logo
logo
zdjęcie

Jacek Kotula

Billboard, który zaboli

Środa, 30 września 2015 (13:04)

We wtorek, 29 września, przed Sądem Okręgowym w Rzeszowie miała się odbyć rozprawa apelacyjna moja i Przemysława Sycza. Sprawa dotyczyła naszych protestów przeciwko wykonywaniu w szpitalu Pro-Familia w Rzeszowie aborcji. Szpital poczuł się zniesławiony. Temat podjął sąd, który warunkowo umorzył postępowanie, ale zobligował nas do wpłacenia na rzecz szpitala świadczenia w wysokości 8 tys. zł. Toteż obowiązkiem pokrycia kosztów sądowych w wysokości 966 zł nie przejęliśmy się za specjalnie.  

Kiedy przyszliśmy do sądu, dowiedzieliśmy się, że sprawa się nie odbędzie. Próbowaliśmy dowiedzieć się, co było tego powodem. Pani w sekretariacie poinformowała nas, że odwołanie rozprawy zostało spowodowane rezygnacją sędziego. Próbowaliśmy dopytywać się, co stało za taką decyzją, i nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Co ciekawsze, wszystkie sprawy prowadzone przez tego sędziego przed naszą odbyły się i podobnie było z tymi po.

Niektórzy z zebranych w sądzie dziennikarzy twierdzili, że możliwe, że sprawie towarzyszą naciski. Dlatego też sędzia wolał zrezygnować, niż pozwolić sobą sterować. Ale to są tylko przypuszczenia.

Wizyty w sądzie nie należą do najprzyjemniejszych. Zawsze podczas rozprawy pojawia się stres. Ale gdy wiesz, że masz czyste sumienie, że wszystko zrobiłeś dobrze, to nie ma czego się bać. Wiem, że jakbyśmy nie robili pikiet w sprawie szpitala Pro-Familia i nie bronili położnej, to z pewnością pracę straciłoby więcej osób, które sprzeciwiają się aborcji. Sprawa miała także inny wydźwięk. Szpital wstrzymał się na pewien okres z wykonywaniem aborcji. Szkoda, że to wstrzymanie było czasowe. Z Narodowego Funduszu Zdrowia wiemy, że w I półroczu 2015 r. w szpitalu wykonano 5 aborcji.  

Sprawy więc nie odpuścimy. Tym bardziej że na początku października mija mi i Przemkowi Syczowi roczny zakaz organizowania pikiet. Można więc spodziewać się kolejnych antyaborcyjnych protestów. Już teraz mogę poinformować, że szykujemy szpitalowi Pro-Familia pewną niespodziankę. Otóż w Rzeszowie pojawi się duży billboard, który będzie informował o tym, że szpital wykonuje aborcję. To jest nowość w Polsce. Nasza Fundacja PRO – Prawo do Życia organizowała pikiety, marsze, zbierała podpisy, a teraz wchodzi na billboardy. Chcemy, żeby społeczeństwo wiedziało, które placówki zabijają dzieci. Niczego się nie boimy. My piszemy prawdę.

A propos pisania. Jeden ze współwłaścicieli szpitala Pro-Familia podał do sądu internautów, którzy komentowali artykuły w sieci odnoszące się do naszych pikiet. Sprawy w sądzie ma 8 osób, w tym 3 księży. Jak widać, są osoby, którym nie podoba się prawo do wyrażania myśli. Widzimy, że nie tylko nam jako fundacji zabrania się mówić, że aborcja to zabijanie dzieci, ale dotyczy to także internautów. Już teraz możemy się spodziewać, że nasz billboard zaboli wielu.

Jacek Kotula

Autor jest przewodniczącym rzeszowskiego oddziału Fundacji PRO - Prawo do Życia.

NaszDziennik.pl