logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Badania georadarem są obiecujące

Piątek, 4 września 2015 (05:15)

Z prof. dr. hab. Krzysztofem Szwagrzykiem, pełnomocnikiem prezesa IPN ds. poszukiwań miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego, kierującym pracami archeologiczno-ekshumacyjnymi na terenie Zamku Lubomirskich – dawnej siedziby Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Rzeszowie – rozmawia Mariusz Kamieniecki

Z jakimi nadziejami przystępuje Pan ze swoim zespołem do prac poszukiwawczych ofiar zbrodni komunistycznych w Rzeszowie?

– Wszędzie tam, gdzie podejmujemy prace wykopaliskowe, prace ziemne, robimy to z nadzieją, że miejsce wskazane w wyniku wcześniejszych badań będzie tym, gdzie odnajdziemy szczątki Żołnierzy Wyklętych, Żołnierzy Niezłomnych, ofiar komunizmu z lat 40. i 50. ubiegłego stulecia. Podobnie jest i tym razem. Jesteśmy w tej chwili w miejscu szczególnym, znajdujemy się w Rzeszowie na terenie Zamku Lubomirskich, gdzie obecnie mieści się siedziba Sądu Okręgowego w Rzeszowie, a do 1981 r. funkcjonowało tu więzienie, w latach 40. i 50. jedno z najcięższych kaźni okresu stalinowskiego. Było to miejsce tortur tych Polaków, którzy mieli odwagę zaprotestować przeciwko narzuconej przez Moskwę polityce. Na dziedzińcu, gdzie aktualnie prowadzimy prace, zostało zamordowanych ponad 400 osób. Wielu z nich to Żołnierze Niezłomni. Wiemy, że część straconych w tym ubeckim więzieniu na Zamku chowano potajemnie w lasach pod Rzeszowem, a część na lokalnym cmentarzu w dzielnicy Pobitno. Mówi się też o pewnej liczbie ludzi – nie wiadomo, ilu konkretnie osób – które pochowano tu na terenie jednego z bastionów przylegającego bezpośrednio do terenu dawnego więzienia na Zamku Lubomirskich. Mamy nadzieję, że w ciągu najbliższych dni uda się nam odnaleźć szczątki, a tym samym potwierdzić relacje ludzi, którzy wskazali te miejsca. Jeżeli chodzi o ten teren, to obiecujące są także badania georadarem.

Według ustaleń IPN pochówki żołnierzy Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość” mogą się znajdować w różnych miejscach Rzeszowa. Oprócz Zamku Lubomirskich, także w pobliżu Komendy Miejskiej Policji przy ul. Jagiellońskiej, gdzie dawniej mieściła się siedziba UB, a także na cmentarzu w Zwięczycy. To dość szerokie spektrum poszukiwań…?

– Na razie potwierdzam tylko, że pracujemy na terenie Zamku Lubomirskich i dawnej siedziby Urzędu Bezpieczeństwa, w sąsiednim budynku, który jest bezpośrednio przyległy do tego miejsca. O innych miejscach nie chciałbym na razie rozmawiać. O ewentualnych kolejnych miejscach prac archeologiczno-ekshumacyjnych na terenie Rzeszowa będziemy informować w stosownym czasie. Póki co skupiamy się na pracach w obrębie Zamku Lubomirskich.

Czy rozpoczynając prace w Rzeszowie, zakłada Pan odnalezienie szczątków konkretnych osób?

