Przed zbliżającym się referendum ws. JOW-ów koniecznie trzeba spojrzeć na mapę Polski, jak głosują wyborcy zależnie od miejsca zamieszkania. Na pierwszy rzut oka widać, że w tzw. rdzennej Polsce prawica ma zdecydowaną przewagę. Ale tzw. Ziemie Odzyskane: Zachód oraz stare Prusy wytrwale głosują na liberałów. Linia podziału biegnie po przekątnej. To bardzo niebezpieczny podział.
Czy wprowadzenie JOW-ów ma właśnie taki cel, aby Polskę przełamać na pół po przekątnej? Aby doprowadzić do kolejnego rozbioru?
Platforma już dzisiaj popiera separatystyczny ruch na Śląsku, niemieckie firmy i banki. Co się stanie, gdy w efekcie wprowadzenia JOW-ów w Sejmie będzie dramatyczny podział nie tylko partyjny, ale także regionalny! Będzie to działało niesłychanie rozłamowo i destrukcyjnie.
Oczywistym jest, że ten jeden jedyny poseł będzie reprezentował poglądy większości swoich wyborców i o ich poparcie zabiegał. Pozostali obywatele utracą szansę na jakiegokolwiek przedstawiciela, który mógłby ich bronić.
Mamy już jednomandatowe okręgi do Senatu. W efekcie Senat stał się monopartyjny. Kontakt i liczenie się z wyborcami reprezentującymi inne poglądy to w Polsce fikcja.
Ja akurat mieszkam w Gdańsku, który jest matecznikiem Platformy. Przeraża mnie sytuacja, gdy nie będziemy mieli żadnego posła czy senatora, który by bronił aktywności naszych organizacji prorodzinnych i pro-life.
Nie dajmy się nabrać i nie idźmy na to referendum. Głosując, popieramy polityczną „zagrywkę” byłego prezydenta Komorowskiego. Jeżeli frekwencja nie przekroczy 50 proc., całe referendum będzie nieważne.

