logo
logo
zdjęcie

Prof. Mieczysław Ryba

Przypadek Jana Tomasza Grossa

Czwartek, 24 września 2015 (20:46)

Kiedy Jan Tomasz Gross pisał swoją książkę „Sąsiedzi”, wszyscy historycy wiedzieli, że jest ona napisana poza wszelkimi regułami rządzącymi pracami naukowymi. Tłumaczono, że jest to pewna projekcja postmodernistyczna i że Gross uczynił dobrze, bo książka wywołała „bardzo potrzebną” w Polsce dyskusję związaną z rzekomym udziałem Polaków w holokauście. Nie wiem do dziś, na czym miało polegać owo „dobro” wynikające z tak nonszalanckiej publikacji, ale zastanówmy się, co było dalej. Ośmielony poparciem polskich mediów i amerykańskich kół propagandowych Gross wydawał kolejne publikacje, coraz bardziej atakujące Polskę i Polaków. Doszedł już do totalnego absurdu, gdy w „Złotych żniwach” opisał niewyobrażalny rabunek, jakiego mieli się dopuścić Polacy na swoich żydowskich ofiarach. Winni mieli być wszyscy: od zwykłych chłopów począwszy, a na biskupach kończąc. W międzyczasie ten „historyk-skandalista” otrzymał Krzyż Kawalerski Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej z rąk prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. I tak Rzeczpospolita rękami swoich władz nagrodziła człowieka, który zarabia pieniądze na niszczeniu wizerunku Polski.

Ośmielony takim stanem rzeczy Gross w czasie trwającego obecnie kryzysu imigracyjnego zaatakował jeszcze mocniej. Stwierdził, że Polacy dlatego nie chcą przyjmować islamskich uchodźców, że w przeciwieństwie do Niemców nie rozliczyli się ze swojej wojennej przeszłości. Uznał, że w czasie wojny zabiliśmy więcej Żydów niż Niemców i że ta świadomość generuje w nas współczesne postawy antysemickie i islamofobiczne.

Z tego wszystkiego płyną wręcz tragiczne wnioski dla nas. Otóż stosunek do Grossa polskich mediów i elit politycznych doskonale świadczy o stanie naszej warstwy przywódczej, o jej kondycji moralnej i intelektualnej. Po drugie, z najnowszych wypowiedzi przyjaciela Adama Michnika możemy wywnioskować, o co tak naprawdę chodziło w pseudohistorycznej nagonce związanej z Jedwabnem, pogromem kieleckim itd. Wielu myślało, że celem jest proste dążenie do wymuszenia odszkodowań. Wydaje się jednak, że może tu chodzić o ważniejszy cel: o kwestie kulturowo-ideologiczne. Wmówienie winy Polakom musiało wywoływać kompleksy, narodową traumę kulturową, na bazie której można by o wiele łatwiej stworzyć społeczeństwo multikulturalne. Niemcy noszący na sobie piętno drugowojennych zbrodni okazali się o wiele bardziej skłonni wejść w budowę multikulturalnego projektu państwa wielonarodowego. Wszelki opór musiałby bowiem u nich rodzić skojarzenia z czasami II wojny. Opór Polaków miałoby rozerwać wmówienie nam współwiny za holokaust. Oczywiście w takim projekcie propagandowym uczestniczył nie tylko sam Gross, ale cały świat lewicowo-liberalnej elity w naszym kraju.

Patrząc zatem na wojnę kulturową, która dokonuje się w naszej Ojczyźnie, również na gwałt, jaki zadawany jest nauczaniu historii ojczystej (także w szkołach), musimy domagać się, by nowa polityka w tym zakresie po październikowych wyborach miała zupełnie odmienny wymiar. Walka o prawdę historyczną jest w dużej mierze również walką o przyszłość polskiego państwa i polskiego narodu.

Wpis dostępny na blogAiD.

Prof. Mieczysław Ryba

Autor jest historykiem, kierownikiem Katedry Historii Systemów Politycznych XIX i XX wieku KUL oraz wykładowcą w WSKSiM w Toruniu.

NaszDziennik.pl