149 Polaków ewakuowanych z Mariupola na Ukrainie jest już w Polsce. Jakie były ich pierwsze reakcje po powrocie do Ojczyzny?
– Uczucia były mieszane. Wyjeżdżałem z nimi z Mariupola. W Zaporożu wsiedliśmy do samolotów i stamtąd przylecieliśmy do Malborka. Podczas podróży było widać, że emocje ewoluowały. W Mariupolu towarzyszyły im mieszane uczucia. Z jednej strony bardzo cieszyli się z tego, że lecą do Polski, bo przecież długo na to czekali, ale z drugiej były to dla nich trudne decyzje. Oni zostawiają za sobą całe swoje dotychczasowe życie. Zostawiają rodziny, znajomych, przyjaciół, mieszkania, często pracę. Tak naprawdę zaczynają życie od początku. Duża część z 51 rodzin, które wczoraj dotarły do Polski, to są rodziny z małymi dziećmi. Nie może więc dziwić to, że noszą w sobie niepewność, jak ich życie się teraz ułoży i czy będą mogli zapewnić dzieciom właściwą i godną przyszłość.
Nasi rodacy po przylocie powtarzali, że chcą w Polsce uczyć się, pracować, czyli normalnie żyć. To pokazuje, jak wielką traumę przechodzili na obczyźnie.
– Bez wątpienia pragnienie prowadzenia nowego normalnego życia świadczy o tym, że ich dotychczasowe było bardzo trudne. Ale jest to także dowód na to, że te osoby będą wartościowe dla państwa. Jeszcze niedawno mówiono, że jeżeli będziemy przyjmować Polaków ze Wschodu, to przyjadą osoby nastawione roszczeniowo, które chcą żyć na utrzymaniu państwa polskiego i korzystać z różnego rodzaju zabezpieczeń socjalnych. To jest nieprawda. Ludzie ci chcą pracować, płacić podatki i żyć jak normalni obywatele. Biorąc pod uwagę to, że są to ludzie młodzi i mając w pamięci naszą trudną sytuację demograficzną, to z ich przyjazdu wypada się jedynie cieszyć.
Ich cierpieniu towarzyszyło milczenie rządu Platformy i PSL. To moralna porażka państwa polskiego?
– Bez wątpienia obciąża to sumienie naszego kraju. Ale jest to porażka nie tylko moralna, ale też polityczna. Zwróćmy uwagę, w tym roku przyjechało do Polski około 350 Polaków ze wschodniej Ukrainy. Były to osoby pochodzące w części z terenów opanowanych i kontrolowanych przez tzw. separatystów, a część z linii frontu. 350 osób w skali 38 mln to jest to żadna liczba. Dzieje się to w kontekście przyjęcia przez nas kilku tysięcy migrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki. To, że tak długo czekali na swój przyjazd, to, że towarzyszyło temu tak duże zamieszanie polityczne, i to, że konieczne było wywieranie presji na rząd przez media i będące wówczas w opozycji Prawo i Sprawiedliwość, to wszystko jest kompromitacją rządu Ewy Kopacz. Dobrze, że wszystko ostatecznie skończyło się tak, że przyjechali do Polski. Jest to także nauka dla nas wszystkich. Takie sytuacje, jeżeli by się powtórzyły, powinny być rozwiązywane o wiele sprawniej.
Za punkt wyjścia powinny posłużyć szybsze decyzje polityczne?
– To nie jest tylko kwestia decyzji politycznych, które nie mogły długo zapaść, ale jest to także kwestia zmian w prawie. PiS jako formacja polityczna zapowiedziała takie zmiany i już w tym tygodniu złożymy projekt głębokiej nowelizacji ustawy o Karcie Polaka. Gdyby w przyszłości nastała sytuacja, która wymagałaby ewakuacji, będziemy mieli podstawę prawną, żeby ją przeprowadzić, a później efektywnie pomagać uratowanym. Nowelizacja przewiduje elastyczne możliwości pomocy naszym rodakom. W obecnej formule procedurą repatriacyjną nie da się objąć takich osób jak nasi rodacy, którzy w poniedziałek przylecieli do Polski. Stąd potrzeba wykorzystania ustawy o Karcie Polaka, która po nowelizacji, którą przeprowadzimy, będzie doskonałym narzędziem, aby pomagać naszym rodakom, nie tylko tym, którzy na stałe mieszkają na Wschodzie, ale również tym, którzy chcą przyjechać do Polski i tu się osiedlić.
Problem leży w tym, że nie wszyscy nasi rodacy na Kresach mają polskie obywatelstwo?
- W dużej mierze tak. Z tej grupy, która przyjechała wczoraj, nikt nie ma obywatelstwa polskiego. Problemem jednym z najważniejszych był brak podstawy prawnej do uruchomienia środków budżetowych, aby ich ewakuować i udzielić im efektywnej pomocy na miejscu. Do tej pory bardzo wielu urzędników i polityków traktowało naszych rodaków na Wschodzie legitymujących się Kartą Polaka jako cudzoziemców. Urzędnicy i politycy nie chcieli zaakceptować intencji ustawodawcy, który zakładał, że Karta Polaka jest dokumentem, który stawia w uprzywilejowanej pozycji naszych rodaków, tych, którzy bardzo często stracili obywatelstwo wbrew swojej woli. Przecież obywatelom polskim mieszkającym na ziemiach zajętych przez Związek Sowiecki odebrano to obywatelstwo. Teraz państwo polskie ma co do nich szczególne zobowiązania. Ta nowelizacja, którą zgłosimy w tym tygodniu, ma zmienić ten stan, ma stworzyć podstawę prawną do udzielania im skutecznej pomocy.
Jak długo te 51 rodzin będzie musiało czekać na nadanie obywatelstwa?
– To jest pytanie o to, ile z tych rodzin zdecyduje się na stałe pozostać w Polsce. Z rozmów z nimi wynikało, że przytłaczająca większość. Ostateczną decyzję będą musiały podjąć same. Jeżeli podejmą taką decyzję, to wszystko zależy od tego, na jaką ścieżkę nabywania obywatelstwa się zdecydują. W obecnej ustawie o obywatelstwie mamy kilka możliwości. W razie wybrania ścieżki prezydenckiej to szansa na szybkie uzyskanie obywatelstwa jest duża. Gdyby procedowano to normalną drogą, zgodnie z obowiązującymi przepisami musieliby czekać około 3 lat. Wrócę do nowelizacji, którą wprowadzamy, kiedy ona wejdzie w życie, posiadacz Karty Polaka, który decyduje się pozostać w Polsce na stałe, będzie mógł w ciągu roku uzyskać obywatelstwo polskie.
Program adaptacyjny tych rodzin ma potrwać sześć miesięcy. Co później?
– W tym czasie trwać będzie poszukiwanie samorządów, które zechcą przyznać im mieszkania komunalne i to tam, gdzie będą mogli znaleźć pracę. To jest teraz największe wyzwanie, żeby z jednej strony połączyć kompetencje tych osób z możliwościami znalezienia pracy i mieszkań. Jest to bardzo duża praca do wykonania. Jestem przekonany, że te 51 rodzin znajdzie takie miejsce, w którym rozpoczną nowe życie. Patrząc na doświadczenia z początku tego roku, to wierzę, że Polacy przyjmą z otwartymi rękami naszych rodaków, którzy musieli uciekać przed wojną.

