logo
logo

Zdjęcie: Andrzej Kulesza/ Nasz Dziennik

Bez osądzenia, bez przebaczenia

Piątek, 6 listopada 2015 (12:33)

Z prof. Wojciechem Polakiem, historykiem, wykładowcą na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, rozmawia Rafał Stefaniuk.

Zmarł Czesław Kiszczak. Powraca więc pytanie, czy 26 lat po transformacji należy przyśpieszyć proces rozliczania ludzi odpowiedzialnych za zbrodnie PRL?

– Na pewno są jeszcze zbrodnie do osądzenia, sprawy do zbadania. Szansa na to, że ci ludzie zostaną osądzeni i trafią do więzienia, jest żadna. Po tylu latach są w takim wieku, że sprawiedliwość ich już pewnie nie dosięgnie. Ale będzie to miało pewien wymiar moralny. Śledztwa prokuratorskie realizowane przez IPN w odniesieniu do zbrodni komunistycznych mają jeszcze ten walor, że dostarczają źródeł historycznych. Prokuratorzy przesłuchują, badają sprawę, wytwarzają akta. Czasami nie da się z tego zrobić procesu po latach, bo np. większość sprawców nie żyje, ale powstaje materiał archiwalny, który będzie służył historykom. To ratuje pewien fragment rzeczywistości, który pewnie byłby nie do odtworzenia, bo pamiętamy, ile źródeł komuniści zdążyli spalić na przełomie lat 80. i 90. Śledztwa trzeba nadal prowadzić, trzeba je intensyfikować, a ich efekty będą miały wymiar moralny, a praktyczny odnosi się do stworzenia cennego materiału archiwalnego.

Jednak w debacie publicznej padają stwierdzenia, że nie ma sensu wracać do czasów PRL, bo te czasy już dawno minęły, a decydenci tamtego okresu są starzy i niedołężni. Często słychać odwołania do chrześcijańskiego miłosierdzia. Panu te argumenty są obce?

– To, co robimy od 1989 r., to jest właśnie źle rozumiane chrześcijańskie miłosierdzie. W wyniku wytaczanych procesów mało kto trafił do więzienia. W większości były to wyroki w zawieszeniu. Z drugiej strony stwierdzenia, że „nie ma co do tego wracać, bo to przebrzmiałe, dawne historie”, to przejaw ogólnej choroby odcinania się od przeszłości, tak jakby dzisiejsza niepodległa Polska spadła z księżyca. Tymczasem za nami stoi historia oporu społecznego oraz tych zbrodniarzy. Więc tymi sprawami jesteśmy zobowiązani się zajmować i musimy przynajmniej próbować doprowadzić zbrodnie do rozliczenia. Odcinanie się od przeszłości jest postawą bardzo niezdrową. Przecież historia ma wpływ na to, co dzieje się dzisiaj. A ponadto historia to jest sprawa wielka, to podstawa wychowania i wyrabiania podstaw odpowiedzialności za Ojczyznę.

III RP jest kontynuatorką PRL. Kiszczak miał tytuł generała, a nie zostanie pochowany na Powązkach i nie będzie mu towarzyszyć asysta wojskowa. Jak Pan ocenia decyzję ministra obrony Tomasza Siemoniaka?

– W sensie prawnym III RP jest kontynuatorką PRL, ale róbmy wszystko, aby w aspekcie moralnym tak nie było. Mam nadzieję, że jest dużo ludzi w Polsce, którzy robią wszystko, aby tej moralnej kontynuacji nie było. A co do pogrzebu na Powązkach, to w ostatnich latach mieliśmy wiele sytuacji skandalicznych, gdy różni komunistyczni wojskowi z Jaruzelskim na czele byli chowani z wielką pompą z udziałem władz państwowych czy samorządowych. Także funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej, odpowiedzialni za różne wydarzenia z okresu stanu wojennego, byli chowani w ten sposób. Decyzja ministra Siemoniaka jest z pewnością dobrym ruchem. Widać, że protesty społeczne z lat ubiegłych doprowadziły do tego, że o pochówku Kiszczaka na Powązkach w asyście kompanii honorowej nie ma już mowy. Należy wyrazić satysfakcję, że nikomu takie rzeczy nie przychodzą już do głowy.

Bez wątpienia Kiszczak miał ogromną wiedzę co do istotnych spraw dla Polaków, jak chociażby szczegóły zabójstwa bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Ujawnienie tych faktów, bez względu na skazanie przez sąd, byłoby formą odkupienia win?

– W jakimś stopniu tak. Twierdzę, że jeżeli ktoś nawołuje do pojednania ludzi dawnego aparatu, to postawmy im warunki pojednania. Podstawą jest wyrażenie przez nich skruchy i przeprosiny. Z kolei przejawem czynnego żalu powinno być ujawnienie wszystkich okoliczności ich zbrodni, przestępstw i działalności w formacjach siłowych PRL. Wtedy można by mówić, że powstała płaszczyzna do pojednania. Natomiast to nie nastąpiło. Kolejni funkcjonariusze komunistyczni wysokiej rangi umierają, zabierając ze sobą do grobu swoją wiedzę. Przez ostatnie 25 lat milczeli jak zaklęci, chociaż mogli tę prawdę w wielu aspektach przybliżyć. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że śmierć Kiszczaka będzie utrudniała ustalenie prawdy chociażby w sprawie okoliczności męczeńskiej śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki.

Kiszczak jednak tego nie zrobił, jego dawni towarzysze również. Wiara w sens rewolucji światowej i komunizm była silniejsza?

– Pytanie, które pan zadał, jest bardzo trudne. Oni pewnie już nie wierzą w rewolucję światową. Nie wydaje mi się, żeby byli na tyle naiwni. Bardziej prawdopodobne jest to, że chronią swoich nielicznych kolegów czy podwładnych, którzy jeszcze żyją. Z drugiej strony pewnie postępują tak ze złości wobec nowego porządku ustrojowego i ludzi, którzy są u steru władzy. Możliwe też, że mają wpojone, że jest to tajemnica i ujawnić tego nie można. Poruszył pan ciekawe zagadnienie, dlaczego milczą, bo faktem jest to, że wielu ludzi ciągle to robi.  

Dziękuję za rozmowę.     

Rafał Stefaniuk

NaszDziennik.pl