logo
logo

Dziś w
„Naszym
Dzienniku”

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Świat czeka na nasze świadectwo

Piątek, 30 października 2015 (01:21)

Z o. dr. Tadeuszem Rydzykiem CSsR, dyrektorem Radia Maryja, rozmawia Małgorzata Rutkowska

Ojcze, jak Ojciec oczami wiary patrzy na to, co się wydarzyło 25 października? Ta perspektywa wydaje się kluczowa w sytuacji, w jakiej znajduje się Polska.

– Wiem, że Pan Bóg nas kocha i daje zadania tak poszczególnym ludziom, jak i narodom. Na przestrzeni całej naszej historii widać jasno, że Pan Bóg nas prowadzi i ma plan również wobec Polski. Szczególnie to widzieliśmy w czasie pontyfikatu Jana Pawła II, w zmaganiach z komunizmem, gdy mieliśmy Prymasa Stefana Wyszyńskiego, ks. kard. Augusta Hlonda.

Pan Bóg dawał na najtrudniejszy czas wielkich ludzi, przewodników Narodu.

– I pokazywał równocześnie plan miłości w stosunku do nas. Niesamowitą miłość. I Naród in gremio starał się odpowiadać na to. Mamy swoje grzechy, słabości, ale widać, że trzymamy się Pana Boga. W świecie od chwili grzechu pierworodnego trwa zmaganie dobra ze złem, walka duchów, państwo diabelskie walczy z państwem Bożym. To bardzo mocno widać w naszych czasach, po przejściu Polski przez „Morze Czerwone”. Tutaj niezwykłą rolę odegrał Kościół, nasze zawierzenie Matce Najświętszej, trzymanie się Pana Boga. Jakkolwiek komunizm rozpadł się bez rozlewu krwi, a wojska sowieckie wyszły z Polski, pozostałości tego systemu do dzisiaj są w ludzkich sercach, w sumieniach. Nie jesteśmy jeszcze w pełni uwolnieni od tego zła.

Dźwigamy też na sobie nieodpokutowane grzechy Narodu, jak aborcja, niewierność.

– Powiedziałbym, że to są takie związania ze złem. Diabeł nas wiąże przez nasze rany, z tych nitek robią się sznureczki, a nawet potężny sznur i na tym nas trzyma. Trzeba to zerwać i iść z Panem Bogiem, odkryć Jego miłość. Nie chodzi tu o jakąś bigoterię. Bo bez Pana Boga, jak mówi polskie przysłowie, ani do proga. Bez Pana Boga nasze życie nie ma sensu ani celu, nie różni się wiele od zwierząt, a nawet gorzej, bo jest wbrew prawu naturalnemu. I tego, co teraz dotyka Polskę, najbardziej się boję.

Tej potężnej fali rewolucji kulturowej?

– Tak, tej antycywilizacji życia, antycywilizacji miłości, wbrew naturze, wbrew prawu naturalnemu. Najpierw po komunizmie oszukano „Solidarność”, ale wtedy był Ojciec Święty. A później wybory po strasznej katastrofie smoleńskiej – walka z krzyżem to był początek – potem satanistyczne orgie na Krakowskim Przedmieściu. To było dla mnie straszne. A później raz po raz ustawy, niedbanie o wychowanie dzieci i młodzieży, edukację, niszczenie rodziny. Są już w Polsce miliony ludzi żyjących poniżej progu ubóstwa, a więc w nędzy. W sercu Europy głodne dzieci. Sprawa m.in. prof. Bogdana Chazana, czyli działanie przeciwko komuś, kto walczy o życie. I na koniec podpisanie ustawy o in vitro. To było też pokazanie, w jakim kierunku idziemy: wbrew naturze, wbrew naszej cywilizacji, wbrew tysiącletniej kulturze polskiej. My musimy uratować w sobie po prostu normalność. Mam nadzieję, że Polska odrodzi się, ale tylko z Panem Bogiem.

Fundament to Dziesięcioro Przykazań, to jest pierwsza konstytucja. Słyszałem, jak pewna osoba mówiła, że gdy wygra PiS, będziemy mieli „republikę wyznaniową”. A przecież gdy odrzucimy Pana Boga, możemy mieć republikę bandytów, złodziei, zboczeńców. Widać jakieś pogubienie, i to ludzi, którzy mają przecież Boga w sercu. Widziałem, że w Sejmie nawet komuniści dzielili się opłatkiem.

Oni traktują katolickie obyczaje jako kulturowy element.

– Ale to świadczy o tym, że kultura chrześcijańska weszła w nasze życie, tylko daliśmy się pociągnąć jakimś prądom. Niektórzy zachwycili się błyskotkami pogaństwa. Poza tym diabeł kusi każdego, zaczyna się od małych grzeszków, a później przychodzą coraz większe. Nie chciałbym nikogo potępiać. Wszyscy jesteśmy Polakami, każdy z nas błądzi i szuka, chodzi o to, żebyśmy wszyscy znaleźli prawdę. Popatrzymy na największych bohaterów Polski. To byli ludzie wiary, wielkich umysłów, wielkich czynów.

Nie przypisywali zasług sobie, ale Panu Bogu, jak Jan III Sobieski.

– Tak, myślę też o błogosławionej Mariannie Biernackiej, która oddała życie za swoją synową. To się dokonuje gdzieś w sercu i nad tym musimy pracować: umysły i serca. Marzę o tym, żeby Polska umiała się przeciwstawić antycywilizacji śmierci. Nie bądźmy zapatrzeni w Zachód, stamtąd można brać technikę, ale też bez kompleksów, bo Polacy potrafią rozwijać umysły i mają wielkie osiągnięcia.

W jakich obszarach dostrzega Ojciec symptomy śmierci Zachodu?

– Zachód jest słaby duchowo, stąd wynika brak siły do przeciwstawienia się współczesnym zagrożeniom. To teraz widać bardzo jasno, obserwując inwazję świata islamu. Nie dają sobie rady, pogubili się. To, co mówią wielcy tego świata, to jest wprost dziecinne. Wyśmiewają się z Viktora Orbána, a on urasta do miana Sobieskiego naszych czasów. My nie jesteśmy przeciwko człowiekowi, trzeba ludziom pomagać, ale nie można zgadzać się na inwazję, na działania, które dalekosiężnie są skierowane przeciwko cywilizacji łacińskiej. Widać, jak Zachód jest słaby w sprawie małżeństwa, rodziny. To, co nienormalne, mówią, że jest normalne. Walcząc z naturą, nie wygramy. Znane jest powiedzenie: jeżeli człowiek popełnia zło, to Pan Bóg przebaczy, ludzie potrafią zapomnieć, ale natura się zemści. Co wybierzemy? Musimy odrodzić Polskę duchowo, tak jak nasi ojcowie, biorąc najlepsze wzorce. Możemy się nauczyć wiele na naszych błędach z historii, ale i na wielkich osiągnięciach.

Patrząc na to, co się stało, dziękuję Panu Bogu, to jest ogromna szansa. Prezydent, Sejm, Senat, rząd… Teraz tylko, żeby to się udało, będzie bardzo ciężko. Dlatego musi być potężna modlitwa. Należy wspierać każde dobro, gdziekolwiek ono jest, rozmawiać na argumenty.

Bardziej łączyć niż szukać różnic, nie dzielić?

– Tak. Bo wielkie dobro powstaje z wielości małych, dobrych czynów. Nie zaniedbywać żadnego dobrego czynu, a jeśli trzeba, to napominać się z miłością i zachęcać do dobrego. Zapytałem kiedyś ks. abp. Ignacego Tokarczuka, jak to się stało, że w czasie komunizmu w swojej diecezji wybudował ponad 400 kościołów, kaplic i obiektów sakralnych bez pozwolenia, bez żadnej pomocy z zewnątrz. Powiedział wyraźnie: „Nie brałem znikąd pieniędzy i mówiłem, nie bierzcie z zewnątrz, bo później będziecie musieli za to płacić”. Jak on to robił, że miał takie sukcesy? Mówił mi: „Proszę ojca, jak widziałem gdziekolwiek małą iskierkę, to rozdmuchiwałem ją i tak powstawał ogień”.

I teraz też tak to widzę: jak zobaczymy iskierkę dobra, rozdmuchujmy ją, żeby powstał wielki ogień. Nie gaśmy tych iskierek przez brak miłości, przez złe słowo, pokrętne działanie.

Zgodzi się Ojciec, że wynik wyborów to znak, że Polacy wciąż mają w sobie wielką siłę ducha? Potrafiliśmy wytrzymać napór zła.

– Po Panu Bogu najbardziej kocham Polskę – mówił Prymas Stefan Wyszyński. I to powinno być ważne. My jako Naród możemy razem uczynić wiele dobra. Musimy tylko pozbierać siły, bo cały świat czeka na nasze świadectwo. 1050 lat od chwili chrztu, tylu świętych, tylu bohaterów. Proszę popatrzeć na daty wyborów: maj – miesiąc maryjny, Zesłanie Ducha Świętego, a teraz miesiąc różańcowy i Jan Paweł II, kolejna rocznica wyboru i inauguracji pontyfikatu. A więc alleluja i do czynu!

Dziękuję za rozmowę.

Małgorzata Rutkowska

Nasz Dziennik