– Owszem, tak. Mam nadzieję, że uda się nam odnaleźć – być może – szczątki słynnego Antoniego Żubryda ps. „Zuch” i jego żony Janiny. Wprawdzie nie dysponujemy dokumentami, ale znając sposób działania ubeków w ówczesnej Polsce, wiemy, że ciała ludzi, którzy byli bardzo groźni dla władzy ludowej, których zamordowano w terenie, przywożono do więzień wojewódzkich Urzędu Bezpieczeństwa. Mamy prawo sądzić, że podobnie było z Antonim Żubrydem i jego żoną Janiną zabitymi podstępnie przez agenta UB w Malinówce, których ciała przywieziono na rzeszowski Zamek. To są te osoby, których szczątki spodziewamy się odnaleźć. Jednak o efektach prac oraz o tym, na ile nasze założenia okazały się słuszne i na ile udało się je potwierdzić, będziemy mogli powiedzieć coś więcej dopiero po ich zakończeniu. 

Czy ekshumacje w Rzeszowie są trudne, a jeżeli tak, to pod jakim względem?

– Każde miejsce, w którym prowadzimy prace ziemne, jest inne. Na przykładzie tego, co robimy tutaj, w Rzeszowie, mogę powiedzieć, że od rana mamy do czynienia z terenem, gdzie widać wielokrotnie ingerowano w strukturę ziemi. Mamy całą masę różnego rodzaju gruzu, żelaza, śmieci, przez które musimy się przebijać w głąb. Nie jest to jednak nic nadzwyczajnego i stanowi pewną normę w miejscach, w których przychodzi nam pracować. Nie jest to przecież las, ale teren użytkowany przez wiele lat. Powoli, powoli przebijamy się przez poszczególne warstwy i – jak wspomniałem – jest to pewna norma w działaniach, które podejmujemy.

Jak długo potrwają prace w Rzeszowie?  

– Planujemy nasze prace na mniej więcej 10 dni, może nieco dłużej. Wszystko będzie zależało od tego, jak będą one przebiegały. Jeżeli zaistnieje potrzeba, to zostaniemy dłużej. Zanim przystąpiliśmy do pracy, podobnie jak podczas wcześniejszych ekshumacji w innych miejscach kraju, również i tym razem zwróciliśmy się w wydanym komunikacie do ludzi, którzy utracili swoich bliskich, żeby oddali materiał genetyczny, który posłuży do ewentualnych porównań odnalezionych szczątków. To naturalna procedura w naszych pracach.

Zanim Pana zespół rozpoczął prace w Rzeszowie, zakończył prace w Tarnowie. Jaki jest ich efekt?

– Na terenie cmentarza komunalnego w Tarnowie poszukiwaliśmy szczątków człowieka, który został stracony w czerwcu 1948 r. – żołnierza WiN Antoniego Trzepli ps. „Krakus”. Początkowo w wytypowanym miejscu, gdzie miały spoczywać jego szczątki, natrafiliśmy na współczesny pochówek z lat 70. Wkrótce jednak okazało się, że trumna ta została położona bezpośrednio na szczątkach człowieka, którego, jak sądzę, poszukiwaliśmy. Okazało się, że odnaleziona czaszka była przestrzelona, ponadto wiele uszkodzeń w obrębie górnej części tułowia może wskazywać, że są to szczątki Antoniego Trzepli. Czy nasze przypuszczenia są słuszne, pokażą badania genetyczne, które – mam nadzieję – ostatecznie to potwierdzą. Z całym zespołem jesteśmy zadowoleni z efektów poszukiwań w Tarnowie. Cieszymy się, że kolejna osoba, o której chociażby po opisanych wcześniej obrażeniach możemy powiedzieć, że jest to ofiara komunizmu w Polsce, w niedługim czasie zostanie wydobyta z niepamięci. Mamy obowiązek wobec obywateli, którym państwo polskie wyrządziło ogromną krzywdę, mordując bliskich i pozbawiając ich rodziny informacji o miejscu pochówku, aby pamięć o nich przywracać, odnajdywać ich doczesne szczątki i oddać im należną cześć. Nie spoczniemy, dopóki nie odnajdziemy ostatniego Żołnierza Niezłomnego. Jesteśmy to winni bohaterom naszej wolności, którzy za niepodległą i wolną Polskę oddali życie.  

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl