logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Platforma pozostawia Polskę rozgrabioną

Czwartek, 29 października 2015 (09:39)

Aktualizacja: Środa, 9 marca 2016 (11:47)

Ze Stanisławem Ożogiem, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Zgadza się Pan z opinią, że Jarosław Kaczyński poprzez swoją aktywność na ostatniej kampanijnej prostej zapewnił PiS większość bezwzględną w Sejmie?

– Tak, zgadzam się, ale z jednym zastrzeżeniem, a mianowicie zaangażowania prezesa Jarosława Kaczyńskiego nie można ograniczać tylko do ostatniego czasu. To konsekwentne – od wielu lat – działania prezesa Kaczyńskiego, którego śmiało można określić mianem wielkiego stratega, jednego z niewielu polityków na świecie, który potrafi planować i skutecznie realizować swoją politykę. To dzięki Jarosławowi Kaczyńskiemu PiS przetrwało osiem lat w opozycji, zachowując swoją integralność. Wreszcie to Jarosław Kaczyński zaplanował tak, a nie inaczej kampanię prezydencką i parlamentarną. To jego zmysł polityczny sprawił, że prezydentem Rzeczypospolitej jest dzisiaj Andrzej Duda, a po ośmiu latach rządów Platformy znów władzę w Polsce przejmuje PiS.

Co zdecydowało, że ludzie ponownie zaufali PiS?

– PiS przedstawiło program i alternatywę dla rządów Platformy, gdzie dominowały jedynie interesy określonych grup w samej tej formacji bądź z nią powiązanych. Naszym działaniom zawsze przyświecał i przyświeca jeden cel: dobro Polski i Polaków. I to pozwoliło nam przetrwać lata pracy w opozycji, gdzie byliśmy wyrzutem sumienia dla rządzącej koalicji PO – PSL. Na ile to było możliwe, udało się nam również zahamować zapędy rządzących do całkowitego zawłaszczenia państwa.

Jaką Polskę po ośmiu latach rządów zostawia Platforma?

– Platforma pozostawia Polskę rozgrabioną. Polska po ośmiu latach rządzenia Platformy i PSL-u wygląda źle. Konieczny będzie audyt państwa w wielu obszarach. To, co się udało uratować, to zasługa opozycji. Platforma pozostawia po swoich rządach Polskę zadłużoną, którą wbrew propagandzie obozu władzy dotyka kryzys. Problemem jest emigracja młodych, wykształconych Polaków, których Platforma planowała zastąpić imigrantami. Ten transfer jest szkodliwy dla Polski i sądzę, że również ta sprawa przyczyniła się do takiego, a nie innego wyniku w tych wyborach, gdzie – jak wszystko wskazuje – PiS otrzyma mandat do samodzielnego rządzenia Polską, rządzenia, które rozumiemy jako służbę, i w tym kierunku pójdą nasze działania.

Skoro mowa o audycie państwa, to czy nie obawia się Pan podobnych wyników jak to było w Kancelarii Prezydenta, gdzie Bronisław Komorowski zostawił pustą szufladę?   

– Nie tylko pustą szufladę, ale i puste ściany…! Jaki jest stan gospodarki, to z grubsza biorąc, wiemy, ale zdajemy sobie sprawę z tego, że za rządów Platformy szuflady i szafy były przed opozycją zamknięte. Teraz trzeba je będzie otworzyć, uzupełnić wiedzę o stanie państwa w wielu obszarach. Ten bilans otwarcia będzie bardzo niekorzystny, myślę nawet, że dużo gorszy od tego, jaki przedstawialiśmy w kampanii wyborczej. To spuścizna nieodpowiedzialnych, pazernych rządów Platformy, ośmiu lat przeplatanych aferami, o których skutkach jeszcze najprawdopodobniej nie wiemy. Tak czy inaczej ten bilans otwarcia państwa może być przerażający.

Co zgubiło Platformę?

