logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Sprawy Polski zawsze na pierwszym miejscu

Środa, 18 listopada 2015 (04:20)

Z Andrzejem Maciejewskim, ekspertem w obszarze polityki z Instytutu Sobieskiego, posłem ruchu Kukiz’15, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Co Pana zdaniem jest największym atutem rządu Zjednoczonej Prawicy?

– Atutem tego rządu są przede wszystkim nowe twarze, które wnoszą dużo nadziei. Z drugiej strony, atutem jest merytoryczność poszczególnych ministrów, zwłaszcza w takich dziedzinach jak finanse czy gospodarka. To wszystko sprawia, że mamy rząd złożony z osób kompetentnych i nawet najwięksi krytycy muszą się zgodzić, że nie jest to ekipa złożona z przypadkowych ludzi.

A co jest słabością tej ekipy?

– Problemem, z którym chcąc nie chcąc będzie się musiała zderzyć premier Beata Szydło, czy balastem, który może być pewnym obciążeniem, będą porównania do rządu Jarosława Kaczyńskiego. I nie będzie łatwo się od tych porównań oderwać.

Pojawiają się opinie, że szefem polskiego rządu została osoba, która ma stosunkowo niewielkie doświadczenie…

– Oponentom na tego typu zarzut należałoby odpowiedzieć pytaniem, jakie doświadczenie, obejmując rząd, miała Ewa Kopacz czy wcześniej Donald Tusk. Nie ma szkoły, która kształciłaby premierów, prezydentów czy ministrów. Każda osoba, której została powierzona taka funkcja, musi z jednej strony wykorzystać wszystkie atuty swojego dotychczasowego doświadczenia zawodowego, atuty osobiste, zdolności, talenty, a z drugiej musi pamiętać o tym, że ciągle należy się uczyć. Być premierem to służba i trzeba zachować pokorę. Zadufanie i zbytnia pewność siebie czy zarozumiałość na pewno nie jest tu sprzymierzeńcem. Nie ma recepty na superpremiera czy superprezydenta. Wybiera się osobę o możliwie najlepszych predyspozycjach, a jednocześnie z najlepszym, najciekawszym bagażem doświadczeń.    

Jakie powinny być priorytety tego rządu na najbliższy czas?

– Te priorytety dotyczą zmian w finansach zapowiadanych w kampanii wyborczej. Każdy program rządzenia zaczyna się od dyskusji o pieniądzach. Trzeba sprawdzić, w jakim stanie są finanse państwa, jakie są rzeczywiste problemy w ZUS, jak wygląda sytuacja z finansami na lecznictwo. Należy pamiętać, że wkrótce rozpocznie się rozliczanie finansowe perspektywy Unii Europejskiej, która minęła, a przypomnę, że była to perspektywa obfitująca w największe inwestycje. Tymczasem stan wykonania tych inwestycji wygląda różnie – część się udała, a część nie, część została zrealizowana i zakończona, a część wciąż trwa. I jak pokazuje życie, nie jest sztuką wziąć pieniądze, ale sztuką jest się z nich rozliczyć. Zatem to będzie poważne wyzwanie i jak sądzę, poważny problem dla tego rządu. Jednocześnie rozpoczęła się nowa perspektywa i środki na realizację nowych inwestycji, które już w tym roku będą uruchamiane.

Czego Pan oczekuje po expose premier Beaty Szydło?

– Przede wszystkim oczekuję racjonalności, realności i propaństwowości. Oczekuję, że Beata Szydło będzie pamiętać o tym, że jest szefem polskiego rządu, a nie sąsiada Niemiec, że jest premierem Polski i Polaków, a nie państwa, które jest jakąś kolonią gospodarczą. Oczekują propaństwowości, patriotyzmu gospodarczego i pamiętania, że polska racja stanu liczy się ponad wszystko. Tego wszystkiego brakowało poprzedniej ekipie.

To jaka powinna być postawa rządu w kwestii przyjmowania migrantów?

