logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Czas skończyć z polityką zaniechania

Wtorek, 3 listopada 2015 (05:08)

Z gen. dyw. Romanem Polką, byłym dowódcą jednostki specjalnej GROM, w latach 2006-2008 zastępcą szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

W Hiszpanii, Portugalii i Włoszech pod nazwą „Trident Juncture 2015” trwają największe od 2002 r. manewry NATO, w których uczestniczy 36 tysięcy żołnierzy. Jakie jest znaczenie tego typu manewrów?

– „Trident Juncture 2015” to są rzeczywiście manewry na właściwą skalę. Na podstawie manewrów jak te można budować plany ewentualnościowe, plany operacyjne czy przeciwdziałania. Szkoda tylko, że takie działania nie są podejmowane na wschodniej flance NATO. Z tego punktu widzenia można żałować, że Sojusz Północnoatlantycki jako struktura, pomimo realnego zagrożenia ze strony Rosji, która notabene prowadzi ćwiczenia na jeszcze większą skalę, nie prowadzi tego typu manewrów na terenach, które są najbardziej zagrożone agresją ze strony Moskwy.       

Czemu zatem służą manewry NATO w basenie Morza Śródziemnego?

– Oczywiście tamten region na południu Europy jest również ważny. Stąd wspólne manewry, które mają na celu zgrywanie pododdziałów czy uczenie się współdziałania i wykrywania luk w systemach. Chciałbym zwrócić uwagę, że tego typu manewry nie są dla mediów, ale mają na celu wykrycie własnych słabości, aby na tej bazie opracować plany wzajemnego współdziałania, opracować kwestie dotyczące zabezpieczenia logistycznego, technicznego, wsparcia bojowego, czyli tych wszystkich elementów, które pozwolą prowadzić tzw. operacje połączone, czyli pogodzić to, co jest na lądzie, z tym, co jest w powietrzu, na morzu, z działaniami specjalnymi.

Wspomniał Pan, że takie manewry powinny się odbywać także na naszej wschodniej flance, ale czy te manewry właśnie na południu Europy nie są też odpowiedzią na kryzys migracyjny?

– W mojej ocenie ten element pewnie jest również rozpatrywany, ale nie sądzę, żeby był to zasadniczy cel tych działań. Odpowiedzią na kryzys migracyjny byłby jakikolwiek pomysł, co z tym fantem zrobić. Trudno tu mówić o użyciu sił zbrojnych, dlatego to nie resorty militarne powinny się zajmować rozwiązaniem tego poważnego kryzysu. Natomiast może to być co najwyżej zadanie dla sił specjalnych, których działania będą polegały na wyłuskiwaniu terrorystów, którzy niewątpliwie będą się ukrywać w szeregach tzw. imigrantów.

Czy i na ile NATO jest w stanie skutecznie reagować na sytuacje kryzysowe w Europie?

– To, czy i na ile jesteśmy w stanie reagować na zagrożenia, możemy tak naprawdę ocenić tylko poprzez tego typu manewry czy ćwiczenia. Mogą one dać odpowiedź na to, jaki jest poziom przygotowania, koordynacji i co ewentualnie należy jeszcze poprawić. Natomiast jeśli się nie prowadzi tego typu ćwiczeń czy manewrów, a niestety na obszarze środkowej i wschodniej Europy takie manewry przez struktury NATO nie były prowadzone, to jak faktycznie wygląda przygotowanie sił i w jakim stopniu są one zdolne skutecznie zareagować, to wszystko jest niestety jednym wielkim znakiem zapytania.

Kto jest hamulcowym i kto blokuje tego typu manewry bliżej nas?

