Nie tak dawno na łamach portalu NaszDziennik.pl pisałem, że w Rzeszowie w najbliższym otoczeniu szpitala Pro-Familia zawiśnie billboard informujący o tym, że w tej placówce zabija się dzieci w wyniku aborcji. Billboard zawisł i… w nocy z 17 na 18 października 2015 r. ktoś go ukradł.
Billboard został ucięty. Został jedynie pasek szerokości 5 cm u jego góry. W tym przypadku sytuacji nie można spłycać jedynie do aktu wandalizmu. Billboard znajdował się za ogrodzeniem w otoczeniu innych. Niestety nie udało się złapać sprawców. Nie ma także dowodów, kto to zrobił. Pozostaje nam jedynie domyślać się, kto był sprawcą i komu najbardziej zależało, aby zniknął.
Sytuacja została zgłoszona na policję. Wiemy dobrze, jak organy ścigania działają w sytuacji, gdy nikt nikogo nie złapał za rękę, dlatego wkrótce w tym samym miejscu pojawi się nowy billboard. Powiem więcej, cała sytuacja tak na nas wpłynęła, że rozważamy powieszenie kolejnego w okolicy centrum miasta. A później możliwe, że pojawią się następne.
Są grupy proaborcyjne, którym wydaje się, że jeden czy drugi wyrok sądu sprawi, że nam zamkną usta. A rezultat jest zupełnie odwrotny od oczekiwanego przez aborterów. Podobnie jest w sprawie internautów, którym sprawę w sądzie założył dr Tomasz Łoziński, współwłaściciel Szpitala Pro-Familia w Rzeszowie. Przypomnę, że internauci krytycznie odnieśli się do polityki aborcyjnej szpitala. Ta próba cenzurowania wypowiedzi internautów niesie się szerokim echem w sieci i niekorzystnie wpływa na Pro-Familię.
To nie jest tylko sprawa zniszczonego billboardu. To jest dowód na to, jak niektórym środowiskom zależy na tym, żeby nie informować o tym, czym jest aborcja. Dlaczego tak jest? Bo to gra o miliony złotych! W zeszłym roku legalną aborcję przeprowadzono na 1812 kobietach. Legalną, czyli taką, która jest finansowana przez państwo. Każda aborcja kosztują minimum 1350 zł. Wychodzi niezła suma prawda? Ale to nie koniec, bo są jeszcze aborcje nielegalne. Te są droższe.
Od pielęgniarek wiem, że często dochodzi do zmowy między lekarzem a pacjentką. Kobieta przychodzi zabić dziecko, a lekarz wpisuje inny zabieg do jej kartoteki. Stąd chociażby samoistne poronienia. Kto inny o tym wie? Nikt. To zostaje między lekarzem a pacjentką. To jest potężny biznes.
A już na wiosnę ponownie spróbujemy zmienić prawo w Polsce tak, żeby życie było chronione w każdej sytuacji. Bardzo bym chciał, podobnie jak 1,5 mln osób popierających nasze inicjatywy ustawodawcze, aby Polska stała się pierwszym krajem w Europie, a może i na świecie, całkowicie zakazującym wykonywania aborcji.
Niech tylko ustąpią śniegi, to nasza inicjatywa obywatelska ożyje na nowo. Jesteśmy świadomi, że politycy, czy to z prawa, czy z lewa, sami z siebie nie wyjdą z taką inicjatywą. Parlamentarzyści wszystkich ugrupowań za bardzo patrzą na polityczną poprawność. Ale gdy obywatele przyniosą im projekt, to będą musieli opowiedzieć się po którejś ze stron.