– Polacy już nie wytrzymali obrazu fasadowego państwa, pustych obietnic, kłamstwa, obłudy i korupcji na szczytach władzy. Polacy już nie dali wiary obietnicom. Zaklinanie rzeczywistości, że Polska jest w doskonałej kondycji, i puste obietnice tym razem zawiodły. Ten wynik to także znak, że Polacy nie dali się nabrać, że zauważyli kolejne afery usilnie, bezczelnie zamiatane pod dywan. Społeczeństwo nie chciało już dłużej tolerować arogancji władzy, „ośmiorniczek” i z drugiej strony zaniedbywania rodzin, głodujących dzieci czy zmuszania do emigracji za chlebem tysięcy młodych ludzi, którym nie stworzono warunków do pracy i godnego życia w Polsce. Miara się przebrała.    

Jaki udział w klęsce Platformy ma Donald Tusk?

– Zaskakujące jest to, że od dłuższego czasu klęskę Platformy uosabia się tylko z Ewą Kopacz, zapominając, że jednym z głównych architektów porażki PO jest Donald Tusk. Przez siedem lat sprawował funkcję premiera, i to także wypadkową jego rządów jest obecny stan państwa i sytuacja społeczno-gospodarcza. To Donald Tusk jest faktycznym grabarzem Platformy, natomiast Ewa Kopacz – jako jego wierna uczennica, wykonująca jego polecenia, dokończyła dzieła samodestrukcji.  

Czy Donald Tusk przetrwa na stanowisku szefa Rady Europejskiej?

– Kariera Donalda Tuska w Brukseli dobiega końca. O drugiej kadencji nie ma mowy. Próbuje się szukać uzasadnień, że jego odejście wynika z zachowania parytetów politycznych między chadekami a socjalistami, ale to jedynie próba zamydlenia oczu. W tej chwili możliwości Donalda Tuska jako szefa Rady Europejskiej są marginalizowane przez przewodniczącego Komisji Europejskiej Jeana-Claude'a Junckera, a także przez przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Martina Schulza. W tej chwili już tylko jedna frakcja, zresztą bardzo nieśmiało, próbuje bronić Tuska, ale w debacie dotyczącej szczytu Rady Europejskiej w sprawie uchodźców – jak wiele wskazuje – Tusk zbierze potężne cięgi.

Czy Tusk jest tak słaby, czy mówiąc inaczej, zrobił swoje i zostanie odstawiony na aut?

– Donald Tusk był potrzebny Niemcom do przeforsowania ich polityki wobec Polski, a także polityki wobec innych państw Unii Europejskiej. Na forum europejskim okazał się jednak za słaby, nieudolny i to wszystko sprawia, że będzie musiał odejść. Również protektorka Tuska kanclerz Angela Merkel nie jest w stanie dłużej go chronić, bo ma poważne problemy w swoim kraju i nie zdziwiłbym się, gdyby jeszcze w tym roku pożegnała się z funkcją kanclerza. Ponadto jaki pożytek może mieć kanclerz Merkel z Tuska, który utracił praktycznie wszystkie wpływy w Polsce i na brukselskiej scenie jest marginalizowany. Tusk to karta bita.  

Kiedy Tusk odchodził na salony w Brukseli, mówiło się, że za jakiś czas może powrócić do Polski, aby ubiegać się o urząd prezydenta. Wygląda na to, że ten misterny plan wydaje się coraz mniej realny…

– Owszem, taki był plan, ale rozsypał się jak przysłowiowy domek z kart. Nie miało to żadnych mocnych podstaw i dlatego pierwsza faza tego projektu, a więc utrzymanie się na fali przez Platformę, która miała pomóc Donaldowi Tuskowi bezpiecznie dopłynąć do portu pod nazwą prezydentura, się rozpadła. Tak czy inaczej rządy Platformy kończą się katastrofą w wielu obszarach, za co płaci polskie społeczeństwo, polski Naród.     

Pana zdaniem, Platforma jest w stanie przetrwać cztery lata jako partia opozycyjna?

– Nie sądzę, żeby ugrupowanie, które przyzwyczaiło się do władzy i stołków, przetrwało w takim kształcie. Nie wiem nawet, czy przetrwa dzisiejsze popołudnie i rozliczenia wewnątrzpartyjne za nieudaną i nieudolną kampanię wyborczą w wyborach parlamentarnych, ale także w wyborach prezydenckich. Wydaje się, że Grzegorz Schetyna zaczyna się wynurzać z „pieczary”, do której zapędził go Donald Tusk i jego przyboczni. Teraz wyszedł i oczekuje na swój słoneczny poranek.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl