń najwyższego urzędu w państwie.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk

NaszDziennik.pl