Mimo tego, że zaledwie 3 dni temu PKW ogłosiła wyniki wyborów do parlamentu, publikując nazwiska posłów i senatorów, którzy zostali w nich wybrani, główne media już rozliczają Prawo i Sprawiedliwość z realizacji programu, który był prezentowany w kampanii wyborczej.
Na razie nawet nie wiadomo, kiedy prezydent Andrzej Duda zwoła pierwsze posiedzenie Sejmu, podczas którego premier Ewa Kopacz będzie mogła podać swój rząd do dymisji, a już dziennikarze wręcz żądają od czołowych polityków Prawa i Sprawiedliwości podania nazwisk ministrów, którzy znajdą się w rządzie premier Beaty Szydło.
Ba, wręcz podpowiadają, którzy kandydaci na ministrów mogą liczyć na ich ciepłe przyjęcie, a którzy, nawet jeżeli zweryfikowali się w ostatnich wyborach i otrzymali po kilkadziesiąt tysięcy głosów, nie powinni ministrami zostać.
Wszystkie te doniesienia występują w telewizjach informacyjnych w takim natężeniu, że można odnieść wrażenie, że Prawo i Sprawiedliwość już jest w jakimś niedoczasie, jeżeli chodzi o wyłanianie rządu, a przecież już powinno zacząć realizować swój program wyborczy.
Jednocześnie z trwającym doborem przez media ministrów do rządu premier Beaty Szydło coraz częściej padają pytania o konkretne terminy realizacji głównych zamierzeń programowych.
Dziennikarze i posłowie rządzących ciągle Platformy i PSL w programach publicystycznych domagają się podania miesiąca, od którego będzie wypłacane 500 zł na drugie i kolejne dzieci w rodzinach zamożniejszych i na pierwsze w rodzinach mniej zamożnych, czy też miesiąca, od którego będzie obowiązywać podniesiona z 3 do 8 tysięcy kwota wolna od podatku dochodowego od osób fizycznych (PIT).
Tak przy okazji propozycja podniesienia tej kwoty zarówno przez wtedy kandydata na prezydenta Andrzeja Dudę czy też zapowiedziana w programie wyborczym Prawa i Sprawiedliwości była odsądzana w mediach „od czci i wiary”, ale po ogłoszonym w środę wyroku Trybunału Konstytucyjnego, że ta dotychczas obowiązująca jest niezgodna z Ustawą Zasadniczą, krytycy jakoś nabrali wody w usta i teraz zaczynają pytać, jak szybko dojdzie do jej podniesienia.
Coraz ostrzej z żądaniami realizacji programu wyborczego Prawa i Sprawiedliwości występują także posłowie Platformy i PSL. Jedna z posłanek tej ostatniej partii stwierdziła w programie telewizyjnym, że będzie wręcz co miesiąc pytać nowego ministra pracy, kiedy będzie wypłacana kwota 500 zł na dziecko.
To nic, że jej partia będąca u władzy przez 8 lat, odpowiadająca za politykę prorodzinną, zrobiła w tej sprawie naprawdę niewiele, ona żąda realizacji obietnic wyborczych wręcz natychmiast.
Z kolei urzędująca minister edukacji Joanna Kluzik- Rostkowska w tych dniach stwierdziła, że jest „gotowa zginąć” w obronie gimnazjów, które mają być wygaszane i w konsekwencji zlikwidowane w ramach reformy edukacji.
Mimo tego, że program tej reformy był znany co najmniej od wiosny tego roku i wielu ekspertów z tej dziedziny oceniło go bardzo pozytywnie, ba, bardzo pozytywnie ocenili go także wyborcy, głosując gremialnie na Prawo i Sprawiedliwość, teraz ustępująca minister „rozdziera szaty” w jego obronie.
Wygląda więc na to, że rząd Prawa i Sprawiedliwości nie tylko nie będzie miał powszechnie przyjmowanych w polskich warunkach „100 dni spokoju”, ale będzie nękany nawet w czasie jego tworzenia.
Nie ma więc innego wyjścia, trzeba się na to wszystko uodpornić, potrzebna jest jednak rzetelna i jednolita polityka informacyjna, dzięki której chociaż w mediach alternatywnych (w tym w internecie) nowa ekipa będzie tłumaczyć krok po kroku swoje działania.
Zamęt medialny wytwarzany przez tzw. główne media będzie niestety trwał, a rozliczanie jeszcze nieistniejącego rządu z realizacji programu wyborczego jest tego dobitnym przykładem.

