logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Na 12 tys. się nie skończy...

Środa, 9 września 2015 (18:40)

Z dr. Witoldem Waszczykowskim, posłem PiS, wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, byłym wiceministrem spraw zagranicznych, rozmawia Rafał Stefaniuk

12 tys. – to już oficjalna liczba uchodźców, jaką proponuje nam Komisja Europejska. Jest to propozycja czy przymus?

– Po wystąpieniach szefa Komisji Europejskiej Jean-Claude’a Junckera wszystko wskazuje na to, że zanosi się na przymus. Postawa pewnych środowisk we wspólnocie jest zdecydowana i może być tak, że będą nas przymuszać do przyjęcia nawet większej liczby uchodźców.

A może KE celowo zawyża liczbę uchodźców, którą mielibyśmy przyjąć, aby potem triumfalnie ogłosić, że zgodziła się na ustępstwa, za co powinniśmy być jej dozgonnie wdzięczni?

– Nie wiem, czy gierki tego rodzaju są prowadzone. Wydaje się, że w tej chwili Europa jest w panice. W granicach UE jest wielu uchodźców, których trzeba jak najszybciej rozdysponować. Myślę, że grę w tej chwili prowadzi premier Ewa Kopacz, która zgadzając się na wszystko, chce pokazać, że jest prawdziwą Europejką, która przestrzega praw i obyczajów europejskich. Być może liczy na wsparcie zachodnich mediów, które będzie można wykorzystać w obecnej kampanii wyborczej. Z drugiej strony ma świadomość, że to nie ona będzie realizować te obietnice, więc może się zgodzić na każdą liczbę.

Podobnie robi Donald Tusk?

– Pewnie tak, ale sama kwestia uchodźców nie zapewni Tuskowi drugiej kadencji. Tutaj Tusk jest bierny i nie widać go w jakiejkolwiek sprawie. Prezydent Europy ma większe problemy niż tylko uchodźcy.

Polska będzie musiała przyjąć kilkakrotnie większą liczbę przybyszów, gdyż uchodźcy będą mieli prawo ściągnąć swoją rodzinę do kraju, w którym otrzymają status azylanta. To już jest bardzo niepokojąca wiadomość…  

– Kilka miesięcy temu Donald Tusk stwierdził, że w perspektywie kilkudziesięciu lat do Europy powinno się ściągnąć kilka milionów przybyszów z Afryki i Bliskiego Wschodu. Na Polskę w ciągu 20 lat przypadałoby około 3,5 mln osób. Pogłoski o większej liczbie tylko znajdują swoje potwierdzenie.

Może warto w negocjacjach posłużyć się argumentem demokracji i sprzeciwu społeczeństwa?

– Przede wszystkim powinniśmy używać argumentów ekonomicznych, że nas na to nie stać. My nie jesteśmy w stanie zapewnić przyszłości 4 mln Polaków. 2 mln z nich w Polsce nie ma pracy, a drugie 2 mln wyjechało za chlebem za granicę. W związku z tym, skoro mamy 4-milionowe bezrobocie, to jak można przyjąć dodatkowe osoby do pracy i jak im tę pracę zabezpieczyć? Nie można Polski oszacować jedynie na podstawie statystycznych danych gospodarczych. Trzeba też patrzeć na realia naszego rynku. Syryjczyk, który przyjedzie do Polski z rodziną pięcioosobową, jeśli dostanie pracę za 1,5 tys. zł, to nie utrzyma  rodziny. Natomiast jeżeli wyjedzie do Francji czy Niemiec i dostanie prostą pracę za tysiąc euro, to już tę rodzinę może utrzymać. Jeżeli zgodzimy się na dużą grupę imigrantów, to będzie to wyrzucenie pieniędzy w błoto, to oni w ciągu najbliższych tygodni czy miesięcy będą emigrowali dalej, do krajów bogatszych, które zagwarantują im pracę lub zapomogę socjalną większą, niż mogą otrzymać w Polsce.

Czyli zgodzi się Pan z europosłem Januszem Korwin-Mikkem, że likwidując zasiłki socjalne, rozwiążemy problem napływających uchodźców?  

– No tak, tylko wtedy musielibyśmy zlikwidować zasiłki dla wszystkich Europejczyków. To nie jest rozwiązanie. My powinniśmy zatrzymać nasze prawodawstwo dla naszych obywateli, a ono nie powinno obowiązywać osób z innych kontynentów, które ze względu na wyższy poziom życia chcą się osiedlić w Europie. Nie możemy zamieniać Europy w Afrykę czy Bliski Wschód.       

Wracając do woli społeczeństwa, Polacy powinni mieć okazję do wypowiedzenia się w tej kwestii w referendum?

– Mamy w tej chwili czkawkę poreferendalną, więc nie wiem, czy jest szansa, aby kolejne zorganizować. Ale rzeczywiście, decyzja o tak dużej liczbie emigracji powinna być podjęta w wyniku szerszych konsultacji społecznych. Nie tak jak premier, która zapowiada szybką konsultację z opozycją.

W obliczu kryzysu uchodźców wymagałby Pan od premier Ewy Kopacz informacji przekazanej posłom?

– Uważam, że premier nie powinna zamykać się tylko w gabinecie i rozmawiać z kilkoma liderami politycznymi. Premier nie ma instrumentów, aby podejmować decyzje w tym gronie. Taka informacja powinna być jawna i publiczna. Sejm jest takim forum, na którym można by było przeprowadzić taką dyskusję. 

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk

Aktualizacja 5 marca 2016 (11:03)

NaszDziennik.pl