– Sytuacja jest dynamiczna i sądzę, że rewizja zobowiązań podjętych przez rząd Platformy jest wręcz konieczna. Tego oczekuje polskie społeczeństwo i tego wymaga mądra, racjonalna polityka. Mądra polityka to wyciąganie wniosków nie tylko z tego, co jest u nas tu i teraz, ale także z wydarzeń, jakie mają miejsce na świecie. Uczmy się na błędach innych, błędach Francuzów, Niemców i wyciągajmy z tego wnioski. Postawa tych państw wobec problemu migracyjnego jest najlepszym przykładem, jak nie należy prowadzić polityki.

Co konkretnie ma Pan na myśli?  

– Przede wszystkim należy odróżnić przyjmowanie azylantów, osób prześladowanych od osób, które są emigrantami ekonomicznymi. Jaka jest szczelność, skoro we Włoszech czy w Grecji taka masa imigrantów przedostaje się na nasz kontynent i nikt nic sobie z tego nie robi. Gdyby podobna sytuacja zaistniała na naszej granicy z Ukrainą, to odsądzano by nas od czci i wiary, że nie potrafimy zabezpieczyć granic. Dlaczego przez wiele miesięcy milczano, kiedy pontony jeden za drugim podpływały do granic Unii Europejskiej. Czy słyszał pan, żeby ktoś zatrzymał przemytników tych ludzi? Co więcej, wobec nikogo z tych imigrantów nie zastosowano deportacji. Tymczasem wystarczyło zrobić jedną prostą rzecz – wszystkich nielegalnych imigrantów od razu deportować do krajów pochodzenia. Gdyby zrobiono tak raz, drugi, trzeci, skutecznie zastopowałoby to falę socjalnych imigrantów. W imię poprawności politycznej nie zrobiono tego i stąd dziś mamy problem. Oczywiście w przypadku Francji ten problem jest bardziej złożony, bo mówimy o przybyszach z dawnych kolonii francuskich, a jednocześnie należy pamiętać, że są to wyznawcy islamu, którzy nie kwapią się do pracy, żyją w stworzonych enklawach na obrzeżach miast, gdzie nawet policja boi się zaglądać. Te środowiska są zarzewiem wszelkich radykalnych ruchów i antagonizmów. Musimy być mądrzy i wyciągać wnioski z błędów popełnionych przez innych. Mamy być konstruktywni, a nie zaślepieni ani też pozbawieni samokrytycznego i racjonalnego myślenia.

Co jeszcze musi się stać, żeby świat, Europa zrozumiała, że mamy do czynienia z realnym zagrożeniem dla naszej zachodniej cywilizacji. Ostatnio znów mieliśmy połajanki ze strony czołowych polityków z Brukseli i krytykę wypowiedzi sprzed kilku dni wówczas jeszcze kandydata, a dziś już ministra ds. europejskich Konrada Szymańskiego…       

– Konrad Szymański powiedział prawdę. Węgrzy, stawiając zasieki, potrafili zadbać o swoje interesy. Pytanie, czy i na ile nowi polscy ministrowie będą ulegać presji opinii elit europejskich. Nas nie powinno interesować to, co na nasz temat piszą zagraniczne rosyjskie czy europejskie media, bo w razie problemów, jakie sobie zgotujemy pod dyktando europejskich doradców, niestety sami będziemy musieli się z nimi borykać. Wtedy nikt nie będzie umierał za Polskę. Tym bardziej mamy obowiązek w pierwszym rządzie zadbać o nasze interesy, być gospodarzami we własnym kraju i pamiętać, że to obywatele, a nie urzędnicy w Brukseli czy zachodni dziennikarze mają prawo oczekiwać zapewnienia warunków bezpieczeństwa. Państwo polskie ma konstytucyjny obowiązek zagwarantować swoim obywatelom bezpieczeństwo.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

Aktualizacja 18 listopada 2015 (11:50)

NaszDziennik.pl