logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Niewygodny „gość” Europy

Czwartek, 10 września 2015 (03:11)

Z Leszkiem Żebrowskim, publicystą historycznym, rozmawia Rafał Stefaniuk

Cała Europa żyje kryzysem uchodźców. Czy to, co teraz obserwujemy, jest jedynie okazją do pomocy potrzebującym?

– Cała ideologia, która narasta wokół problemu imigracji do Europy, i to nagłej, wielkiej fali, jest oszustwem. Czymś innym jest imigracja, gdy ludzie są do tego zmuszani, tak jak Polacy po II wojnie światowej, gdy nie mogli wracać do siebie. Wtedy to mówiliśmy o współmierności cywilizacyjnej między Polakami a narodami, wśród których zaczynali nowe życie. Ci ludzie wiedzieli, w jakich są społeczeństwach, i się do nich dostosowywali. Takie były wymogi. W tej chwili mamy do czynienia z falą takich emigrantów, którzy nie tylko nie będą chcieli integrować się i wtapiać w społeczność, do której przyjeżdżają, tylko będą próbować w miarę umacniania się narzucać swoje obyczaje, przepisy i prawa. W skrócie szariat. To jest coś w rodzaju podboju.

Historia zna przykłady podboju tą metodą?

– W V wieku po Chrystusie na północnych granicach Cesarstwa Rzymskiego stali barbarzyńcy i czekali. W końcu Rzym odpuścił i przyjął ich do siebie, a następnie przestał istnieć.  Zobaczmy, jak obecnie to wygląda. Nie ma żadnego planu, jest absolutny chaos. 5 tys., 10 tys., 500 tys. mamy przyjąć? Nikt nie ustalił górnej granicy.

Ale istotą problemu nie jest tylko liczba uchodźców.

– Powinno się stworzyć takie procedury przyjęcia, które umożliwią przyjęcie tylko tych osób, które tego rzeczywiście potrzebują. Osoby te w zdecydowanej większości dostosowują się do tego, co dzieje się u nas, przy zachowaniu autonomii. Nie może być tak, że przyjadą do nas ludzie, których w dłuższej perspektywie będzie więcej od nas, i narzucą nam swoje prawa. To jest tak jak z gośćmi. Gdy zapraszamy kogoś do siebie, to oczekujemy, że zachowa się jak gość. Ale jeżeli tych gości jest kilka razy więcej niż domowników i oczekują, że im się wszystko należy, a domownicy muszą na nich pracować, to oczywiście jest absurd. To jest porównanie bardzo trafne. To nas może czekać. Musimy patrzeć w przyszłość. Musimy wiedzieć, kogo przyjmujemy, dlaczego i ilu uchodźców możemy przyjąć. Ale tylko wtedy, kiedy są uchodźcami.

Według głównych mediów, wszyscy są uchodźcami.

– Na razie obserwujemy falę młodych mężczyzn, którzy idą do Europy. Nie wiemy, ilu jest wśród nich tych, którzy będą się inaczej zachowywać, niż my tego oczekujemy. Państwo Islamskie zapowiadało na początku tego roku, że zdobędą Europę m.in. tą drogą. Być może to się właśnie odbywa.

Ewa Kopacz we wtorek w TVP Info stwierdziła, że pomoc uchodźcom będzie spłatą długu zaciągniętego przez Polskę, kiedy to inne kraje przyjmowały Polaków emigrujących w czasie II wojny światowej. Dużo jesteśmy winni światu za II wojnę światową?

– Obecna wykładnia II wojny światowej polega na tym, że to my jesteśmy winni. To my ją rozpętaliśmy, bo się nie podporządkowaliśmy. Potem braliśmy udział w wojnie po niewłaściwej stronie. Byliśmy nazistami, zakładaliśmy obozy. Oczekujemy teraz gratyfikacji finansowej, a powinniśmy za to sami zapłacić. Tego się od nas wymaga. To jest oczywiście sprowadzone do absurdu. Ale patrząc na to, co się teraz dzieje, można dojść do wniosku, że ci, którzy byli napadnięci, mordowani i wyrzucani z własnej Ojczyzny, są wszystkiemu winni. Nie tylko sobie, ale także odpowiadają za winy wszystkich innych. To jest nieporównywalny problem – imigracje wojenne czy powojenne – z tym, co się dzieje teraz.

Zwolennicy przyjęcia uchodźców przypominają, że podczas II wojny światowej Iran przyjął 116 tys. Polaków i my powinniśmy odpłacić się muzułmanom tym samym. Jak rozumiem, nie zgodzi się Pan na takie twierdzenia?

– Bo tego nie można i nie da się porównać. Iran był etapem przejściowym. Ludzie byli tam bardzo życzliwi dla polskich uchodźców ze Związku Sowieckiego. Gdy widzieli żywe, chodzące szkielety wygłodniałych dzieci, to pomagali im, jak mogli. Ale ile tam Polacy byli? Na ile się zatrzymali? Czy przewracali miejscowy ład i porządek? Może narzucali swoje normy i zwyczaje? Nie. Tam do dzisiaj są polskie cmentarze, pod opieką Irańczyków, za co powinniśmy im być wdzięczni. Ale to był tylko i wyłącznie etap przejściowy w sytuacji, która wtedy wszystkich przerosła. Nie było problemu, że to jest fala imigracji, która zaleje Iran i go zdominuje. Polacy zachowywali się całkowicie w porządku w stosunku do miejscowej społeczności.    

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk

NaszDziennik.pl