– Tak naprawdę jest to wynik słabości europejskich członków NATO, którzy nie widzą zagrożenia, nie angażują się. Są to Niemcy, Francuzi, a także Włosi czy Hiszpanie, chociaż w przypadku tych ostatnich widać, że potrafią skutecznie zabiegać o to, aby Sojusz Północnoatlantycki prowadził manewry na ich terenie i to na tak dużą skalę. W tym aspekcie ważne jest również to, aby przygotowywać odpowiednie kadry i sięgać po wysokie stanowiska w strukturach NATO. Niestety polityka polskiego MON w ostatnich latach była wybitnie defensywna. Nie zabiegaliśmy o odpowiednie stanowiska, nie szukaliśmy możliwości przejęcia tzw. flagowych stanowisk, które w istocie przekładają się na budowanie planów ewentualnościowych, a więc strategii, ćwiczeń czy manewrów. Inaczej rzecz ujmując, w systemie dowodzenia NATO niestety nie ma dziś polskich oficerów.

Jakie znaczenie ma aktywne uczestnictwo naszych wojsk w „Trident Juncture 2015”?

– Nasz udział jest adekwatny do działań prowadzonych na tamtym obszarze. Tam nie potrzeba większego naszego zaangażowania, niemniej jednak obecność ponad sześciuset polskich żołnierzy jest ważna i dobrze, że ma miejsce. Mam nadzieję, że to jest początek i że ćwiczenia na skalę, powiedzmy, dwóch, trzech dywizji będą się w niedalekiej przyszłości odbywały również na naszym terytorium. Trzeba patrzeć perspektywicznie i takie propozycje przygotowywać, zwłaszcza że w przyszłym roku w Warszawie odbędzie się szczyt NATO, który – mam nadzieję – będzie okazją do skutecznych działań, które zaowocują korzystnymi dla nas decyzjami. Oczywiście, żeby dobrze się przygotować, potrzebna jest mądra strategia i współdziałanie z państwami naszego regionu, jak chociażby Litwa, Łotwa czy Estonia, które podobnie jak my również czują się zagrożone. Oczywiście Niemców też trzeba przekonywać.

Czy i jakie szanse z punktu widzenia naszego bezpieczeństwa ma lansowana przez prezydenta Andrzeja Dudę budowa współpracy państw adriatycko-czarnomorsko-bałtyckich?

– W mojej ocenie są duże szanse na zbudowanie bliższej współpracy państw adriatycko-czarnomorsko-bałtyckich w zakresie bezpieczeństwa. Do poprzedniej władzy i jej działań na polu obronności podchodziłem z dużym dystansem. Teraz jednak patrzę inaczej, widząc zaangażowanie prezydenta Dudy, to, w jaki sposób podchodzi do spraw obronności, do wojska, do żołnierzy, jak interesuje się sprawami wojska, jak odwiedza jednostki, a ma wiedzę i stale ją pogłębia, a przede wszystkim, jak buduje wokół siebie sztab kompetentnych ludzi, którzy są w stanie zabiegać o nasz narodowy interes w strukturach NATO. Myślę, że polityka, jaką zaczyna prowadzić Pałac Prezydencki w zakresie polskiej obronności i naszego bezpieczeństwa w tych trudnych czasach, napawa optymizmem. Mam też nadzieję, że ten obrany kierunek będzie wspierany również przez nowy rząd.

A zatem jako Polska mamy szanse stać się nie tylko potencjalnym, ale rzeczywistym liderem grupy państw, w sposób bardziej zdecydowany zabiegać o bezpieczeństwo tej części Europy?

– Bardzo w to wierzę. Potrzebna jest dobra zmiana, bo dotychczas mieliśmy dużo słów i działania propagandowe. Spolegliwość naszych władz spowodowała, że Polska, która jest liderem, gdy chodzi o siły specjalne NATO w tej części Europy, nie bierze udziału w działaniach dotyczących Ukrainy. Dlatego życzyłbym nam wszystkim, aby przyszła władza, w przeciwieństwie do ustępującej, prowadziła bardziej aktywną politykę, a nie politykę zaniechania, żeby również wykazywała się aktywnością w działaniu. Innymi słowy, mniej propagandy, a więcej konkretnych projektów, które przełożą się na wymierne efekty i będą sprzyjać poprawie bezpieczeństwa Polski.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl