Wynik głosowania w Senacie nad wnioskiem Andrzeja Dudy o przeprowadzenie 25 października referendum nie był trudny do przewidzenia. Do końca jednak należało oczekiwać od senatorów PO, że umożliwią społeczeństwu wypowiedzenie się w sprawach dla nich kluczowych. Obywatelskie wnioski, które zgromadziły łącznie 6 mln podpisów, zostały po raz kolejny przez partię rządzącą wyrzucone do kosza. Platforma nie wyciągnęła żadnych wniosków. Albo w ogóle nie zamierzała tego zrobić, albo niczego nie zrozumiała. To pierwsze świadczyłoby o tym, że politycy PO są małostkowi i swoje decyzje opierają na dość miernych przesłankach. Bo czy rozsądne jest odrzucanie konkretnych postulatów tylko dlatego, że podnosi je partia opozycyjna? A przecież takie były argumenty polityków PO i ich medialnych pomocników. Nazywanie referendum „pisowskim” miało na celu zdyskredytowanie pytań w nim zawartych i ośmieszenie ich rzeczywistych pomysłodawców. Przecież jak coś jest „pisowskie” to z gruntu jest niemądre, niepotrzebne i niekonstytucyjne! Problem polega na tym, że wynik piątkowego głosowania nie uderzył tak naprawdę w Prawo i Sprawiedliwość. Uderzył w rzesze obywateli, którzy chcą o sobie decydować.
Czy do uwikłanych we własne interesy polityków Platformy nie dociera fakt społecznego oporu? Społeczeństwo zmęczone propagandą, sączonymi codziennie kłamstwami o tym, jakim sukcesem jest reforma edukacji albo podwyższenie wieku emerytalnego, w przeciwieństwie do władzy, prawdopodobnie wyciągnie wnioski z jej działań. Są one nie tylko złe dla państwa i antyobywatelskie. Są również pozbawione jakiejkolwiek racjonalnej podstawy. Czy prorządowa propaganda miała być argumentem? Jeśli tak, to fatalnym, bo nikt jej już nie kupuje.
Platforma generalnie zachowuje się tak, jakby była w politycznym amoku. Ratowanie sytuacji przez przygarnianie na listy wyborcze polityków, którym nie wyszła wielka kariera w innych ugrupowaniach, również przypomina chwytanie się brzytwy przez tonącego. Tak jak upór w ignorowaniu obywateli. Zacietrzewienie i nieumiejętność spojrzenia na sprawę we właściwy sposób powoduje, że Platforma stacza się po ośmiu latach w polityczny niebyt. Na własne życzenie. Najgorsze jednak jest to, że kwestie zasadnicze dla milionów Polaków pozostają w tym samym punkcie – zamiecione pod dywan.

